Reklama

#TOP2022

W trakcie pisania tego materiału zadane pytanie diametralnie zmieniło sens w ciągu 12 godzin

Stanisław Pawłowski, gazeta@radomszczanska.pl

Kiedy postanowiliśmy zadać radomszczanom to pytanie, nie doszło jeszcze do eskalacji rosyjskiej agresji na Ukrainie. Atak nastąpił w czwartek 24 lutego. Pytanie brzmiało: czy oddałbyś/oddałabyś życie za ojczyznę? W odpowiedzi czasem pojawiał się śmiech, czasem strach, czasem zmieszanie.

Marcin, 46 lat. Sam mówi sam o sobie: „średnia kadra zarządzająca”:

- Jezu, nie wiem! Nie wiem! Jestem z tego pokolenia, które jeszcze bawiło się w wojnę, biegało po łąkach i strzelało do szkopów. Wyobrażaliśmy sobie wojnę, walkę, że jesteśmy bohaterami. Czy byliśmy gotowi oddać życie za ojczyznę? Oczywiście, i nie były to tylko takie dziecięce zapędy. Byłem harcerzem i patriotyzm był, a może i jeszcze jest, jednym z głównych założeń tego ruchu. Harcerstwo to takie „małe wojsko”, więc biegało się po lasach, bawiło w trytytkę. Ale teraz? Nie wiem! Teraz mam rodzinę, jestem odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale za dzieci, żonę, rodziców. To nie jest prosta odpowiedź. Z jednej strony włącza się ułańska fantazja i szybka odpowiedź: tak, już, natychmiast. Z drugiej głębsza refleksja: co z dziećmi, rodziną? Jak oni sobie poradzą? Kto zadba o ich bezpieczeństwo? Nawet nie umiem sobie teraz wyobrazić, jak może wyglądać współczesna wojna, bo przed oczami pojawiają się obrazki ze starych filmów. Nie wiem i nie pytaj mnie więcej o takie rzeczy!

Reklama

Adrian Żarnecki, 30 lat, członek Ruchu Narodowego:

- Pytanie o tyle skomplikowane, że jestem już ojcem trójki dzieci i te poglądy mocno się zmieniły od czasu, gdy nie ciążył na mnie obowiązek rodzinny. Na pewno oddałbym życie za obronę ojczyzny. Tylko najpierw musiałbym zaopiekować się rodziną i ulokować ją w bezpiecznym miejscu. Oddałbym życie z małym opóźnieniem. Kiedyś myślałem, że rzucę wszystko i zrobię to w pierwszej minucie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Dzisiaj wiem, że najpierw muszę zadbać o najbliższych, a później oddać się obronie naszej ojczyzny.

Reklama

Karol, tegoroczny maturzysta, z zamiłowania informatyk i fan gier komputerowych:

- Co? Wojna? (tu fragment nie nadający się do publikacji) W życiu, za co? Za kulawy system edukacji? Za kraj, w którym musisz kombinować, żeby coś osiągnąć? Nigdy w życiu, nie ma takiej możliwości, żebym ryzykował życiem.

- A co byś zrobił, gdyby jednak wojna wybuchła i dostałbyś wezwanie do wojska?

- Uciekłbym.

- Gdzie?

- Nie wiem. Daleko. Gdzieś, gdzie nie będzie wojny, gdzie można normalnie żyć. Pewnie i tak stąd wyjadę. Jeśli nie zaraz po maturze, to po studiach. Ludzie czasem startują od zera, zaczynają z niczym. Ja nie boję się ciężkiej pracy, ale chcę mieć szansę na godne życie. Jeśli nie w Polsce, to gdzieś indziej, niekoniecznie w Europie. Teraz świat to większa wiocha. Generalnie mogę nawet tu mieszkać, ale pracować dla firmy w USA. A jeśli tu się nie da w ten sposób, to znajdę miejsce, gdzie będzie to możliwe.

Reklama

Mariusz, 49 lat, pracownik administracji, wykształcenie wyższe, ojciec czwórki dzieci:

- Na obecnym etapie życia wolałbym, żeby przeciwnik oddał życie za swoją ojczyznę, a ja wolałbym swoje zachować. A poważnie mówiąc, to bym się spakował i uciekł do Czech.

- Dlaczego do Czech?

- Bo Niemcy to mądry naród i oni na pewno zamkną granice, więc pozostają Czechy lub Słowacja. Czechy najbliżej, bo tylko 200 km. To będzie czyn z niskich pobudek, osobistych - konieczność ochrony swojej rodziny. Na obecnym etapie życie ważniejsza dla mnie jest rodzina. Patrzymy na to przez pryzmat sytuacji w kraju, a w przypadku wojny to spojrzenie pewnie bardzo szybko by się zmieniło i samo podejście do sprawy też. Gdyby los nas skonfrontował z taką sytuacją - prawdziwą, nie hipotetyczną - wtedy pewnie ujawniłyby się różne instynkty, u jednych niskie, u innych wysokie. Tacy ludzie, którzy nie umieją funkcjonować w czasie pokoju, pokazaliby, że świetnie funkcjonują w czasie wojny. I odwrotnie - ludzie, którzy dużo krzyczą, w czasach próby nie zawsze się sprawdzają. Myślę, że o tym jak się zachowamy, zadecyduje sytuacja. A teraz to takie trochę wróżenie.

Reklama

Wojna męska rzecz? A właśnie, że nie

Kiedy myśli się o wojnie i szuka rozmówców do takiego pytania, praktycznie zawsze przychodzą do głowy mężczyźni. W końcu wojna to męska rzecz, na wojnę idą mężczyźni. Współcześnie nie jest to jednak takie oczywiste, kobiety też wstępują do wojska, są dowódcami, rozkazują i podejmują ważne decyzje. Pytamy kobiety.

Iga Borowiecka-Grzywacz, artystka, nauczycielka, feministka

- Właśnie się na ten temat pokłóciłam z mężem, bo powiedział, że z karabinem wyruszy bronić ojczyznę. Powiedziałam, że chyba go pan Bóg opuścił, bo ja nie mam prawa jazdy! A tak poważnie, byłam wychowana w bardzo patriotycznym domu, mój pradziadek był powstańcem styczniowym. W domu ciągle się kłócono, bo jedni dziadkowie uważali, że Powstanie Warszawskie to była przepiękna historia, a drudzy, że to był największy sabotaż historyczny, bo zginął wtedy kwiat społeczeństwa. Chyba z takiego pokolenia jestem, że marzyliśmy o tym, żeby ginąć za ojczyznę. A teraz, mówiąc szczerze, pewnie oddałabym życie za swoich bliskich, ale nie za ojczyznę. Można powiedzieć, że ta matka nie zawsze dba o swoje dzieci. Każde pokolenie w mojej rodzinie coś traciło. Albo zabrano im majątki za udział w powstaniu, albo całkowicie spalono dom, albo musieli uciekać. Wszystko się kiedyś skończy, niech nikt nie wymaga krwi moich dzieci i mojej. Niech wymaga pracy, płacenia podatków, uczciwości, niekradzenia, lojalności wobec innych ludzi, pomagania. Z tym się zgadzam i tak będę postępowała. Proszę sobie wyobrazić, że zostawia pan rodzinę i gdzieś po prostu rusza. Nieważne, że nie ma gdzie spać, że jest zimno. Nie o to chodzi, chodzi o ten lęk, że nie wiesz, co się stanie z najbliższymi. Kto ich obroni, jak ciebie nie będzie blisko?

Reklama

Marta, studentka politechniki:

- Mogę oddać swoją wiedzę, umiejętności i czas, ale ginąć, tylko dla samego ginięcia, jest bez sensu. Będę fachowcem z zakresu informatyki i kilku innych zagadnień, które w przypadku wojny mogą okazać się potrzebne. Tym wszystkim chętnie będę służyła mojemu krajowi, ale zginąć dla samego faktu, choćby bohaterskiej czy heroicznej śmierci dla ojczyzny lub za ojczyznę, nie mam zamiaru.

Do samego końca

Rafał Dębski, radny rady miasta, Koalicja Obywatelska:

- W moim przypadku sytuacja jest prosta. Prosta dlatego, że mój dziadek był żołnierzem Batalionów Chłopskich, kapitanem Wojska Polskiego i ja nie miałbym wątpliwości, że w sytuacji kryzysu militarnego każdy mężczyzna powinien założyć mundur i w ramach swoich możliwości bronić swojego kraju. To jest nasza ojczyzna i za naszą ojczyznę kiedyś krew i życie oddawali nasi przodkowie. Dziś wielu młodych ludzi trochę lekceważąco podchodzi do wojny w Ukrainie. A kontekst tej sytuacji jest szerszy. Nie chodzi tylko o Ukrainę, ale o wolny świat i pokój. Historia pokazuje, że niezależnie od tego, który to był dyktator, to jego apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeśli udawało mu się najechać na jakieś państwo i je zdobyć, to zawsze szedł dalej. Teraz my jako państwo, jako NATO, jako Europa, stajemy na wysokości zadania i będziemy zjednoczeni w tym trudnym czasie. Albo polegniemy, nie wyciągając żadnych lekcji z historii! Mam mundur dziadka w szafie, wyciągam go raz w roku i łza w oku się czasem kręci jak przypominam sobie jego historie. Jako dzieciak słuchałem jego partyzanckich opowieści. Teraz gdzieś zatraciliśmy te wartości. To też pokazuje, że szkoła jest wywrócona do góry nogami, bo jak nie nauczysz młodego człowieka prawdziwego szacunku do ojczyzny, nie tylko na pokaz, to kraj, ojczyzna nie będzie wartością.

Reklama

Arkadiusz Ciach, radny powiatowy, policjant - emeryt:

- Przysięgałem bronić ojczyzny, przysięga się raz i nic w tym zakresie się nie zmieniło. Można się zastanawiać czy przysięgać, ale po przysiędze raczej zdania się nie zmienia. A humorystycznie mogę dodać: „do samego końca, mojego lub jej”.

Bartłomiej Biskup, prawnik, radny rady miasta, PiS”

- Tak sformułowane pytanie zadane w okolicznościach trwającej za naszą wschodnią granicą wojny - która, moim zdaniem, wywrze również olbrzymi wpływ na sytuację Polski - jawi się dla mnie jako niepoważne. Odpowiedź na to z założenia poważne pytanie, dotyczące największej ofiary jaką może ponieść człowiek, ofiary własnego życia, zadawane w sytuacji niepewności losów naszych ukraińskich sąsiadów oraz niedających się przewidzieć z stuprocentową pewnością losów naszej ojczyzny w mojej ocenie, nie ma żadnego waloru informacyjnego. Przewidywanie hipotetycznych zachowań ludzkich w obliczu olbrzymiej tragedii ludzkiej jaką jest wojna, mija się z celem. Zostałem wychowany w duchu poszanowania do ojczyzny, jej tradycji i kultury. Rzeczpospolita Polska jest dla mnie bardzo dużą wartością i mam nadzieję, że w obliczu konieczności jej obrony, będę w stanie zachować się godnie, a moje zachowania w czasach największej próby służyć będą w najwyższym stopniu jej dobru.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Obywatel - niezalogowany 2022-09-25 09:39:12

    Artykuł z dnia 2 marca, agresja miała miejsce 24 lutego, a publikacja pod koniec września...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Radomszczanin - niezalogowany 2023-02-24 07:28:51

    Ja generalnie popieram zdanie Karola. Kiedyś nasi dziadkowie walczyli o wolną Polskę, przelali za nią morze krwi i oddali miliony żyć..ale nie po to, żeby teraz bez udziału osób trzecich politycy w tym kraju dążyli do upadku Polski od wewnątrz. Gdyby nasi dziadkowie widzieli to co się obecnie dzieje w naszym kraju, mogliby się przewracać w grobach. Bo obrona ojczyzny - obroną ojczyzny, ale ginąć w imię interesów panów w garniturach, który w momencie wybuchu wojny uciekają z Polski myślę, że nie wchodzi w grę. Kiedyś miałem inne zdanie na ten temat, ale od paru lat, gdy zacząłem interesować się polityką w naszym kraju zmieniłem zdanie całkowicie. Masz ginąć z patriotycznym "chwała wolnej Polsce" ? Polsce zawsze cześć i chwała bohaterom z czasów II WŚ, ale obecnie nie ma wolnej Polski...obecnie nawet trudno dostrzec to co się obecnie dzieje, że to Polska...wyprzedawane majątki, układy, miliardowe przekręty, traktowanie przesiedleńców z UKR lepiej niż Polaków, podatki - które niszczą przedsiębiorczość ludzi w trym kraju, złodziejskie afery, prawo z dykty...w imię tego masz ginąć? To kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym. Każdy z Wiejskiej dba tylko o siebie i swoje interesy. Nie interesują ich losy 38 milionów ludzi i nie interesowałyby w przypadku wybuchu wojny. Więc każdy powinien najpierw zadać sobie pytanie "Czy naprawdę chcę ginąć w imię interesów ludzi, którym nie zależy na tym kraju"? O obronę Ojczyzny należy spytać, ale dopiero w drugiej kolejności.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości