Reklama

Arcybiskup częstochowski powołuje zespół ws. osób pokrzywdzonych w kościele. Powinien zacząć od siebie [Komentarz]

Arcybiskup częstochowski Wacław Depo powołał Niezależny Zespół Prawno-Historyczny, który ma wyjaśnić sprawy osób pokrzywdzonych w Kościele częstochowskim od 1945 roku. Napisał o tym w piątek portal Interia.pl. Zespół ma ustalić sprawców krzywd, skontrolować poprawność procedur, opracować sposoby naprawienia krzywd i zadośćuczynienia. Jeśli o te ostatnie wątki – postępowanie kościoła i procedury - zespół powinien zacząć od sprawdzenia postępowania samego arcybiskupa. 

Wrzesień 2015 roku, kuria częstochowska. W gabinecie siedzą arcybiskup Wacław Depo i były wikary parafii św. Lamberta w Radomsku. Rozmawiają o sprawie, którą od kilku miesięcy zajmował się wikary. Odkrył, że dzieci na terenie parafii są molestowane przez kościelnego. Zgłosił to proboszczowi, chciał zgłosić sprawę organom ścigania, ale proboszcz Antoni Arkit przez kilka tygodni wybijał mu to z głowy. Kluczył, mnożył wątpliwości, podważał. Zaaranżował nawet spotkanie z prawnikami współpracującymi z kurią, którzy przez półtorej godziny próbowali wydobyć od niego dowody (pisemne oświadczenia ofiar). Ostatecznie wikary sam poinformował rodziców a następnie zgłosił to na policję. 

Skąd to wszystko wiemy? Bo po pierwszych reakcjach proboszcza, gdy wikary już wiedział, co się kroi, rozmowy nagrywał

Reklama

O tym właśnie rozmawia z arcybiskupem.

Abp. Depo mówi: - Prawdopodobnie te zgłoszenia były wcześniej do proboszcza, tylko tak się nie wierzyło za bardzo, albo nie chciało się wierzyć. Jak ja raz czy drugi gdzieś tam u was byłem, zauważyłem, że on (kościelny - przyp. red.) ma taki rodzaj, jak to się mówi, ustawiania zakrystii. Ale to się wtedy rozpoznaje, że to jest ktoś, kto zarządza, i gdzieś tam złapie chłopaka czy dziewczynę, jak już nikt nie widzi. I na pewno to się gdzieś tam wcześniej ujawniło, tylko że nasi księża tak reagują, jak reagują.” 

Reklama

Gdy wikary zwraca uwagę,  że „są głosy, że to się działo wcześniej. Że wcześniej mogło być to zamiecione pod dywan. I stąd strach, że zostaniemy pociągnięci do odpowiedzialności”, arcybiskup odpowiada: „Strach, że za dużo się zgłosi. Rozumiesz? Z krzywdą. Bo tu jest pismo o dziewczynce, później chłopcy, to już przynajmniej cztery osoby”. 

I dodaje wprost: „Twoje zgłoszenie jest prawdziwe, a to, że proboszcz tak reaguje, to ze strachu. Że będzie pociągnięty, że wcześniej jeszcze nie zgłaszał. Rok, dwa trzy do tyłu (…) Ciebie oskarżano o to, że kościelny chciał popełnić samobójstwo przez ciebie, słyszałeś o tym? Bo gdyby do tego doszło, to ty byś był winien, że się chłop powiesił czy zastrzelił. Wiesz, każdy chce ręce umyć. I na pewno to się gdzieś tam wcześniej ujawniło, tylko że nasi księża reagują, jak reagują. Prawdopodobnie te zgłoszenia były wcześniej do proboszcza, tylko tak się nie wierzyło za bardzo, albo nie chciało się wierzyć”. 

Reklama

Arcybiskup przyznaje: „Wiem (o sprawie - przyp. red.), bo najpierw mi kanclerz zgłosił, a potem przyjechał proboszcz (…) Mnie to wtedy zgłoszono na zasadzie rozwiązania umowy o pracę, ksiądz proboszcz wtedy był, mówił, że on (kościelny - przyp. red.) podpisał, że rezygnuje z pracy.”

Kuria wiedziała o molestowaniu także od wikarego, który 16 lipca 2015 roku złożył pismo w kancelarii częstochowskiej kurii. Następnego dnia z rana zadzwonił do niego biskup Antoni Długosz. Wikary tak to relacjonował arcybiskupowi Depo:
„Jak napisałem pismo do kurii z informacją o sprawie, to zadzwonił do mnie biskup Długosz, żebym się nie wygłupiał, żebym dał spokój, bo mam uraz, bo mnie przenieśli z parafii.”

Reklama

Podczas rozmowy z wikarym arcybiskup Depo namawia wikarego, by przestał się zajmować sprawą. Sugerował, że może się to dla niego skończyć nawet oskarżeniem do Watykanu: 

„Zajmij się nowym zadaniem, a tamto zostaw. Niech tamci gotują się we własnym sosie nawet strachu, mówię o proboszczu, kościelnym. Staraj się mieć już z tym mały kontakt, chociaż nikogo nie odtrącaj. Żeby cię ktoś nie zaatakował z naszego grona, że krążenie informacji, że dziewczynka jest wykorzystana, że to jest z pogranicza spowiedzi, czy tyś to ze spowiedzi wziął, czy w rozmowie, i teraz tłumacz się ty, że to nie było na spowiedzi. Bo jak co, to cię oskarżą w stolicy apostolskiej.” 
Co się działo potem? Kościelny został skazany, odsiedział wyrok. Parafia ani proboszcz nigdy nie przeprosili za swoje postępowanie. Jedna ofiara wytoczyła sprawę parafii św. Lamberta o zadośćuczynienie, wygrała prawomocnie w maju ubiegłego roku. Sąd pierwszej instancji przyznał 180 tys. zł, drugiej podwyższył do 250 tys. Plus doszło 100 tys. odsetek. Proboszcz przez siedem miesięcy nie płacił, zrobił to dopiero w listopadzie. Kuria na pytania dziennikarzy (opisujemy tę sprawę od 2016 roku), zawsze umywała ręce, że to nie jej sprawa. 

Reklama

Także jeśli chodzi o „poprawność procedur, opracowanie sposobu naprawienia krzywd” wzór jest – trzeba robić wszystko odwrotnie niż w tej sprawie. 

Kuria apeluje, by na specjalny adres przesyłać informacje dotyczące pokrzywdzonych: biuro.wyjasnienie@archiczest.pl.
No to proszę. 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/02/2026 21:44
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Wandzia - niezalogowany 2026-02-21 10:46:00

    Pokrzywdzony jest? Że ma od siebie zaczynać?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości