Byliśmy na Sycylii, a tam nie ma koronowirusa. Byliśmy badani po przylocie, wypełnialiśmy kwestonariusze. Sanepid uznał, że nie ma powodu poddawać nas kwarantannie. Wróciliśmy z bezpiecznego terenu, nie mieliśmy żadnych objawów - mówi mama ucznia szkoły podstawowej w Szczepocicach.

(fot. Pixabay)
W sobotę informowaliśmy o rodzicach chłopca, którzy wrócili w zeszłym tygodniu wrócili z Włoch. Ich syn dwa dni po ich powrocie poszedł do szkoły. Pojechał do niej z kolegą. - I był w niej może dwie minuty - mówi kobieta. - Zabraliśmy go ze szkoły na prośbę pani dyrektor, mimo że Sanepid niczego takiego nie zalecał. Zrobiliśmy to z szacunku do pozostałych rodziców, którzy mogli mieć jakieś obawy, choć zupełnie bezpodstawne. Na prośbę pani dyrektor syn, i ten drugi chłopiec, nie chodzili do szkoły przez dwa tygodnie, ale w poniedziałek mają wrócić. Boimy się, co się może wydarzyć. Bo atmosfera jest bardzo nieprzyjemna. Ludzie patrzą na nas jak na chorych, unikają nas.
Matka chłopca dodaje, że po informacji pojawiło się dużo nieprzychylnych komentarzy, a przecież ani oni, ani ich syn nie stanowią dla nikogo zagrożenia. Uważa, że dyrektorka szkoły powinna jednak oficjalnie powiedzieć dzieciom i rodzicom, że rodzina była sprawdzana przez Sanepid, i że ten stwierdził, że nie mogli zarazić się koronawirusem. Ma nadzieję, że złe emocje opadną, a dorośli rozsądnie wyjaśnią swoim dzieciom, że nie mają się czego bać. - Nasi synowie są zdrowi. My także - zaznacza jeszcze raz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze