Sergiy od półtora roku pracuje w jednej z radomszczańskich firm transportowych. Przyjechał do naszego miasta ze swoją żoną.
W jego rodzinnej miejscowości Oleksandrija, która znajduje się 50 km od Krzemieńczuka, dzisiaj jest jeszcze spokojnie, ale mieszkańcy się przygotowują.
- Wojska rosyjskie otoczyły miasto z trzech stron, są jakieś 100 km od niego. W mieście są grupy dywersantów, które oznaczają miejsca do zbombardowania - opowiada Sergiy. - Oznaczyli na przykład gdzie ma uderzyć bomba, żeby powstała wyrwa i woda z rzeki zalała miasto. Nasi chłopcy z obrony terytorialnej ich wyłapują - dodaje.
Sergiy każdego dnia kontaktuje się ze swoją rodziną. W mieście, w którym jest 50 tys. mieszkańców, zostali jego rodzice, syn, siostra jego żony. - Cała rodzina - kwituje krótko.
I prosi o pomoc. Wylicza, co jest w tej chwili najbardziej potrzebne: mundury i części wojskowego oprzyrządowania, kamizelki kuloodporne i kaski.
- I chociaż jeden noktowizor. Próbowałem kupić w Internecie, ale już nie ma. Może ktoś ma, kupił wcześniej, naszych chłopakom bardzo by pomógł - podkreśla.
Potrzebna jest też pomoc dla ludności cywilnej. - Karimaty, śpiwory, ciepła odzież i buty, żywność o długim terminie przydatności, czyli konserwy, kasze, makarony i inne tego typu rzeczy - Sergiy jest bardzo rzeczowy i skrupulatny, nie chciałby o niczym zapomnieć. I od razu dziękuje, bo widzi, że radomszczanie chętnie pomagają. - No i oczywiście leki i środki opatrunkowe - dodaje po chwili zastanowienia.
Jeżeli macie Państwo pomóc w zbiórce, czekamy na Was w redakcji od godz. 8 do 15 od poniedziałku do piątku. Wszystko, co uda się zebrać, zostanie przekazane członkom obrony terytorialnej z Oleksnadriji.
- Oni tam czekają na mój telefon. Będę bardzo wdzięczny, nie tylko ja, ale i ludzie z mojego miasta, za każde, najmniejsze nawet wsparcie - zapewnia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze