Suczki miały mieć lepszy dom, dostały dołek i garnek. Koty błąkały się po ulicy. Wszystkie miały chipy z radomszczańskiego schroniska. Zostały wydane do adopcji. Czy nikt ze schroniska nie sprawdza, jakie warunki mają wydawane zwierzęta?
Na krótkim nagraniu wykonanym telefonem widać dwa nieduże psy, kundelki. Oba przywiązane. Jeden do ogrodzenia, drugi do małego drzewka, może bardziej krzewu. Łańcuch i linka zaczepione do ich obroży mają może metr długości. Oba stoją w dołkach, które same wydeptały. Na tyle, na ile pozwoliły łańcuch i linka.
Obok dwa stare garnki, w których właścicielka daje im jeść.
To wciąż typowy obrazek. Pies ma pilnować podwórka, a skoro ma pełną miskę, to buda nie jest mu już potrzebna.
- Ja je mogę już teraz wypuścić - słychać kobiecy głos.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 93% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze