Zebranie rozpoczęło się przed północą i trwało do rana. Opracowano plan wspólnego i natychmiastowego działania. Spodziewano się oporu wojsk austriackich. Utworzono więc komitety wojskowe, mające się zająć uzbrojeniem, sprawami sanitarnymi, kuchnią polową i zaprowiantowaniem. Dowodzić nimi mieli oficerowie POW. 2 listopada zaczęto rozbrajać żołnierzy austriackich w Radomsk
Polacy ścierali się między sobą nad wizją odzyskania niepodległości. Generalnie uznano, że można ten cel osiągnąć tylko przy wsparciu Austrii i Niemiec. Potem zaczęto wątpić, czy faktycznie warto przy nich trwać. Środowiska niepodległościowe poróżniły się na tym tle. To była jawna działalność polityczna. Obok niej istniała jeszcze jedna.
Równolegle do jawnej działalności stowarzyszeń i partii te same cele zaczęto realizować w konspiracji w ramach Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), stworzonej jeszcze w 1914 r. przez Józefa Piłsudskiego. Organizacja istniała też w Radomsku. Wielu członków POW działało w strukturach oficjalnych i podziemnych, np. w harcerstwie, Lidze Kobiet i właśnie w organizacji Józefa Piłsudskiego.
Oparcie POW dawały środowiska robotnicze, ale najwięcej było urzędników, nauczycieli i właścicieli nieruchomości w mieście. Oni z czasem stanowili kadrę podoficerską i oficerską oddziałów POW. Aktywnie włączyły się w konspirację członkinie Ligi Kobiet. Wiosną 1917 r. organizacja w Radomsku liczyła około 40 osób, które posiadały przynajmniej podstawowe wyszkolenie wojskowe. Nie wiadomo, ilu było pozostałych członków bez przeszkolenia wojskowego lub funkcji w POW. Najwięcej chętnych do wstąpienia w szeregi było od jesieni do wiosny 1917 r. Od 1916 r. działał oddział kobiecy, który tworzyły głównie członkinie Ligi Kobiet. Kierowała nim skarbniczka obwodu POW Jadwiga Żarska, a od 1917 r. Honorata Śladkowa.
Poza nimi w organizacji działały też Janina Hajdukiewicz i Wiktoria Klar. Kobiety zajmowały się głównie pracami kancelaryjnymi, obsługiwały pocztę, gromadziły i przechowywały broń i ekwipunek. Natomiast zaplecze młodzieżowe stanowili uczniowie utworzonego w 1915 r. gimnazjum Stanisława Niemca oraz członkowie Skauta.
Silny ośrodek POW podległy Radomsku znajdował się w Sulmierzycach, gdzie działał aktywnie późniejszy burmistrz Radomska, Lucjan Kwaśniewski. We wschodniej części powiatu organizacja była silna w Kobielach Wielkich, Kodrębie, Masłowicach i Rzejowicach. Na południu w Maluszynie, Zagórzu, Żytnie, Kruszynie.
Ćwiczenia kadry odbywały się początkowo w Radomsku, potem wytypowane osoby z całego okręgu jeździły na nie do Piotrkowa. W Radomsku spotykano się w prywatnych domach, natomiast ćwiczenia w terenie odbywały się w lesie na Folwarkach i polegionowych terenach na Wymysłówku.
Bywali też na Górze Chełmo, a ślady ich obecności są tam widoczne do dziś w postaci wyrytych napisów na jednej ze skał na szczycie góry.
W końcu wyczekiwany moment odzyskania niepodległości stawał się coraz bliższy. Nastroje antyokupacyjne przybrały na sile w 1918 r. Wpływ na to miały przede wszystkim ciągle pogarszające się warunki życia, złe zaopatrzenie i niepokojące Polaków informacje o rozmowach z Rosjanami i przekazaniu części ziem polskich Ukraińcom. 16 lutego rozpoczął się strajk powszechny, w którym wzięły udział nawet sklepy żydowskie i na znak żałoby ograniczyły handel. Sformował się wielki pochód wszystkich sił politycznych i społecznych oraz członków Rady Miejskiej. Grupa ok. 6 tys. osób śpiewając „Rotę” i inne pieśni patriotyczne obeszła główne ulice miasta. Na drugi dzień próbowano zorganizować wiec w Kinemie i kolejny pochód, ale komendant obwodu gen. Eugeniusz Dąbrowiecki nie wydał na to zgody. Na ulicach więc samorzutnie organizowały się grupy mieszczan, gimnazjalistów, młodzieży, POW, Skauta, robotnicy. Wzmocniono posterunki policyjne i wojskowe. Dochodziło do starć między wojskiem a młodzieżą, która chciała jednak zorganizować pochód. Niepokoje trwały do późnych godzin wieczornych.
Radomsko pod tym względem nie było wyjątkiem, do podobnych zajść dochodziło w Maluszynie, Silniczce, Rzejowicach i Gidlach. Wszędzie tam, gdzie były silne struktury POW. Takie zachowania ludności musiały za sobą pociągać również reakcję władz. W lutym nasiliły się rewizje i poszukiwania broni oraz lokali konspiracyjnych. Mimo tego POW nadał utrzymało swoją siłę. W całym powiecie było to ok. 400 osób, a w samym Radomsku 60 i wciąż napływali inni.
Były to dodatkowo oddziały wyszkolone i sformowane na wzór wojska. Latem 1918 roku osiągnęły pełnię gotowości bojowej, były przygotowane do przejęcia władzy, przynajmniej w początkowym okresie. Zwłaszcza oddział w Sulmierzycach. W październiku osadzono w Pajęcznie grupę schwytanych członków organizacji z Sulmierzyc. Miejscowy pododdział chciał ich uwolnić, ale akcja się nie udała i aresztowanych przewieziono do Radomska. Próbowano doprowadzić do ich uwolnienia, ale starania nie przynosiły efektu. Zostali uwolnieni dopiero pod presją mieszkańców powiatu, którzy grozili manifestacjami.
7 października Rada Regencyjna zapowiedziała w manifeście niepodległość Polski, a 12 października przejęła władzę nad wojskiem. W Radomsku jednak te deklaracje przyjęto dosyć chłodno. Nikt nawet nie wywiesił flag. Jedynie Liga Kobiet koło Kinemy urządziła wiec, w którym wzięło udział ok. 2 tys. osób. Odczytano deklarację Rady Regencyjnej, którą uczestnicy przyjęli oklaskami. Jak pisała gazeta, czuć było zdenerwowanie zachodzącymi wydarzeniami. Nadchodziła rewolucja, jak zapisał jeden z wojskowych we wspomnieniach.
Od środy 16 października 1918 r. w mieście znowu dochodziło do manifestacji i strajku powszechnego. Zamknięto sklepy, zakłady pracy, warsztaty, szkoły i magistrat. Na wiec polityczny koło Kinemy przyszło kilka tysięcy osób. Przemaszerowano przez centrum miasta, potem wszyscy rozeszli się do domów. W ten sposób starano się wywrzeć nacisk na władze, by te uwolniły aresztowanych. Bez skutku jednak. Dopiero groźba wielkiej manifestacji w całym powiecie zapowiedzianej na 22 października doprowadziła do sukcesu.
18 października o godz. 17 odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Rady Miejskiej. Wybrano 11-osobowy komitet, który miał się zająć urządzeniem uroczystości z racji proklamacji zjednoczonego niepodległego państwa polskiego. Komitet odbył dzień później pierwsze posiedzenie, na którym ułożono program uroczystości, o czym zawiadomiono mieszkańców plakatami.
W niedzielę 20 października wieczorem na mieście pojawiły się plakaty z odezwą Rady Miejskiej o takiej treści:
„Obywatele-Rodacy! Wielka, wszechświatowa wojna, co o tyle łez i cierpień ludzkość przyprawiła, ma się ku końcowi, a koniec jej ziszczą nasze i ojców naszych najgorętsze marzenia. Kończy się nasza niewola: zerwane są pęta, jakimi nas krępowali wrogowie, znikły kordony, jakimi nas dzielono, sprawiedliwości staje się zadość, Polska zmartwychwstaje! Znów wolni stajemy w gronie wolnych narodów, by dalej snuć wątek przerwanej pracy państwowej. Podejmujemy tę pracę, do której stanąć winien cały Naród, uczcijmy tę chwilę uroczystym świętem”.
Reklama
Dalej wzywano do udziału w uroczystościach.
We wtorek, 22 października, odbyła się w mieście wielka manifestacja. Miasto się do niej przygotowało. Najpiękniej udekorowano w tym dniu budynek Sądu Pokoju, Polskiej Macierzy Szkolnej, resursy, gimnazjum żeńskiego im. Królowej Jadwigi. Podobnie wiele domów, często widać było białego orła. W mieście wstrzymano pracę. O godz. 8 rano z wieży magistratu odegrano „Boże coś Polskę”, potem delegacje poszły na nabożeństwa, każdy do swojej świątyni. W farze panował wielki ścisk. Obecne były władze miasta, przedstawiciele stronnictw i organizacji społecznych. Mszę odprawiał ks. Kazimierz Secomski, prefekt szkół. Dwie pieśni wykonał chór pod batutą Jerzego Fotygo.
W uświetnienie uroczystości włączyli się też artyści z przebywającej w mieście opery warszawskiej. Kazanie wygłosił proboszcz św. Lamberta ks. Franciszek Mirecki. Równie uroczyście było w synagodze, gdzie odśpiewano „Boże coś Polskę”. Potem był pochód przez miasto. Przed gmachem komendy powiatowej (prawdopodobnie w klasztorze) pochód zatrzymał się, a delegacja rady i grup politycznych udała się do gen. Dąbrowieckiego z prośbą o zwolnienie więźniów politycznych. Generał odpowiedział, że w tej sprawie nie może sam decydować, ale zrobi co w jego mocy. Pod magistratem był czas na przemowy, które wygłaszano z balkonu.
Niedługo potem, 1 listopada, do POW dotarł rozkaz o częściowej mobilizacji. W Sulmierzycach wezwano miejscowego komendanta do poddania się. Tamtejszy oddział w sile 48 żołnierzy wyruszył w stronę Radomska, ale po drodze został rozbrojony.
Do podobnych akcji dochodziło też w innych miejscowościach. W samym Radomsku 1 listopada zwołano w ratuszu zebranie wszystkich miejscowych sił politycznych i wojskowych, zaproszono też obecnych w mieście wojskowych. W ostatnich dniach października do miasta przybył specjalny oddział, który miał wzmocnić tu siły przychylne Radzie Regencyjnej. Zebranie rozpoczęło się przed północą i trwało do rana. Wspólnie opracowano plan wspólnego i natychmiastowego działania. Spodziewano się oporu wojsk austriackich. Utworzono więc komitety wojskowe, mające się zająć uzbrojeniem, sprawami sanitarnymi, kuchnią polową i zaprowiantowaniem. Dowodzić nimi mieli oficerowie POW.
Ogólne dowództwo powierzono rotm. Witoldowi Ludwikowskiemu, który przyjechał do miasta 1 listopada z Lublina. „Rano przyjechałem jako pierwszy oficer z polskim orłem na czapce i zameldowałem się generałowi Dąbrowieckiemu, że zaczynamy powołanie” - pisał później we wspomnieniach. Dalej czytamy: „Tego dnia zostałem zaproszony w nocy na godz. 23-cią na posiedzenie międzypartyjne do Ratusza. Tu omówiono sytuację polityczną kraju, postanowiono tej nocy rozpocząć organizację wojska polskiego i o świcie rozbrajać okupantów. Równocześnie dokonano wyboru dowódcy sił zbrojnych między rotmistrzem Bzowskim a mną. Wybór padł na mnie, wobec czego tak POW z dowódcą p. Żółtaszkiem, jak też i inne grupy oddały się pod moje rozkazy. W kilku godzinach podzieliłem zebranych panów i panie na komitety, jak sanitarny, kuchni polowych, odzieżowy, prowiantowy, uzbrojenia itd. Również zorganizowałem mój sztab i o godz. 5 rano zaczęliśmy rozbrajać załogi austriackie”.
Na Bugaju stacjonowała niemiecka kompania w sile 140 osób, która łatwo dała się rozbroić, podobnie jak kilkunastu żandarmów polskiego pochodzenia z Komendy Obwodowej. Jeszcze w tym samym dniu przenieśli się na dworzec. Batalion austriackich strzelców zabarykadował się w fabryce Kohna. Na wieść o przejmowaniu władzy mieszkańcy miasta zebrali się na rynku. W tym czasie trwały rozmowy z gen. Dąbrowieckim i oficerami z Komendy Obwodowej. Komendant obwodu zgodził się oddać władzę wojskową rotm. Ludwikowskiemu i por. Gosiewskiemu.
Zgodzono się, że żołnierze austriaccy mogą pociągiem opuścić miasto, zabierając prowiant na dwa dni. Gdy pociąg odjeżdżał, zatrzymano go na Bobrach i tam przeprowadzono rewizję. Żołnierzom zabrano wszystkie przemycane niezgodnie z ustaleniami przedmioty. Tak więc Radomsko stało się wolne 2 listopada, a nie jak do tej pory sądzono dopiero 7 listopada. Natychmiast usunięto wszystkie godła i emblematy austriackie, a na ich miejsce zawieszono polskie. Tak wojskowi jak i urzędnicy C i K usunęli rozetki, a zastąpili je orzełkami polskimi.
3 listopada zaczęto tworzyć w Radomsku pierwsze jednostki wojskowe, do których masowo wstępowali całymi oddziałami peowiacy, a także Polacy z armii zaborczych, Dowborczycy, robotnicy i inni. Na murach miasta ukazały się różne odezwy, między innymi sejmiku powiatowego i Narodowego Związku Robotniczego wzywające do wstępowania w szeregi Wojska Polskiego, do posłuchu władzom polskim i zachowania spokoju. 10 listopada zaprzysięgnięto kilkuset ochotników, potem członków POW, którzy czekali na dyspozycje z Lublina. Przysięgano przed władzami miasta na wierność narodowi i odradzającemu się państwu polskiemu. Następnego dnia postanowiono usunąć z miasta resztki niemieckich urzędników kolejowych, żołnierzy ochrony kolei, którzy w liczbie 250 okupowali dworzec kolejowy. Otoczono ich, rozbrojono i wyprowadzono z miasta. Wysłano również oddział żołnierzy do Częstochowy, by tam wspomóc mieszkańców przy rozbrajaniu Niemców.

Radomska nie ominęły zawirowania związane z powstaniem rządu polskiego. Nie uznano Tymczasowego Rządu Republiki Ludowej, który powstał w Lublinie 7 listopada. Większość jego członków stanowili działacze PPS oraz PSL „Wyzwolenie”. Te ugrupowania nie były w Radomsku silnie reprezentowane. Na ulicach miasta pojawiły się afisze:
„Obywatele Rodacy! Grozi nam wielkie niebezpieczeństwo - anarchia. Chwila obecna wymaga od nas skupienia wszystkich sił w narodzie do pracy nad rozbudową naszej Ojczyzny. Tymczasem partie polityczne w pogoni za władzą i dyktaturą rozbijają jedność narodową, co jest zbrodnią wobec całego narodu. Utworzył się rząd prawicowy - gabinet Świeżyńskiego, który nie mając oparcia w społeczeństwie po 13 dniach upadł. Obecnie proklamuje się rząd nowy w Lublinie. I w ten sam sposób mogą powstać w każdej miejscowości nowe samozwańcze rządy, z czego wyniknie w ostatecznym rezultacie anarchia. Nam zaś potrzebny jest rząd jeden, z siedzibą w Warszawie, rząd narodowy, wszechdzielnicowy, posiadający pełną władzę, złożony z przedstawicieli wszystkich kierunków politycznych, z przewagą przedstawicieli stronnictw ludowych i robotniczych. W zrozumieniu ważności tego momentu oddajemy się do dyspozycji tu na miejscu istniejącym władzom cywilnym i komendzie wojska polskiego w osobie p. rotmistrza Ludwikowskiego. Wzywamy więc wszystkich wiernych Ojczyźnie synów do rozwagi, spokoju i do posłuchu wspomnianym miejscowym władzom i jako też do stanowczego odparcia wszelkich zakusów i agitacji przeciwnych, szerzących zamęt i niepokój”.
Odezwę podpisały działające tu partie i stowarzyszenia.
Zareagował też zarząd miasta i wystosował do mieszkańców miasta swoją odezwę o takiej treści: „Obywatele Rodacy! Dziś na murach miasta ukazały się odezwy, z których dowiadujemy się o powołaniu w Lublinie Tymczasowego Rządu Republiki Ludowej, który zawiadamia o rzekomym obaleniu Rady Regencyjnej i objęciu przez siebie rządów w Polsce. Wobec tego Zarząd Miasta uważa za swój moralny obowiązek ogłosić mieszkańcom, że jedyny prawowity rząd polski znajduje się w Warszawie. Temu więc rządowi w Warszawie należy się nasze posłuszeństwo. Ów zaś rząd w Lublinie, o którym dzisiaj dowiedzieliśmy się z odezw, jest samozwańczym, to znaczy przez naród polski niepowołany i nieuznany. Wzywamy was przeto do baczności! Żadnym nieznanym nam dobrze jednostkom i agitatorom nie wierzyć. Naszymi jedynymi władzami w mieście tutejszym są: Komenda Wojsk Polskich pod rozkazami rotmistrza Ludwikowskiego i Rada Miasta, którzy wyłącznie stoją na straży bezpieczeństwa i mienia mieszkańców powiatu i miasta i posiadają bezwzględne poparcie całego społeczeństwa”.
Dzień 11 listopada, czyli formalnie koniec I wojny światowej, a w Polsce moment odzyskania niepodległości, zastał Radomsko już wolne. W mieście były jeszcze wojska niemieckie i austriackie, ale nie przejawiały żadnej ochoty do utrzymania dotychczasowego porządku. Silny oddział znajdował się na dworcu kolejowym. O tym jak wyglądało ich rozbrojenie pisał „Dziennik Narodowy”. Rotmistrzowi Ludwikowskiemu, komendantowi radomszczańskiego garnizonu, doręczono depeszę informującą, że niemiecka obsługa kolei opuszcza stanowiska. Jednak ci z Radomska i Częstochowy nadal chcieli trwać na swoich miejscach, stawiają opór. Witold Ludwikowski wzniósł okrzyk „Niech żyje wojsko polskie. Obywatele do broni!”. Rozkaz ten wszystkie kompanie wykonały w ciągu 6 minut, po czym w pełnym rynsztunku wyruszyli z koszar na tutejszy dworzec kolejowy, celem zajęcia stacji i rozbrojenia niemieckiej załogi, kwaterującej tu na stacji w liczbie 250 żołnierzy. Nasz dworzec wolny był 12 listopada. Wtedy też rotmistrz Ludwikowski wysłał oddział wojska, by oswobodziły stacje wzdłuż linii kolejowej aż do Częstochowy.
Szerzej na ten temat w „Zeszytach Radomszczańskich” t. XV, skąd zaczerpnąłem wspomnienia wojskowych, opracowane przez Andrzeja Grochowalskiego. Tekst pierwotnie opublikowany w Gazecie Radomszczańskiej w listopadzie 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze