Skąd ta pomyłka, która dla kobiety mogła zakończyć się kilkudziesięcioletnim wyrokiem? Dlaczego niewinna kobieta mogła zostać skazana? 39-letnia Sylwia S. została oskarżona o brutalne zabójstwo. Jakie były dowody?
Wszystko działo się bardzo szybko. Z naszych informacji wynika, że przy tej sprawie pracowało kilkudziesięciu policjantów, 24 godziny na dobę, przez kilka dni. Pod nadzorem prokuratora. Bardzo szybko wytypowano sprawcę. Zaskoczeniem było nie tylko tempo, w jakim wytypowano osobę, która miała chwycić za nóż i zadać śmiertelne ciosy, ale i to, że zabójcą miała być kobieta. Nikt nie spodziewał się tego, że mordercą okaże się ktoś inny.
Zaczęło się w piątek
Ciało 64-letniego Grzegorza N. znaleziono w piątek 7 lutego. Dokładniej: znalazła je Sylwia S. ze swoim mężem Tomaszem. Są dalszą rodziną. Zamordowany mężczyzna mieszkał tylko z matką w dużym domu przy ulicy Spacerowej. W czasie kiedy doszło do zabójstwa starsza kobieta przebywała w szpitalu.
Informacja o zbrodni poruszyła sąsiadów, choć kiedy pytaliśmy o mężczyznę, prawie nikt nie potrafił o nim zbyt wiele powiedzieć. Poza tym, że był spokojny i nikomu nie przeszkadzał. Nie wiedzieli, czym się zajmuje, z kim utrzymuje bliższe kontakty. Usłyszeliśmy tylko, że był pomocny. Jak trzeba było porąbać drewno czy wykonać jakieś drobne naprawy, można się było do niego zwrócić.

Dlaczego zginął? W naszych rozmowach z sąsiadami niektórzy zwracali uwagę na fakt, że z tyłu na podwórku był zakład stolarski. Kiedyś miał go prowadzić ojciec zamordowanego, a ostatnio ludzie, którzy wynajęli halę. Też robili meble. Na podwórku jeszcze kilka dni po zbrodni widać było kilka samochodów, w tym auto dostawcze. W rozmowach z prokuraturą temat stolarzy się nie pojawiał.
Błyskawiczne śledztwo
„Śledczy ustalili, że do zabójstwa mieszkańca ul. Spacerowej doszło między 5 a 7 lutego. Zatrzymano trzy osoby, dwóm postawiono zarzuty” - informowaliśmy już w środę 12 lutego. Jak powiedział nam wtedy prokurator rejonowy Jacek Bocianowski, 64-letni Grzegorz N. zginął od kilkunastu ciosów zadanych tępokrawędziastym narzędziem w okolice prawego boku.
- O zadanie śmiertelnych ciosów podejrzana jest Sylwia S., której postawiono zarzut z art. 148 kodeksu karnego - wyjaśniał prokurator. Za zabójstwo grozi od 8 do 25 lat więzienia albo dożywocie. - Na jej winę wskazuje zebrany materiał dowodowy oraz badania wykrywaczem kłamstw, na którym badani byli wszyscy zatrzymani - informował prokurator. - Kobieta nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień.
Z naszych informacji wynika, że w początkowej fazie śledztwa skupiono się na trzech osobach, które miały kontakt z Grzegorzem N. Matce, która od dłuższego czasu przebywała w szpitalu oraz małżeństwie S.
Sylwia S. po aresztowaniu szybko trafiła do radomszczańskiego szpitala ze względu na pogarszający się stan zdrowia. Prokurator nie czekał z wykonaniem czynności. Przygotował wniosek o tymczasowy areszt dla podejrzanej, a posiedzenie sądu w tej sprawie odbyło się we wtorek 11 lutego wieczorem w szpitalu. W sali prokurator przedstawił swoje dowody, był także obrońca Sylwii S. Sędzia zdecydował: najbliższe trzy miesiące kobieta spędzi w celi. Ze szpitalnego łóżka została przewieziona do aresztu w Łodzi.
