Reklama

[KORONAWIRUS] Radomszczanka wróciła z Włoch: nie pobrano mi krwi do badań

Radomszczanka wróciła spod Neapolu. Właściwie w ostatnim momencie. Na lotnisku w Warszawie zmierzono jej temperaturę, wypełniła też kartę lokalizacyjną. - Proszę jechać prosto do domu, z nikim się nie kontaktować - usłyszała.

 

Puste półki w sklepach we Włoszech

Wieczorem weszła do domu, a pięć minut później odebrała telefon z Sanepidu. Kobieta, z którą rozmawiała, pytała o jej stan. Powiedziała jak ma się zachowywać. Najbliższe dwa tygodnie spędzi sama w mieszkaniu. Nie ma żadnych objawów choroby, ale uważa, że powinna przejść badania na obecność koronawirusa.

Reklama

- Z Sanepidem kontaktowałam się na dwa dni przed powrotem do Radomska - mówi Gazecie. - W takiej sytuacji człowiek myśli przede wszystkim o zdrowiu. Ono staje się najważniejsze. Oczywiście nie chciałabym też być roznosicielem wirusa. Wydawało mi się, że to będzie jednak wyglądać inaczej, że wszyscy, którzy wracają z Włoch, zostaną przewiezieni do szpitala, gdzie po pierwsze zostaną wykonane testy. I gdzie spędza dwa tygodnie kwarantanny.

Pani Agnieszka do Włoch poleciała przed dwoma tygodniami, do swojego chłopaka. Zamierzała podjąć tam pracę, ponieważ o tej porze rozpoczyna się sezon turystyczny. Jednak we Włoszech lawino zaczęło przybywać zarażonych. - Tam, gdzie ja byłam, do pewnego momentu było bezpiecznie. A potem z dnia na dzień chorych i zmarłych na koronawirusa było coraz więcej - mówi. - W pewnym momencie całe Włochy zostały nazwane rosa Italia, objęte czerwoną strefą. Rząd zaczął wszystko zamykać, ludzie muszą pozostawać w domu, ci, którzy pracują, muszą mieć specjalne przepustki. I muszą udowodnić, że naprawdę muszą jechać do pracy. Tego wszystkiego pilnują carabinieri, policja jest wszędzie. Za samowolne wyjście do sklepu nakładany jest mandat 204 euro, a można też trafić na 3 lata do więzienia. Ale ludzie ryzykują i wychodzą do tych jeszcze otwartych sklepików.

Reklama

Pani Agnieszka mówi, że w tej chwili sytuacja we Włoszech jest dramatyczna. - Tam brakuje już wszystkiego, nawet karetek. Ludzie umierają w domach 24 godziny po wystąpieniu objawów, bo nie ma karetki, która mogłaby po nich przyjechać. Tam się ratuje tych młodszych, bo starsi i tak umrą.

Radomszczanka dodaje, że jej i jej koleżance udało się wyjechać z Włoch w ostatniej chwili i tylko dzięki pomocy dwóch Włochów, którzy bocznymi drogami zawieźli je na lotnisko w Neapolu. Ten wyjazd będzie pamiętać do końca życia.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości