Raz pomoc, raz hejt. Równo rok temu usłyszała, że ma oddać 11 dzieci

Dział: Aktualności
25/02/2021 - 14:00

Media

Rok temu pani Magda z Wierzbicy, matka 11 dzieci, usłyszała coś, co zabrzmiało jak wyrok: nie daje sobie pani rady, pani mąż nadużywa alkoholu, musimy zabrać pani dzieci. Niech je pani przygotuje, jutro po nie przyjedziemy. Roztrzęsiona kobieta zwróciła się do Gazety. Powiedziała nam wtedy: chcą mi je odebrać jak kociaki w worku.

Takie dyspozycje pod koniec lutego 2020 roku wydali jej pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Bo sąd orzekł, że dzieci nie mogą pozostać w takich warunkach, w jakich mieszkają. Cała rodzina żyła w dwóch pokojach. Po roku od tamtych wydarzeń przeniosą się do nowego domu, który właśnie kończy budować i wyposażać firma Budimex. Właściciel zobaczył panią Magdę i jej dzieci w telewizji i postanowił im pomóc.

Wtedy jednak pani Magda myślała tylko o jednym, o tym, że ma oddać swoje dzieci do domów dziecka. Nie mogła się z tym pogodzić. Mówiła nam wtedy, że owszem, najstarsi synowie sprawiają problemy, jak to to chłopcy w tym wieku, ale dlaczego sąd wydał taki nakaz? Przecież ona się stara, robi wszystko co w jej mocy, żeby zapewnić dzieciom to co potrzebne.

Monika Malcher, dyrektor PCPR-u na pytania Gazety odpowiadała: - Sąd wydał prawomocny wyrok, a my mamy obowiązek wykonać.

Pracownicy PCPR-u do Wierzbicy w gminie Ładzice się nie pojawili. Były za to kamery lokalnych i ogólnopolskich telewizji, stacji radiowych.

[CZYTAJ] Pech maturalny: Ten rocznik maturzystów ma od trzech lat pod górkę 

Matka Wierzbica

Dzisiaj już nie płacze

Powodem odebrania dzieci były warunki i alkohol, którego nadużywał mąż pani Magdy. Ponieważ nie można było go stamtąd usunąć sąd zdecydował, że zabierze dzieci. Dzisiaj funkcjonuje już przepis, na mocy którego można odizolować sprawcę domowej przemocy, mimo że ten jest w domu czy mieszkaniu zameldowany. Do tej pory to ofiara musiała uciekać.

Sprawę nagłośniła Gazeta Radomszczańska. Do Wierzbicy zjechały ogólnopolskie media. Potem do pani Magdy przyjechała poseł PiS Anna Milczanowska i ówczesny wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. Minister nakazał przyjrzeć się sprawie pani Magdy jeszcze raz. A poseł przywiozła ze sobą miejskiego radnego PiS Bartłomieja Biskupa, który został pełnomocnikiem rodziny. I złożył do sądu wniosek o wstrzymanie decyzji o odebraniu dzieci. Udało się. Potem był wniosek o jej zmianę, też skuteczny.

[CZYTAJ] Ewa Kuśmierczyk i Artur Szponder z RAS: Hejterzy zawsze się pojawią [Rozmowa]

A w pewnym momencie Dariusz Blocher, prezes Budimexu, postanowił - zbudujemy pani Magdzie i jej dzieciom nowy dom. W ramach akcji #Domzserca. Nie tylko zbudujemy, ale i w pełni wyposażymy.

Podczas wmurowania kamienia węgielnego pani Magda nie kryła łez i dziękowała wszystkim za pomoc. Od początku musiała się mierzyć z dwoma postawami tych, którzy przyglądali się jej i jej dzieciom. Jedno współczuli, drudzy ostro hejtowali i wyśmiewali. Kilka miesięcy od pierwszego naszego materiału mówiła Gazecie, że kiedy wchodzi do sklepu rozmowy milkną, a kiedy zamyka za sobą drzwi zaczyna plotkowanie na jej temat. Znosi to, bo, jak podkreśla, najważniejsze są dla niej jej dzieci.