Sokolnik wyjechał, ptaki do Parku Świętojańskiego wróciły. „Kilka dni nie da efektu”

Dział: Aktualności
02/03/2021 - 12:30

„Uprzejmie informuję, że ptaki już wróciły, a 6600 zł z kasy urzędu poszły do sokolnika. Brawo” - tak skomentował sytuację w Parku Świętojańskim na swoim profilu facebookowym Jacek Kawka. Miasto zamówiło sokolnika, by wypłoszył gawrony w parku. Niestety, kilkudniowe płoszenia nie są skuteczne, co przyznał sokolnik Gazecie już w ubiegłym roku.

Sokolnik i jego ptaki to temat, który w Radomsku wywołuje wielkie kontrowersje. A nawet daje miastu wątpliwą sławę. W grudniu 2016 wpis Szymona Zyberynga na facebookowym profilu wywołał medialną burzę, a do miasta przyjechały nawet ogólnopolskie telewizje. Byliśmy na pierwszych stronach dużych internetowych serwisów informacyjnych. Wszystko przez to, że podobno sokolnik miał męczyć ptaki, trzymając je przywiązane do kołków. Okazało się, że to zupełnie naturalna metoda podczas płoszenia.

W ubiegłym roku ten sam sokolnik wrócił do nas, bo mieszkańcy skarżyli się, że przez park przejść się nie da, a na ławce usiąść nie sposób, bo wszystko zas... Przyjechał na pięć dni. Wtedy miasto zapłaciło 5900 zł. To średnia rynkowa takiej usługi.

Zapytaliśmy wtedy sokolnika Krzysztofa Domańskiego z firmy Falcon, czy pięć dni płoszenia da pożądany efekt.

- Na pewno to nie da efektu, z tego względu, że to jest za krótki czas - mówił wprost. - Akurat taką dostali zgodę (chodziło o decyzję Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska na płoszenie wydaną miastu - przyp. red.) i taką dysponują kasą. Ale ja z tego żyję i jak jest praca, to muszę pracować.

Krzysztof Domański twierdziŁ wtedy, że zwracał uwagę radomszczańskim urzędnikom na zbyt krótki okres płoszenia. - Tłumaczyłem, dlaczego inne miasta mogą załatwić na dłużej (zgodę RDOŚ - przyp. red.), bo lepiej by było, jakby do marca było ganianie (ptaków - przyp. red.). To by efekt dało - zapewnia.

PARK PTAKI FACE KAWKA

Screen i fot. profil facebookowy Jacka Kawki

W branży usług sokolniczych w Polsce działa ponad 40 podmiotów. Zgodnie ze sztuką, aby skutecznie przepłoszyć niechciane ptaki, należy wykorzystać ich wrodzony lęk przed drapieżnikiem. Zanim zaczną się loty sokoła czy jastrzębia na danym terenie, konieczne jest pozbycie się gawronich gniazd przed okresem lęgowym, który rozpoczyna się mniej więcej w marcu i trwa około dwóch miesięcy. Zdejmowaniem gniazd może się zająć firma świadcząca usługi alpinistyczne lub służby miejskie dysponujące zwyżką. Dopiero wtedy do akcji wkracza sokolnik. Musi dysponować przynajmniej kilkoma drapieżnikami, ponieważ jego praca trwa od świtu do zmierzchu, a jeden ptak nie może latać tyle godzin.

Według sokolników, najtrwalsze efekty przynosi systematyczne, trwające 50, 60 dni płoszenie, powtarzane przez trzy-cztery lata. Zdarza się bowiem, że gawrony swoje gniazda zakładają w nocy, pod nieobecność łowcy i stąd konieczność powtarzania zabiegu.

Aby miasto mogło przystąpić do zamówienia usługi płoszenia, musi posiadać opinię ornitologiczną i zgodę Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Taką decyzję wydaje dyrekcja na wniosek urzędu. Nie narzuca żadnego terminu, a jedynie przychyla się do prośby wnioskodawcy.