To nie były jedyne zarzuty, jakie postawił prokurator. Usłyszał je także Tomasz S., mąż Sylwii. Z art. 240 par. 1. Mężczyzna miał nie powiadomić o zabójstwie, za co grozi do 3 lat więzienia. - Mężczyzna nie przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia, został zwolniony - mówił Gazecie prokurator. Wobec Tomasza S. zastosowano inne środki, tzw. wolnościowe.
Nagły zwrot akcji
Już w piątek 14 lutego usłyszeliśmy, że winną wcale nie musi być Sylwia S. Dzień później udało się nam te informacje potwierdzić. To był szokujący zwrot w sprawie zabójstwa przy Spacerowej. Okazało się, że sprawcą może być ktoś inny. - Śledztwo przeciwko Sylwii S. zostało umorzone. Został uchylony środek w postaci tymczasowego aresztowania i wydany nakaz zwolnienia z aresztu - mówił nam w sobotę 15 lutego adwokat Michał Spólnicki reprezentujący kobietę. Nie chciał udzielić więcej informacji, odesłał nas do prokuratury.
Według ustaleń Gazety, do Łodzi, gdzie w areszcie przebywała kobieta, pojechał policjant z Radomska, by dostarczyć odpowiednie dokumenty. Kobietę jeszcze w sobotę odebrała rodzina. Wróciła do domu. W sobotę wiedzieliśmy też, że podejrzanym jest mężczyzna, a dowody wobec niego są o wiele poważniejsze niż te wobec Sylwii S.
W poniedziałek rano prokurator Bocianowski potwierdził nam, że nowym podejrzanym jest mężczyzna. O szczegółach nie chciał mówić. Dla dobra śledztwa. Ujawnił tylko, że to 44-latek Piotr C. Postawiono mu już zarzut zabójstwa. Ten sam co Sylwii S. Teraz to jemu grozi nawet dożywocie. Prokurator także wobec niego wystąpił do sądu o tymczasowy areszt. Sąd ponownie przychylił się do wniosku.
W sobotę 15 przesłuchiwany przez prokuratora mężczyzna przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia. Dzień później, w niedzielę 16 lutego przed sądem odmówił składania wyjaśnień i stwierdził, że to nie on zabił.
Pytamy, dlaczego w takim razie podejrzaną i zatrzymaną w areszcie była 39-latka? Jacek Bocianowski odpowiedział: - Pozwalały na to wykonane w trakcie śledztwa czynności procesowe i zebrane dowody. A także postawa oskarżonych - dodał.
Sylwia S. jest już w domu. Zarzuty zostały wycofane. Co z zarzutami dla jej męża? Prokurator rejonowy wyjaśnia, że podejrzenia co do jego winy wciąż są poważne i dlatego zarzuty nie zostały cofnięte. Co się stanie pokaże czas i efekty śledztwa. Być może Tomasz S. usłyszy inne zarzuty. Zresztą prokurator nie ukrywa, że Sylwii S. także jakieś nowe zarzuty mogą zostać postawione. - Śledztwo jest wielowątkowe - zaznacza.
Przy wódce
Udało się nam ustalić, że śledztwo potraktowano priorytetowo. Właściwie zajmowała się nim większość policjantów z naszej komendy. Angażowani byli do różnych czynności procesowych, które teraz trzeba powtórzyć z nowym podejrzanym. Jak udało się nam ustalić, to jeden ze stolarzy, który wynajmował halę pod zakład od Grzegorza N.
Z naszych informacji wynika, że 64-latek tego dnia pił alkohol z 44-latkiem. W trakcie tego spotkania miało dojść do kłótni. Wtedy podejrzany miał zadać 13 śmiertelnych ciosów.
Skąd podejrzenie wobec Sylwii S.? Jak słyszymy, najważniejszym dowodem miało być badanie wariografem. Ale jego wynik był niejednoznaczny. Badanie miało potwierdzić, że była w domu zamordowanego Grzegorza N. Na jej niekorzyść miały też zadziałać zeznania jej i jej męża. Miały być niespójne.
Nie pomogło też, że w pewnym momencie odmówiła składania wyjaśnień. Choć każdy podejrzany ma do tego prawo.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze