Gaz zakręcony, mieszkańcy Bartodziej wybuchną [Walka ze smogiem po naszemu]

Dział: Aktualności
05/08/2020 - 10:44

[Do 31 grudnia wybrane teksty Gazety Radomszczańskiej z 2020 roku dostępne w internecie za darmo. Sprawdź nas. Jeśli chcesz czytać nas w internecie, wejdź na stronę radomszczanska.pl/prenumerata, załóż konto i wybierz abonament. To trwa tylko 3,5 minuty.]

Powinno być prosto: Bartodzieje to jeden z najbardziej zasmogowionych rejonów miasta, więc jeśli trzydziestu mieszkańców chce się podłączyć do gazu, to tylko im pomóc i przyklasnąć. Zamiast pomocy, są schody. Spółka gazowa chce wykonać podłączenia, a miasto stawia warunek: zamiast trzydziestu działek, musi zrobić tak zwane sięgacze do ponad 180. Tak na przyszłość, jakby ktoś kiedyś zmienił zdanie. I w trosce o nakładki bitumiczne. Ma to sens. Ale kto za to zapłaci? Miasto mówi, że spółka gazowa. Spółka odpowiada: to ekonomicznie nieuzasadnione. Więc zamiast gazu, na razie jest wojna na oświadczenia i sprawa w Samorządowym Kolegium Odwoławczym
Andrzej Andrysiak Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Ulica Wojska Polskiego odchodzi prostopadle od Narutowicza. Asfalt, wąskie pobocza, domy jednorodzinne. Od Wojska Polskiego odchodzą ulice Nałkowskiej, Leśmiana i Rataja. Tam pobocza już szerokie, porośnięte soczystą trawą. Większość domów przy tych ulicach pamięta czasy PRL. Jedne ocieplone, wiele nie. Ot, standardowe osiedle domów jednorodzinnych.

Ale można też użyć innego określenia: zagłębie smogowe. Gdy byłem tu ostatni raz zimą z licznikiem smogu, normy pyłów przekroczone były o ponad tysiąc procent. Nie ma gazociągu, nie ma ciepłociągu, zostają piece. Czyli smog.

Pomysł

Liczę nieruchomości. Na ulicy Leśmiana 48 numerów, na Nałkowskiej 40, na Rataja 38. Najwięcej na Wojska Polskiego, aż 58. W sumie 184. Większość zabudowanych, tylko kilka działek niezagospodarowanych.

[Czytaj] Smog to nie problem? Jesteśmy głupi. Ta głupota prowadzi nas na cmentarz

6 gaz 3

Gazociąg miałby zostać położony w poboczach. Tylko na ul. Wojska Polskiego (na zdjęciu), musiałby iść pod drogą

Kilka lat temu kilku mieszkańców zgaduje się, by podłączyć na ulicach gaz. Jacek Gębicz, radny z tamtej dzielnicy, organizuje spotkanie.  Bo jeśli mieszkańców będzie więcej, to on zbierze grupę, by łatwiej było rozmawiać z gazownią. Dokładniej: z Polską Spółka Gazownictwa (PSG), która takie inwestycje realizuje.

Mieszkańcy mówią: fajnie, że w końcu ktoś się za to wziął. Parę osób zgłasza się na dzień dobry, potem dochodzą kolejne. W sumie udaje się zebrać ponad trzydzieści deklaracji.

Wiosną 2018 roku piszą do PSG. Występują najpierw o „warunki podłączenia do sieci gazowej”. To dokument, który zaświadcza, że inwestycja jest możliwa. Spółka odpisuje: jest. W maju mieszkańcy dostają projekt umów, w lipcu te umowy podpisują, dostają również kalkulację opłat za przyłączenie. Ma to kosztować każdego 2222,98 zł. Termin realizacji to listopad 2020.

Rok później inwestycja przeżywa małe perturbacje, bo ni z tego ni z owego, we wrześniu 2019, mieszkańcy dostają od PSG propozycję aneksów, by termin wykonania przedłużyć o rok. Powód podany przez spółkę: nierozstrzygnięcie postępowania przetargowego. Zdzwaniają się, konsultują i ustalają: nie podpisujemy.

Idą za to po pomoc do poseł Anny Milczanowskiej. Jej interwencja musi być skuteczna, bo ledwie dziesięć dni później dostają z PSG kolejne pismo, a tam stoi, że „w związku z zapytaniem Pani Poseł Anny Milczanowskiej dokonaliśmy ponownej analizy sprawy. Po negocjacjach z wykonawcą, działającym na rzecz PSG, deklarujemy, że inwestycja przyłączeniowa polegająca na budowie sieci gazowej wraz z przyłączami gazowymi w Radomsku, ulice Wojska Polskiego, Nałkowskiej, Leśmiana, Rataja, zostanie wykonana zgodnie z terminem. (…) Jednocześnie informujemy, że aneks traci ważność”.

Kłopoty

Pełnomocnikiem PSG jest firma Yadar Biuro Inżynierskie Dariusz Janosik. Ponieważ gazociąg będzie położony w ulicy, występuje on do prezydenta Radomska o „uzgodnienie lokalizacji sieci gazowych w pasie drogowym dróg gminnych”. Prościej: miasto musi się zgodzić, żeby PSG mogła położyć rury w jego ulicach. 16 czerwca tego roku miasto wydaje decyzję i daje zgodę.

Ale jest ale. W decyzji miasto pisze, że „zobowiązuje inwestora do wykonania sięgaczy w pasie drogowym wymienionych dróg gminnych do ich granicy, dla wszystkich działek budowlanych zlokalizowanych wzdłuż planowanej sieci gazowej oraz wykonania nakładek mineralno-bitumicznych w ulicach Wojska Polskiego, Leśmiana, Nałkowskiej i Rataja.”

Pomysł jest prosty, dobry i perspektywiczny: skoro PSG będzie kładło rury i rozkopie ulice, to za jednym zamachem niech zrobi podłączenia do wszystkich nieruchomości. Cóż z tego, że teraz mieszkańcy nie chcą się podłączyć do sieci gazowej, przecież mogą zmienić zdanie w przyszłości. Będzie jak znalazł.

Sposoby na perswazję są, jak rury już będą, to i naciskać będzie można. 180 domów bez pieców na węgiel, to czystsze powietrze. Sukces jak nie wiem co. W walce ze smogiem: konkret.

No dobrze, ale co z kosztami? Wykonanie sięgaczy kosztuje. Dziś ich właściciele nie chcą się podłączyć do gazu. Kto ma za to zapłacić? PSG? To byłoby uznane za niegospodarność. Miasto? Nie mówi ani słowa na ten temat. Mieszkańcy? Z jakiej racji, skoro nie chcą się na razie podłączać?

Trzydziestu mieszkańców Bartodziej jest w kropce. Miało mieć gaz jesienią, a tu nie wiadomo, jak będzie.

Skarga

Pełnomocnik PSG składa skargę na decyzję prezydenta Jarosława Ferenca do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Miasto wnosi o odrzucenie jej w całości. W uzasadnieniu wniosku dowodzi, że zapis nakładający obowiązek wykonania sięgaczy do wszystkich działek wynika „z kilkunastoletniego doświadczenia w sprawie wydawania decyzji na lokalizację urządzeń niezwiązanych z gospodarką drogową lub obsługą ruchu w pasach drogowych dróg gminnych. (…) Niejednokrotnie przebudowana droga była w krótkim odstępie czasu niszczona przez wykonywanie przyłączy dla nieruchomości przyległych. Chcąc zapobiec dewastacji pasa drogowego i mając na uwadze dobro mieszkańców, a także inwestora, prezydent zobowiązał wnioskodawcę do wykonania sięgaczy sieci gazowej do granicy pasa drogowego, by w przyszłości nie dochodziło do naruszenia konstrukcji drogi i jej dewastacji.

Sprawdzam plan. „Dewastacja drogi” - czyli jej rozkopanie i doprowadzenie do stanu wyjściowego, co jest obowiązkiem inwestora - dotyczyć może ul. Wojska Polskiego. Na Leśmiana, Rataj i Nałkowskiej gazociąg ma iść poboczem, gdzie teraz są nawet nie chodniki, ale pas zieleni. W dodatku inwestycja na Bartodziejach ma być wykonana nowoczesną technologią, bez kopania rowów, a z tak zwanymi przewiertami sterowanymi, dzięki czemu unika się dewastacji dróg. W tej technologii wykonuje się dwie komory przewiertowe na 50-100 metrów gazociągu.

Skarga nie została jeszcze rozpatrzona przez SKO.

Konflikt

W ubiegłym tygodniu sytuacja zaognia się.  W środę na stronie miasta ukazuje się „Oświadczenie prezydenta Jarosława Ferenca w sprawie Polskiej Spółki Gazownictwa”.  Prezydent oświadcza, że informacje obarczające urząd miasta winą za wstrzymanie inwestycji są w całości nieprawdziwe.

Pisze: „Polska Spółka Gazownictwa rozpowszechnia informację, jakoby miasto wydawało niezgodne z przepisami decyzje zezwalające jej na lokalizację sieci gazowej w pasach drogowych dróg gminnych. Od ubiegłego roku prezydent miasta Radomska w wydawanych przez siebie decyzjach lokalizacyjnych nakłada obowiązek, m.in. na Polską Spółkę Gazownictwa, wykonywania odejść od sieci do granicy pasa drogowego, które wg. potrzeb mogą się stać przyłączami dla każdej działki budowlanej. Zapisy o konieczności wykonywania w/w prac podyktowane są tym, że Prezydent, jako zarządca dróg gminnych na terenie miasta Radomska, zobowiązany jest dbać o powierzony mu majątek. Wielokrotnie dochodziło do sytuacji, kiedy po wykonaniu nowej nawierzchni jezdni konieczne było jej rozcinanie, w celu wykonania prac związanych z budową przyłączy”.

W oświadczeniu prezydenta wątek kosztów się nie pojawia.

Radomszczańskie portale przedrukowują żywcem oświadczenie na swoich stronach bez wyjaśnienia kontekstu. Ponieważ Gazeta zajmuje się sprawą od jakiegoś czasu, prosimy Polską Spółkę Gazownictwa o ustosunkowanie się do zarzutów.

PSG w piątek wydaje oświadczenie, w którym domaga się od prezydenta sprostowania i zdementowania oskarżeń pod adresem PSG.

[Czytaj] Młodzieżowi radni pytają: czy dopuścicie nas do głosu? W sprawie smogu?

Jednocześnie pisze, że informacje podawane przez prezydenta są niezgodne z prawdą: „Działania podejmowane przez Pana Prezydenta Ferenca, czyli wprowadzenie w wydawanych decyzjach lokalizacyjnych obowiązku „wykonania odejść od sieci gazowej do granicy pasa drogowego, które mogą stać się przyłączami dla każdej działki budowlanej” określane przez niego jako „działania zorientowane na dobro Mieszkańców”, w efekcie - z przyczyn ekonomicznych - spowodują zwiększoną liczbę odmów Mieszkańcom zainteresowanym podłączeniem do sieci gazowej. (…) Liczymy, że SKO również dostrzeże, że wymogi stawiane przez prezydenta Radomska, zamiast wspierać powszechny dostęp do sieci gazowej, stanowią de facto barierę do dalszej gazyfikacji miasta”.

Alternatywa

Dzwonię do Dariusza Janosika, pełnomocnika PSG. Nie chce komentować sytuacji, czeka na decyzję SKO. Radny Jacek Gębicz, który pomagał mieszkańcom, mówi:

- Czytałem oświadczenie prezydenta i jestem zdziwiony. Ludzie są tym tematem bardzo zainteresowani i zniecierpliwieni, niektórzy wybudowali już nawet kotłownie gazowe. Liczą na ten gaz. A teraz wszystko jest w zawieszeniu. Tu trzeba wyważyć, przecież na szali jest także interes ekologiczny, nie tylko nakładka. To bardzo ryzykowana decyzja prezydenta. Może się skończyć tym, że gazu tam w ogóle nie będzie.

Pytam o zdanie Rafała Dębskiego, który również jest radnym z tamtego okręgu. - Uważam, że trzeba zrobić wszystko, by te przyłącza zostały wykonane. Powinno się odbyć spotkanie stron.

Pytam PSG, czy ze strony miasta była jakaś próba rozmowy bądź deklaracja pokrycia części dodatkowych kosztów. Rzecznik spółki Radosław Jankiewicz odpowiada, że nie. Podkreśla, że jeśli w pasie drogowym zostaną umieszczone niepotrzebne dziś odcinki sieci, miasto będzie ściągało za nie opłaty, co dla spółki czyni inwestycję jeszcze bardziej nieuzasadnioną ekonomicznie.

Politykę władz miasta określa jako „niezrozumiałą”. Jednocześnie deklaruje, że spółka nie zamierza zrezygnować z inwestycji.  Dodaje też, że zawierając umowy o przyłączenie z mieszkańcami, spółka nie mogła przewidzieć „niezrozumiałych wymagań władz miasta w zakresie realizacji inwestycji”.

Wystąpiliśmy o stanowisko do miasta. Urząd odpowiedział, że „działanie prezydenta nie jest ukierunkowane na utrudnianie inwestycji żadnemu podmiotowi”, a „celem działania prezydenta w tym zakresie jest zarówno ochrona pasa drogowego, jak i uproszczenie mieszkańcom podłączenia się do sieci gazowej w późniejszym terminie”. Zamieszczone na stronie radomsko.pl oświadczenie prezydenta Ferenca było związane z korespondencją, którą przedstawili mu mieszkańcy. W niej miała być zawarta informacja, że inwestycje w mieście zostały wstrzymane. Miasto wydawało już podobne decyzje dotyczące konieczności instalacji sięgaczy w 2019 i 2020 roku. Miasto dodaje także, że „prezydent nie oczekuje wykonania przez PSG kompletnych przyłączy do każdej działki, wyposażonych w skrzynkę pomiarową i licznik, a jedynie wykonania krótkiego odcinka zaślepionej rury. Taki zakres prac stanowi niewielki procent całego pełnego przyłącza, więc z pewnością nie wpływa na znaczące podniesienie kosztów całej inwestycji”.

Gdy SKO wyda rozstrzygnięcie, strony będą mogły je zaskarżyć do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. To miesiące oczekiwań. Jeśli z jego postanowieniem ktoś nie będzie się zgadzać - zostaje Naczelny Sąd Administracyjny. Kolejne miesiące.

Jest też inna droga - kompromis i negocjacje. Ktoś musi zaproponować, by siąść do stołu i porozmawiać. Sezon grzewczy się zbliża. W listopadzie ponad trzydzieści domów miało być ogrzewanych gazem. Zostanie im węgiel i smog.

Oczywiście, dla dobra miasta.