Historia jak z filmu. Przejechał tysiące mil pod naczepą TIR-a. Wysiadł w Radomsku

Dział: Aktualności
30/09/2020 - 12:25

{jcomments off}

[Do 31 grudnia wybrane teksty Gazety Radomszczańskiej z 2020 roku dostępne w internecie za darmo. Sprawdź nas. Jeśli chcesz czytać nas w internecie, wejdź na stronę radomszczanska.pl/prenumerata, załóż konto i wybierz abonament. To trwa tylko 3,5 minuty.]

Nie zna polskiego, słabo mówi po angielsku, nie ma przy sobie żadnych dokumentów. Do Radomska przyjechał z Serbii. Wychłodzony i głodny. Nielegalnie, pod naczepą TIR-a. Zaopiekowali się nim mieszkańcy
Janusz Kucharski, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

W filmie Macieja Dejczera „300 mil do nieba” dwaj nastoletni chłopcy ukrywają się w ciężarówce i w ten sposób uciekają z komunistycznej Polski do Danii. To była prawdziwa historia. Podobna zdarzyła się u nas. Też uchodźca, też nastoletni i przyjechał do nas ukryty w naczepie.

Kupił mu jedzenie

Niedziela 27 września, godzina 19.17. Nastolatek w kapturze na głowie i plecakiem na plechach wolnym krokiem podchodzi do sklepu przy ulicy Brzeźnickiej. Ostatnie kilkaset metrów od parkingu dla TIR-ów przeszedł pieszo. Wcześniej wiele tysięcy kilometrów pokonał pod naczepą ciężarówki. Pasażer na gapę wyruszył w tę nietypową podróż w Serbii, a skończył w Radomsku.

Po chwili prosi o ogień od mężczyzny, który przyjechał na zakupy. Odpala papierosa. Podchodzą kolejni klienci. Rozmawiają. Nastolatek pokazuje, że chciałby się czegoś napić. Na nagraniu z monitoringu widać, że ci, którzy z nim rozmawiają, są rozbawieni. Trudno wywnioskować, czy rozumieją, co mówi chłopak. Jak powiedzą później policjanci, nastolatek słabo mówi po angielsku.

[CZYTAJ]  Mamy najgorsze powietrze w łódzkiem. Normy rakotwórczego związku przekroczone w 252 dni

Marokańczyk2

Nastolatkiem z Maroka zaopiekowali się radomszczanie

Po kilku minutach mężczyzna, który rozmawiał z chłopakiem, wychodzi na zewnątrz i wręcza mu coś do picia.

- Młody mężczyzna oświadczył, że podróżował ukryty pod naczepą TIR-a, gdzie ukrył się w Serbii - mówi w poniedziałek 28 września Gazecie podinspektor Włodzimierz Czapla z KPP Radomsko. - Nie bez znaczenia pozostaje fakt empatycznego zachowania mężczyzny, który o pobycie cudzoziemca powiadomił policję - dodaje. I wyjaśnia, że obywatelem Maroka zaopiekował się radomszczanin, który kupił mu kawę i jedzenie, dał mu też pieniądze na drobne zakupy.

- Policjanci otrzymali informację, że przy jednym ze sklepów na terenie Radomska, w pobliżu parkingu dla samochodów ciężarowych, znajduje się młody mężczyzna, który potrzebuje pomocy. Patrol ustalił, że jest to najprawdopodobniej obywatel Maroka. Mężczyzna nie znał języka polskiego, słabo mówił po angielsku, nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Oświadczył, że do Polski przyjechał schowany pod naczepą samochodu ciężarowego, w którym schował się na terytorium Serbii. Podróż miała według niego trwać dwa dni - opowiada policjant.

Potrzebne pogotowie

Na filme w monitoringu widać, że trzech mężczyzn stoi przy chłopcu, rozmawiają z nim. Po chwili ten, który dał mu coś do picia, wraca do sklepu i kupuje coś do jedzenia. Potem stoją z nim i wyraźnie na coś czekają. Nikt nie wyciąga telefonu, prawdopodobnie telefon na policję radomszczanin wykonał w sklepie. Po około pół godzinie widać, że chłopak jest wyczerpany. Powolnym ruchem kieruje następnego papierosa do ust. Patrzy w chodnik. Radomszczanin coś mu tłumaczy, pewnie, że czekają na patrol policji. Co jakiś czas kolejni klienci wchodzą do sklepu, robią zakupy i jadą dalej.

W poniedziałek policjanci informują media, że nastolatek był wychłodzony, skarżył się na ból rąk i nóg.

Widać, że radomszczanie, którzy czekają z Marokańczykiem na przyjazd policji, co jakiś czas tłumaczą innym klientom, co to za dziwna sytuacja. O 20.10, czyli prawie godzinę od pojawienia się Marokańczyka w tym miejscu, radomszczanin, który się nim zajął, wyciąga z kieszeni telefon. Rozmawia około 2 minut. Nie wiadomo, ale możliwe, że dzwonił jeszcze raz na policję, żeby zapytać, dlaczego radiowóz jeszcze nie dotarł na miejsce.

Chłopak cały czas stoi. 20.20 - policjanci przyjeżdżają pod sklep. Radomszczanin opowiada, co się wydarzyło, jeden z funkcjonariuszy robi notatki. Potem wraca do radiowozu i prawdopodobnie wzywa pogotowie ratunkowe. Teraz czekają też policjanci. Na ratowników medycznych.

Po drugiej stronie ulicy parkuje samochód. Dziewczyna i chłopak kierują się do sklepu. Znają się z radomszczaninem. Rozmawiają. Razem podchodzą do chłopaka. Po jakimś czasie dziewczyna idzie do samochodu i wraca niosąc kurtkę. Daje ją chłopakowi, a ten podaje Marokańczykowi. Nastolatek zakłada ją na siebie. A para w końcu odjeżdża. Bez kurtki.

W końcu przyjeżdża karetka. Chłopak wsiada do środka. Karetka odjeżdża o 21.25. Odwozi chłopaka do szpitala. Lekarz ocenia jego stan zdrowia, uznaje, że nie wymaga hospitalizacji.

- Policjanci w związku z podejrzeniem nielegalnego przekroczenia granicy wykonują czynności zmierzające do ustalenia tożsamości i obywatelstwa obcokrajowca. Ustalają również, w jaki sposób przekroczył granicę i gdzie zamierzał jechać. Po wstępnych czynnościach chłopiec zostanie przekazany do placówki Straży Granicznej w Łodzi, gdzie będą wykonywane dalsze czynności z jego udziałem - mówi w poniedziałek Gazecie podinspektor Czapla.