Inspektor Mielczarek: mam plastikowe kajdanki, ale nie było czasu ich wyciągać

Dział: Aktualności
12/11/2020 - 13:46
Inspektor Karol Mielczarek, pracę w policji zaczynał w Radomsku, gdzie pracował 15 lat. Pełnił służbę m.in. w pionie kryminalnym, ruchu drogowym i prewencji. Potem przeniósł się do Łasku, Bełchatowa, a obecnie jest szefem policji w powiecie pajęczańskim. 10 listopada na jednej z radomszczańskich ulic zobaczył, jak trzech mężczyzn kopie kogoś leżącego na ziemi. Nie zastanawiał się, zaczął działać. Skutecznie.

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: - Trzech dobrze zbudowanych mężczyzn, każdy po 1,90 wzrostu. Kopią kogoś na ulicy. Miał pan myśl, że to może się dla pana źle skończyć? Czy po prostu uznał, że musi teraz zrobić to, co do niego należy?

INSPEKTOR KAROL MIELCZAREK: - To jest kwestia doświadczenia. I analizy ryzyka. Widzę co się dzieje i jestem w stanie odpowiednio zareagować. Oceniam czy dam sobie radę, czy potrzebuję pomocy. Czy powinienem skontaktować się z jednostką policji i czekać cały czas obserwując rozwój wypadków czy nie ma czasu na czekanie, trzeba reagować od razu.

Jak było na ulicy Tysiąclecia?

- Ryzyko jest zawsze. Było trzech na jednego. Trzech młodych mężczyzn, delikatnie nietrzeźwych. Stwierdziłem, że mogę spróbować. Kiedy podszedłem i krzyknąłem, żeby przestali, że jestem policjantem. Widziałem, że zaczynają uciekać i pomyślałem, że się uda. Choć na początku mieli zamiar mnie zaatakować, ale moja postawa i ton głosu podziałały. Zrezygnowali, a ja mogłem działać.

Karol Mielczarek facebook

Karol Mielczarek

Jak się łapie trzech uciekających jednocześnie sprawców pobicia? Oni przecież nie czekali.

- Jak to się mówi w naszym żargonie - rzeczywiście usiłowali się oddalić. Udało mi się złapać jednego, potem tym obezwładnić drugiego. Zadyszki trochę było, ale się udało. Jednak wtedy spotkało mnie to, co od dłuższego czasu spotyka policjantów, i co, delikatnie mówiąc, nie jest przyjemne w naszej pracy. Mam już obezwładnionych dwóch sprawców, podchodzi mężczyzna w wieku na oko jakieś 50-kilka lat, wysoki, i zaczyna na mnie napierać, że mam ich puścić, że co ja im robię, że nie mam prawa i tak dalej. A wiedział, że jestem policjantem. Prawy obywatel, w cudzysłowie. Widział moją interwencję, nie widział pobicia. Groził mi konsekwencjami i wywierał presję, słowami ogólnie uważanymi za obelżywe. Z takimi sytuacjami zderzamy się coraz częściej.

Nosi pan ze sobą stale plastikowe taśmy do krępowania rąk?

- (śmiech) Akurat miałem zapakowany samochód, ponieważ robię remont. Tzw. trytytki były mi potrzebne. Świetnie się sprawdziły. Mam zawsze w samochodzie plastikowe kajdanki, ale nie było czasu ich wyciągać. Nie jestem wyjątkiem. Pewne zawody takie są. Pielęgniarka czy sanitariusz często mają w aucie stetoskop, rękawiczki czy maskę ambu, bo mogą się przydać. Ja mam apteczkę, odblaskową kamizelkę i inne służbowe przedmioty. Bo to nie pierwsza historia, która mi się przydarzyła.

Właśnie o to chciałem zapytać…

- Muszę powiedzieć, że mam spadek skuteczności, bo jakieś pięć, czy sześć lat temu również zatrzymywałem sprawców pobicia. Sytuacja była taka sama, też było ich trzech, i wtedy zatrzymałem wszystkich. Skuteczność wyniosła 100 procent, teraz mniej… (śmiech). Chyba się starzeję.

Naprawdę to cały trzeźwy umysł i chłodna kalkulacja, czy może jednak ten policyjny instynkt?

- Pewnie i jedno i drugie. Ryzyko jest zawsze. Człowiek był pokiereszowany, poobijany. Nie raz oberwał rykoszetem. To jest pewna postawa. Wiem jak to brzmi, ale postawa społeczna. Plus zawód. Oczywiście nie polecam wszystkim samodzielnego zatrzymania. Każdy z nas musi ocenić sytuację, a najważniejsze jest nasze bezpieczeństwo. Jeżeli ktoś nie czuje się na siłach, powinien obserwować sytuację z bezpiecznej odległości i wezwać pomoc. Telefon 112 i informowanie operatora o tym co się dzieje. Często ludzie reagują na pijanych kierowców. Fantastyczna, genialna rzecz. O ile polega na wyciągnięciu kluczyków i uniemożliwienie dalszej jazdy. Nie zawsze jestem zwolennikiem szarpania się z pijanym kierowcą.

Prowokuje pan kolejne pytanie. Byli tam jacyś ludzie, którzy widzieli, a nie reagowali?

- Oczywiście. Powoli przejeżdżające samochody, kierowcy obserwujący co się dzieje, w ramach „oglądania telewizji”.

A przecież można zadzwonić…

- Dokładnie. Byli też przechodnie, którzy popatrzyli... i szli dalej.

[CZYTAJ] Inspektor Karol Mielczarek zatrzymał dwóch mężczyzn, którzy napadli na 35-latka

Dzisiaj, jako komendant, pewnie większość pracy to praca za biurkiem. Chyba każdy policjant zaczynał jednak od pracy na ulicy?

- Pracowałem w różnych wydziałach. Praca w patrolu z policjantami nie jest mi obca. Zawsze moim obowiązkiem było znać miasto od podszewki. Jak tętni życiem i co się w nim dzieje. Jeździłem z policjantami na co dzień, brałem udział w niejednej interwencji. Bo to dla policjantów wsparcie. Muszę ich uczyć, jak zachowywać się sytuacjach w podbramkowych sytuacjach. Obserwują mnie, czekają na to co zrobię, co im potem powiem i jak ocenię ich postępowanie.

Rozmawiał Janusz Kucharski