Reklama

Wybacz mi, moje miasto, bo zgrzeszyłem... [Rachunek sumienia na święta]

Egoizm, krótkowzroczność, nonszalancja, pieniactwo, pazerność, pogarda, próżność. Siedem grzechów głównych radomszczańskich polityków i samorządowców. Od prawa do lewa, tych najważniejszych i tych ważnych mniej. Święta to dobry okres, by się z tego wyspowiadać

To będzie ćwiczenie. Robimy je w zastępstwie, bo samorefleksja, zwłaszcza publiczna, nie jest - i nigdy nie będzie - przymiotem polityków. Władzę traktujemy tu grupowo, opozycję, koalicję, rządzących obecnych i przeszłych wsadzamy do jednego worka, bo mamy przekonanie, że grzechy, o których tu mowa, popełniają wszyscy. Instancją odwoławczą i rozgrzeszającą będzie dziś miasto, bo to w jego sprawie i niejako w jego imieniu tu występujemy.

Reklama

Zacznijmy więc. Wyobraźmy sobie polityka/samorządowca, jak klęka przed nami, wyborcami, i rozpoczyna: Wybacz mi, moje miasto, bo zgrzeszyłem...

…Egoizmem

Tak, powtarzam wszem i wobec, że najważniejsze jest dobro miasta, nawet wyrwany z głębokiego snu potrafię na śpiąco powtórzyć tę formułkę i nigdy się do tego nie przyznam, ale myślę przede wszystkim o sobie. Grzech mój jest wielki, bo gdyby nie praca, nie miałbym wielkich motywacji, by działać. I nie chodzi o pracę na rzecz, ale pracę dla. Dla mnie i mojej rodziny.

Reklama

Dziwicie się, ale wiele w waszym zdziwieniu obłudy, bo sami na moim miejscu postąpilibyście tak samo. Nic nas nie różni. Przecież wszyscy wiemy, jaki mamy w Radomsku rynek, robota może i jest, ale na strefie, a przecież nie chcę tam pracować. Kto w Radomsku płaci cztery tysiące na rękę? Kto siedem albo trzy? A taki samorząd płaci dobrze i pewnie, i jak się człowiek dobrze zakręci, może robić tu latami. Byle się nie wychylał i rozumiał zasady. Jak jeszcze człowiek wskoczy do której rady, bez znaczenia - miasta, powiatu czy którejś z gmin - wtedy jest nie do ruszenia. Nikt go nie zwolni, bo żadna rada się na to nie zgodzi. Pilnujemy swego! Nie wierzycie, że to takie proste? To sprawdźcie, gdzie pracują radni. Szkoły, urzędy, spółki miejskie, podległa powiatowi służba zdrowia, samorządowe instytucje…

Reklama

Zgrzeszyłem, moje miasto, bo udaję, że jest inaczej, że myślę tylko o tobie. Chciałbym, naprawdę, ale gdy kładę na szali twoje dobro i swoje, wybieram to drugie. Jak każdy. Dlatego wszelkie polityczne ruchy, wszelkie koalicje, jednemu służą: by zachować status quo. Raz występujemy w tej konfiguracji, raz w innej, raz na jednym stanowisku, raz drugim. Świat się zmienia, kapitalizm przepoczwarza, Unia sypie, mocarstwa bledną, a nasze twarze wciąż te same. Od lat. Nie dlatego, że nie ma chętnych, nie dlatego, że blokujemy im miejsce, ale niewiele jest osób, które godzą się na obowiązujące zasady. Do tego trzeba… hm, grzeszyć?

Powinienem posypać głowę popiołem i włożyć worek pokutny, ale zrozumcie mnie: kim będę, jeśli będę musiał grać według twardych reguł rynku? Mam wyjść na miasto, szukać roboty, pisać CV? Wy byście pisali? Zrezygnowalibyście z mojej pozycji w imię dobra wspólnego i jakichś ogólnych haseł? Tak, słyszałem to już wiele razy, jestem uzależniony. Łatwo mną manipulować, rozgrywać, wymuszać decyzje i wyginać mi kręgosłup, bo przecież się nie postawię, jeśli ta sama ręka mnie karmi. Ale trochę czuję się rozgrzeszony: przecież ktoś w tym samorządzie musi robić. Nie ja ustalałem reguły, ja się tylko dostosowałem.

Reklama

…Krótkowzrocznością

Ciągle mnie pytają, co będzie z Radomskiem za kilkanaście lat. A co to ja, prorok? Łatwo zarzucać, że się nie planuje, ale tak z ręką na sercu: a wy myślicie o przyszłości? O emeryturze (bo przecież wiadomo, że będą głodowe), o ochronie środowiska (przecież ugotujemy się na planecie), albo zadłużaniu się na koszt przyszłych pokoleń? Wiem, że od tego jestem by patrzeć w przód, nasza przyszłość jest pochodną tego, co robimy teraz, ale ani nie mam sił, ani wiedzy, by się z tym zmierzyć. Radomsko nam wymiera, więc publicznie przekonuję, że nie jest tak źle, że przecież w papierach wciąż mamy 47 tysięcy luda. Te siedem to martwe dusze, mieszkają w wielkich miastach Polski i mniejszych Wielkiej Brytanii, ale dlaczego mamy sobie aż tak bardzo psuć samopoczucie?

Reklama

Wiem, że na dziesięciolecia jesteśmy uzależnieni od strefy ekonomicznej, że cały nasz rynek jest na niej oparty, więc nigdy nie będziemy Bełchatowem, bo u nas potrzeba rąk do pracy, a nie głów. Ale co ja mogę? Mam wykurzyć inwestorów? Wiem, że nasza edukacja nie ma się najlepiej, w rankingach wypadamy słabiutko, ale cóż, szkoły to udzielne księstwa dyrektorów, gdzie najlepiej poruszać się powinni nauczyciele historii, bo dokładnie wiedzą, na czym polegały stosunki pańszczyźniane. Ale ja na dole, ja samorząd, a to ci w Warszawie ustalają zasady. Więc czemu czepiacie się akurat mnie?

Spytam was: to wszystko tylko moja wina? A kto chce wciąż budować w mieście place zabaw? Ja? W mieście, w którym nie rodzą się dzieci? Żeby planować trzeba wizji, ale ja bezwizyjny jestem. Może i mógłbym ściągnąć tu specjalistów, fachowców jakichś, co by mi podpowiedzieli, w którą stronę miasto powinno iść, by się nie przewrócić. Ale oni przecież kosztują. A jak coś wymyślą, to trzeba będzie to realizować, inaczej zarzucą mi wywalanie pieniędzy w błoto. I w sumie: czy my tacy ostatni jesteśmy, by nam jakieś wielkomiejskie paniczyki podpowiadały?

Reklama

Krótki mam wzrok i widzę niewiele, pewnie w politycznym piekle się za to smażyć będę, pocieszam się jednak, że nie sam.

…Nonszalancją

Jakoś to będzie. Przecież zawsze jest. Jak coś nie wyjdzie, to się zastanowię. Nie ma się co spieszyć, bo można sobie nogi połamać. Są tacy, którzy nazywają moją postawę tumiwisizmem, ale to określenie nie jest na miejscu. Przecież mi zależy. Na pracy, jak wspomniałem, na dobrobycie rodziny. Rzucacie się na mnie, ale ja też bym chciał, żeby Radomsko się rozwijało. Tylko jakoś tak wychodzi. Lewą ręką przez prawe ramię. Albo na odwrót, nie pamiętam.

Reklama

Wiem, grzeszę, wybacz mi, moje miasto… Ale też nie będę się zabijał z tego powodu. Co ja, w korporacji pracuję? Tam siedzą w robocie od rana do nocy, w weekendy biorą ją jeszcze do domu, czasu wolnego ani kapki, tylko rób, rób i rób. A wiadomo - co nagle, to po diable. Grzeszę, przyznaję, ale nonszalancja to moje drugie imię i coś chyba jest na rzeczy, że tak słabo się rozwijasz, moje Radomsko. Albo tak szybko zwijasz. Bo to przeze mnie rewitalizacji nie było i nie będzie. Tak jakoś wyszło. Nasze centrum wygląda jak lej po bombie, niedługo będziemy mogli tu oprowadzać wycieczki. Przewodnik opowie o historii, o tym, w jakich warunkach ludzie mieszkali dziesiątki lat temu. Zajrzyjcie, drodzy turyści w bramy, ani kanalizacji, ani ciepłej wody, ani ogrzewania miejskiego. Wyobrażacie sobie?

Przeze mnie nie ma obwodnicy, tak się porobiło i pogmatwało, że nikt już tego węzła nie rozsupła. Co? Że ważny jest efekt, nie chęci? Że to w szkole można się tłumaczyć: proszę pani, dlaczego jedynka, przecież się uczyłem? Jak ktoś złośliwy, to nawet starania nie doceni. Niby zdaję sobie sprawę, że moja nonszalancja może sprowadzić Radomsko na skraj przepaści. Milczę. Nie ma tematu, powtarzam, wszystko będzie dobrze. Grzeszę, bo wiem, że nie będzie, ale przecież nie dziś. A kto wie, co przyniesie nam jutro?

Reklama

…Pieniactwem

Tak już mam, że dla mnie wszystko jest polityką i wszystko dotyczy mnie. Jak ktoś coś powie dwa korytarze dalej, co mi nie w smak, to się obrażam, jak ktoś się ze mną nie zgadza, uznaję za bezpardonowy atak. Jestem tak zakręcony na swoim punkcie, że nie przychodzą mi do głowy inne motywacje krytyki niż złośliwość lub interesowność. Bo przecież jak ktoś coś do mnie ma, to nie dlatego, że mnie lubi, nie?

Ten mój grzech jest najgłośniejszy, choć zwykle nie pod moim nazwiskiem występuje. Siedzę wieczorami na facebookach i portalach z taką liczbą lipnych kont, że czasami zapominam przełączyć tożsamości. Pluję na przeciwników, pluję na obojętnych, bo plucie mam we krwi. Robię awantury, mieszam z błotem, bo przecież na tym polega polityka. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie odpuszczam, jestem mściwy, a jak ktoś mi podskakuje, to zwalniam mu rodzinę. Wszystko w imię… no właśnie, czego?

Reklama

Tak, wiem, grzeszę, bo tak naprawdę nie ma za tym żadnych wyższych racji. Gdybym jeszcze walczył o coś dla miasta, gdybym pluł i pieklił się w jego imię, gdy dzieje mu się źle. Ale ja to robią dla siebie. Muszę bronić swojego miejsca pracy. Muszę mieć oczy naokoło, by nikt mnie nie wygryzł. Dlatego pluję. Opluty domyśla się, że to ode mnie. Musi uważać.

…Pazernością

Nie potrafię powiedzieć dość. Jak biorę łupy, to wszystkie. Jak zwyciężam, wycinam poprzedników w pień, jak przegrywam, rozprowadzam swoich ludzi po firmach, w których mam wpływy. Brzydzi mnie kompromis, bo on zakłada półśrodki, a ja cały żądny jestem, nie w połowie. Swoich ludzi wciskam do szkół, do szpitala, o urzędach nie wspomnę. Nie wystarczają mi prezesi, dyrektorzy, naczelnicy, ja sięgam do spodu, do sprzątaczek. Nie mam skrupułów, bo jak ja się cofnę, inny skorzysta.

Reklama

Swojakom daję zlecenia, kampanijnym sponsorom kontrakty. Kogo można - kupię, kto się stawia - zagłodzę. Grzech mój jest ciężki, bo wciąż chodzę nienażarty. Dla moich musi starczyć, więc moje miasto chudnie, bo wciąż mu serwuję dietę.

…Pogardą

Chciałbym, próbuję, walczę, ale to jest silniejsze ode mnie. Choćbym nie wiem jak się przekonywał, choćby nie wiem jaki mędrzec wziął mnie w obroty, i tak w głębi duszy wiem, że ludzie są głupi. A wyborcy zwłaszcza. Przecież im tak niewiele do szczęścia potrzeba. Przed wyborami wystarczy, że dostaną kawałek asfaltu albo rurę do odprowadzania ścieków, i już gotowi wybaczyć wszystkie winy i wychwalać pod niebiosa. Nic ich innego nie interesuje, jedynie własny kawałek podłogi. Tfu, ulicy.

To dlatego pod koniec każdego roku w urzędach odbywa się rytualny taniec radnych, bezkrwawa licytacja, kto z budżetu wyszarpie najwięcej dla swojego okręgu. Bo jak dam coś ludziom, to mam ich za sobą. Głupi są ci ludzie, bo bez pamięci. To moja najsłodsza tajemnica i klucz do trwania. Nie pamiętają, dlatego wciąż mają nadzieję. W każdych kolejnych wyborach łapią się na lep dobrej przyszłości, łykają obietnice jak kawior, choć to nic innego, jak tabletki na przeczyszczenie o opóźnionym działaniu. Po wyborach znów będą przeklinać. Ale do następnych będą mieli cztery lata, by zapomnieć.

…Próżnością

Trochę się tego wstydzę, nie wiem skąd mi się to wzięło, ale tak już mam, że wydaje mi się, że stanowisko dodaje intelektu. Jakby podpis złożony na umowie w cudowny sposób pomnażał szare komórki, jakby nominacja gwarantowała zwiększenie liczby synaps. To dlatego opowiadam takie głupoty z takim przekonaniem. Puszę się wtedy i nadymam, bo ubzdurało mi się, że nic tak nie dodaje sensu wypowiedziom, jak pewność, z jaką się je wygłasza. Lubię, jak mi kadzą, a obrażam się z byle powodu. Wiadomo, to nie mnie obrażają, ale mój majestat, urząd, który reprezentuję.

Wiele mówię i często, bo wydaje mi się, że powinienem mieć zdanie na każdy temat. A kto ma wszystko przemyślane? Niczym innym by się człowiek nie zajmował, gdyby musiał wszystko przetrawić, a przecież wciąż są jakieś ważne tematy, w których trzeba się wypowiedzieć. Co? Nie trzeba? Jakżesz to, polityk, samorządowiec, a bez własnego zdania? To by dopiero było. Dlatego gadam, co mi ślina na język przyniesie z pewnością Einsteina ogłaszającego własną teorię. Że ludzie to widzą i słyszą?

Cóż, mówiłem, grzeszę…

(tekst opublikowany w Gazecie Radomszczańskiej w 2016 r.)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości