- Minister Zalewska znów zaczyna opowiadać swoje. W pewnym momencie Rafalska i Szydło dają sobie znak, widać ich porozumiewawcze spojrzenie: niech ona już się więcej nie odzywa. Rozmową zaczyna kierować premier Szydło. - Przeczytajcie, jak wygladają negocjacje rządu z nauczycielami. Udało się nam na chwilę zajrzeć do sali, do której media nie mają wstępu

Negocjacje przedstawicieli rządu ze związkami zawodowymi nauczycieli toczą się za zamkniętymi drzwiami. Co prawda obie strony - a właściwie trzy, bo Związek Nauczycielstwa Polskiego ma swoje postulaty a nauczycielska Solidarność swoje - wydają komunikaty, organizują konferencje, ale wtedy można usłyszeć starannie przygotowane oficjalne stanowiska. Prawdziwe emocje zostają na sali. Nie ma ich nawet na korytarzach, bo w przerwach wszyscy znikają w swoich pokojach. I tam przygotowują taktykę na kolejną rundę.
- To szachy, a wszystkim chodzi o to, żeby to ich figury zajęły jak najlepszą pozycję. Trwa badanie sił. Nikt nie chce się odsłonić. Trwa szukanie słabych punktów, które można wykorzystać - opowiada Adam Młynarski, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego w Radomsku i uczestnik negocjacji w Warszawie.
Poniedziałek. Strony wchodzą na salę. Rząd reprezentują minister edukacji Anna Zalewska, jest minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska, jest także premier Beata Szydło. Pierwsza godzina to wprowadzanie tej ostatniej w temat. Obszerne wystąpienia. Po godzinie seria pytań ze strony rządu do związkowców. Wciąż nie ma żadnych konkretów.
- Momentami wygląda to jak kabaret. Wydawałoby się, że wszyscy już wszystko na ten temat wiedzą, a tu godzina po godzinie mija na rozmowie o niczym, czyli na tym, że rząd zrobił niby tyle dla nauczycieli, że jest tak dobrze, cała ta gadanina znana z TVP, więc czego ci nauczyciele chcą - opowiada Adam Młynarski. - Potem minister Zalewska mówi, ale podaje co chwila inne kwoty, sprawdza, znów mówi coś innego. I wreszcie, po kilku godzinach pierwsza propozycja: mamy dla was 5 procent podwyżki. 5 procent?! Ten wariant znamy od końca stycznia! Z czym do nas przychodzice?
Widać, że potrzebna jest przerwa, ale nikt nie chce zaproponować jej jako pierwszy. Bo to oznaka słabości w negocjacjach. Ani nauczyciele, ani rząd, nie chcą jednak zerwać rozmów.
- Widać, że strajk nie jest rządowi na rękę, wiadomo, jak to się odbija w kraju, ale wydaje się, że do stołu siadają z jednym założeniem: kupimy spokój, ale najtaniej jak się da. I tak trwa to przeciąganie liny - opowiada Młynarski.
Kolejna propozycja: skoro nie 5, to może 10 procent? Od września. - To już coś i widać krok naprzód. Tylko, że minister Zalewska znów zaczyna opowiadać swoje. W pewnym momencie Rafalska i Szydło dają sobie znak, widać ich porozumiewawcze spojrzenie: niech ona już się więcej nie odzywa. Rozmową zaczyna kierować premier Szydło, która prze do przodu jak zaprogramowana maszyna. Ma zadanie do wykonania. Niby słucha, ale nie słyszy. Tylko z minister Rafalską rozmawia się normalnie. Słucha uważnie, widać, że rozumie i stara się wczuć w sytuację. Zwłaszcza, jeśli zaczepi się ją, zanim wyjdzie na ogłoszoną właśnie przerwę. A minister Zalewska już odsunęła krzesło i schowała za filar. Widać, że kiedy zbliża się do mikrofonu, Szydło i Rafalska aż tężeją. No to już nie próbuje.
Związkowcy z Solidarności są bardziej ugodowi. Prawie wzięli podwyżkę o 10 procent od września. Do tego rząd dorzuca 300 zł za wychowawstwo zamiast dotychczasowych 100. I podatek tylko od połowy wynagrodzenia, a nie od całego. To dodatkowe kilkaset zł. Tylko, że ten ciężar spadłby na samorządy. A o zwiększeniu subwencji jeszcze nie było mowy. Za to była o tym, że minister Zalewska wycofa się ze zmian, według których nauczyciel miał być oceniany i w zależności od oceny - wynagradzany. I ze zmian w zasadach awansu zawodowego.
- To po co tak to forsowała, skoro teraz tak łatwo ustępuje? - słychać komentarze na sali.
Przerwa do wtorku. Kolejna tura rozmów rozpoczyna się o godz. 16. Historia się powtarza. - Wciąż mielenie tego samego. Rząd nie chce się wykosztować, nauczyciele nie mogą od razu zrezygnować z 1000 zł podwyżki, choć obie strony zdają sobie sprawę, że przecież będą musieli ustąpić. Pytanie tylko, o ile. Im lepsza pozycja na starcie, tym łatwiej w negocjacjach - relacjonuje nasz rozmówca.
Znów powraca informacja, że rząd ma plan B. - Nauczyciele emeryci i wszyscy, którzy mają wykształcenie pedagogiczne, oni mają przeprowadzić egzaminy. Tylko jak im za to zapłacą? Widać, że strajk jest im strasznie nie na rękę. Wydaje się, że idą w stronę: będziemy przeciągać rozmowy i może uda się namówić ich do zawieszenia strajku na czas egzaminów? To byłby sukces rządu.
Rozmowy najprawdopodobniej potrwają do końca tygodnia. Możliwe, że w piątek uda się podpisać porozumienie. - Choć to na razie tylko myślenie życzeniowe - mówi Młynarski.
Drzwi sali, w której toczą się rozmowy, znów się zamykają.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze