Jak się zwalnia w Drzewniaku. Nauczycielka kilka lat walczyła o sprawiedliwość

Dział: Aktualności
23/09/2020 - 12:33

W mojej walce o utrzymanie zatrudnienia pozostałam sama. Pomocy odmówiły mi związki zawodowe, kuratorium i organ prowadzący, czyli starostwo. Odbyłam wiele rozmów z urzędnikami, napisałam dziesiątki pism, wyjaśnień, próśb o analizę decyzji dyrektor szkoły, niestety, bez żadnego wymiernego skutku.

Andrzej Andrysiak, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Dziś jest już na emeryturze. Siedzimy w jej mieszkaniu, przede mną stos dokumentów. Wyroki, apelacje, pisma, prośby, wnioski. Stara się mówić klarownie, tylko o faktach, bo te mówią same za siebie. Jest przykładem, tak to czuje. Przykładem, jak niewiele znaczy kodeks pracy, karta nauczyciela i zwykła uczciwość. Jak wiele może pracodawca i jak mało pracownik. Ale też przykładem na to, że można i trzeba walczyć o swoje. Bo choć może sprawiedliwość nie triumfuje, ale jednak potrafi przywróć właściwy porządek. Potwierdzić, kto miał rację, a kto nie.

Małgorzata Wesołowska była nauczycielką w Drzewniaku. Została zwolniona. Jej sądowa batalia trwała osiem lat. Wygrała trzy sprawy prawomocnie, dwie w pierwszej instancji.

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Kiedy zaczęła pani pracę w Drzewniaku?

MAŁGORZATA WESOŁOWSKA: - W 1980 roku.

Jako?

Małgorzata Wesolowska

Małgorzata Wesołowska

- Wychowawczyni świetlicy szkolnej. Pracowałam na tym stanowisku do 2010 roku. To było moje jedyne miejsce pracy. W międzyczasie zrobiłam studia podyplomowe z wiedzy o społeczeństwie na Uniwersytecie Warszawskim. Prowadziłam też społecznie koło recytatorskie.

Jak przez te trzydzieści lat

Pozostało 90 % tekstu
Jesteśmy najbardziej radomszczańscy na świecie

Czytaj Gazetę Radomszczańską gdziekolwiek jesteś