Strach przed koronawirusem jest naturalny. Wirus rozprzestrzenia się bardzo szybko. Pojawił się już w północnych Włoszech, a liczba zarażonych w szybkim tempie rośnie. Sytuacja staje coraz poważniejsza. Także w Polsce. Również w Radomsku.

(fot. Pixabay)
Z doniesień medialnych wynika, że ponad 300 osób na północy Włoch jest już zarażonych. Do 11 wzrosła liczba ofiar wirusa. Część kraju została kordonem odcięta od reszty. Z podróży do Włoch wrócili studenci Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Obawiają się wirusa. Minister zdrowia zapewnia, że dotąd nie wykryto go u nikogo w Polsce. Jednocześnie przestrzega, że należy liczyć się z tym, że wkrótce i my możemy mieć poważny problem. Coraz więcej osób odczuwa strach przed zarażeniem. Dlatego w aptekach coraz częściej pada pytanie o środki ochronne. A te znikają z półek.
Kliencia aptek zainteresowani są kupnem maseczek ochronnych i żeli antybakteryjnych do rąk w coraz większych ilościach. A większy popyt na te artykuły powoduje, że w aptekach jest ich coraz mniej, bo zaczyna ich brakować także w hurtowniach. W większości produkowane są w Chinach ze względu na cenę. A obecnie się ich praktycznie z tego kierunku nie sprowadza. Gdy aptece uda się zakupić deficytowy towar, to jego ceny przechodzą wszelkie pojęcie. Dotychczas cena maseczki wynosiła ok. 60 groszy, maksymalnie złotówkę. Obecnie ceny poszybowały „w kosmos”.
- Problem jest gigantyczny. Cena maski ochronnej wynosi obecnie niemal 10 zł. Za opakowanie 50 sztuk w cenie hurtowej płacę 400 zł. A koszt paczki z pięcioma maskami to 40 zł - mówi Magdalena Spólnicka, farmaceutka. - Zaczyna też brakować, w hurtowanich, leków przeciwrirusowych na receptę - dodaje.
Problem jest także z zakupem termometrów bezdotykowych. Taki typ jest wykorzystywany w przypadku podejrzenia zarażenia. Są niezbędne w szpitalach i na lotniskach.
W ciągu kilku dni sprzętu ochronnego może zwyczajnie zabraknąć. Czy tak jesteśmy przygotowani na koronawirusa?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze