Reklama

Cmentarny lockdown zakończony. Dziś spóźnione Wszystkich Świętych

Kiedy w piątek po południu premier Morawiecki powiedział, że zamykamy cmentarze na trzy dni, rozpoczął się szturm. Żeby jeszcze zdążyć. Potem był spokojny weekend i… równie spokojny wtorek. Na cmentarzach tłumu nie było.

Oczywiście, że trudniej było zaparkować, ale szukanie wolnego miejsca trwało kilka minut, a ja nawet miałem szczęście, kiedy dojeżdżałem, ktoś inny wyjeżdżał, trzeba było tylko mrugnąć światłami, że go puszczam.

Jest wtorek 3 listopada, kilka minut po 12. Wyskoczyłem na chwilę z redakcji, bo trzeba w końcu zapalić lampki na grobach bliskich. Jeszcze szybko liczymy z żoną, ile ich potrzebujemy i podchodzimy do miłej pani, która sprzedaje je przy głównym wejściu na Nowy Cmentarz.

Reklama

We wtorkowe popołudnie na cmentarzach było niewielu radomszczan

Uśmiecha się i pakuje, informuje, że chryzantemy, które nam się podobają, kosztują 8 złotych. Nie skarży się, po prostu stara się odrobić najwięcej z tego co straciła. - Ja tylko po wkłady, a państwo wybierają… - przepuszczamy kobietę, której spieszy się chyba bardziej od nas.

Ludzi w alejkach i między grobami tyle co w czasie ładnej, słonecznej niedzieli. Nie spieszą się, szukają wejść. Jest normalnie. Nie tak uroczyście, jak byłoby 1 listopada. Złość już chyba nam minęła. Nikt przez płot nie skakał, zresztą, nie wszystkie furtki były zamknięte.

Reklama

- Dzień dobry. Ładna pogoda - rozmawiamy z żoną naszego przyjaciela, która siedzi na ławeczce przy jego grobie. Co roku zapalamy mu lampkę, zresztą jak jesteśmy na cmentarzu staramy się prawie zawsze tu zajrzeć. A teraz takie listopadowe rozmowy.

- Czas taki, że wszyscy się boją. Ten covid coraz bliżej nas - mówi patrząc na zdjęcie męża. Potakujemy. Bo jest. Kto dzisiaj nie ma wśród znajomych kogoś, kto już tę zarazę przechorował? Myślę sobie, że antycovidowcy właśnie stracili jeden ze swoich najważniejszych plandemicznych argumentów.

Reklama

Życzymy sobie zdrowia i idziemy dalej. Gdzieś ktoś jeszcze sprząta liście z nagrobka. Gdyby nie cmentarny lockdown, pewnie nie musiałby tego robić dzisiaj. Ktoś wyrzuca kilka całkiem sporych wypalonych już zniczy. Słychać jak wpadają do kontenera z głośnym brzękiem.

Ten jest pełny w połowie, inne już prawie w całości. Pewnie niedługo przyjadą samochody z PGK, żeby je opróżnić. Inaczej starych kwiatów i lampek będzie zaraz pełno wokół nich.

I jeszcze jedno spotkanie. Widzimy się z daleka, bo ludzi prawie nie ma. W normalnym świątecznym tłumie pewnie byśmy się minęli. A tak jest okazja zapytać, co tam u was?

Reklama

Tematów wiele, ale czasu mało. Trzeba wracać do pracy. Na cmentarz wrócimy jutro. I pewnie jeszcze pojutrze. Na spokojnie. I pewnie dalej będzie tak spokojnie. Bo przecież covid. Tutaj strach jest jakby większy.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości