Dr Justyna Przewojska: Reymonta da się uratować. Trzeba tylko…

Dział: Aktualności
26/08/2020 - 12:14

[Do 31 grudnia wybrane teksty Gazety Radomszczańskiej z 2020 roku dostępne w internecie za darmo. Sprawdź nas. Jeśli chcesz czytać nas w internecie, wejdź na stronę radomszczanska.pl/prenumerata, załóż konto i wybierz abonament. To trwa tylko 3,5 minuty.]

Zupełnie inne mogą być potrzeby mieszkańców i biznesu, a zupełnie inny przepis na rewitalizację wymyślony przez władze miasta. Kiedyś czytałam socjologiczne opracowania, że niepowodzenia na poziomie gmin wynikają za słabości liderów lokalnych. Na początku myślałam, że to nie tak. Ale im dłużej się tym zajmuję, tym wyraźniej widzę, że czynnik liderski jest ważny. - Gazeta rozmawia o rewitalizacji z dr Justyną Przewojską.

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Długo w kwestii rewitalizacji nic się w Radomsku nie działo. Jakieś pięć lat temu powstał plan rewitalizacji, ale nie udało się pozyskać środków na jego realizację. Skończyły się pieniądze na takie inwestycje, a Radomsko zwyczajnie zaspało. Nowa władza winą obarczyła poprzednią. Teraz za 6, 5 mln zł wyremontowano 300 metrów ul. Reymonta, nazywając to rewitalizacją. Wycięto drzewa, posadzono nowe, małe, położono kostkę brukową. Właściciele kamienic się skarżą, że centrum wymiera. Coś się da z tym zrobić?

JUSTYNA PRZYWOJSKA (adiunkt w Katedrze Pracy i Polityki Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego. Doktor nauk ekonomicznych, w 2007 roku obroniła pracę doktorską „Wykorzystanie instrumentów stymulowania rozwoju lokalnego w miastach woj. łódzkiego): - Podejrzewam, że się da… (w trakcie rozmowy przegląda Gminny Program Rewitalizacji Radomska - dop. red.) Pokazali, że GPR jest zgodny z ustawą z października 2015…To już przeszłość. Pieniądze przeszły nam koło nosa. Na czym w ogóle polega rewitalizacja?

[OGLĄDAJ] 42 stopnie na ulicy Reymonta. Sprawdziliśmy, jak się żyje bez drzew 

Reymonta 1

Ulica Reymonta

- Generalnie rewitalizacje w Polsce przebiegały w taki sposób, że samorządy znalazły po prostu nową furtkę finansowania remontów. Dlatego ich działania skupiały się przede wszystkim na infrastrukturze technicznej i mieszkaniówce. Nazywano to rewitalizacją. Jeszcze za Platformy Obywatelskiej powstał zespół, który miał rewitalizację spiąć jako narodowy plan, tak jak np. w Wielkiej Brytanii czy Francji. Tam nie był to proces oddawany tylko samorządom, był silnie wspierany z poziomu centralnego. I u nas miał powstać Narodowy Program Rewitalizacji, ale nie udało się tego zrobić. Rzutem na taśmę udało się przygotować ustawę o rewitalizacji spójną z Krajową Polityką Miejską.

Jak to się ma do takiego miasta jak Radomsko?

- W waszym Gminnym Programie Rewitalizacji widać, że autorzy bardzo mocno powołują się na zgodność założeń z ustawą. A jej celem była zmiana optyki samorządów. Chodziło o to, żeby rewitalizację traktować jako całościowy program przemian. Zamiast remontów - cele społeczne i ekonomiczne. One miały być najważniejsze. Z tego co pan mówi, w Radomsku przeprowadzono typową polską rewitalizację. Sfinansowano remont.

Wróćmy do pierwszego pytania. Można coś jeszcze zrobić?

- Zakładam, że jakieś środki na rewitalizację w kolejnej perspektywie unijnej będą. Gdyby Radomsko miało program rewitalizacji, który zamierzałoby realnie wdrożyć, jakaś szansa jest. Rewitalizacja ma nauczyć partnerstw publiczno-prywatnych, szukania środków. Tyle teoria. To, że w Polsce nikt nie potrafi współpracować, wiemy chyba oboje. Tu bym sukcesu nie upatrywała.

Właściciele kamienic przy ul. Reymonta zarzucają prezydentowi miasta, że przez wprowadzony przez niego zakaz postoju w centrum tracą klientów. Twierdzą, że przez takie decyzje Reymonta umiera.

- I to poniekąd prawda.

Z moich doświadczeń badawczych i praktycznych wynika, że samorządy słabo rozpoznały sferę społeczno-gospodarczą. I to jest straszne. Ustawodawca zmusił, żeby wszędzie w programach dopisywać ukierunkowanie społeczne procesu rewitalizacji. Czyli sprawiać, żeby mieszkańcy funkcjonujący w tym obszarze nie zginęli w tym procesie i żeby poprawić ich sytuację.

Moim zdaniem to założenie na wyrost, bo znaczna część tych mieszkańców nie jest zainteresowana poprawą jakości swojego życia. Rzeczywistą sztuką rewitalizacji jest ożywienie lokalnej przedsiębiorczości. I to różnie rozumianej. Nie tylko jako napływ nowych firm, ale utrzymanie tych firm i przedsiębiorców, którzy w tym obszarze funkcjonowali wcześniej i są zakorzenieni. A każdy remont ogranicza liczbę klientów i możliwości prowadzenia działalności przez firmy. Ulica jest zamknięta, nie ma dojazdu ani dojścia. I to nie odróżnia Radomska od innych miast. Różni się jedynie od tych, które w ogóle nic nie robią. Tam takich problemów nie ma.

Co trzeba zrobić, żeby tę sytuację zmienić?

- Po pierwsze, trzeba sięgnąć po ekspertów, którzy zajmują się rewitalizacją w ramach programu Modelowa Rewitalizacja. Zostało nim objętych 20 miast w Polsce. To praktycy, pracują z gminami, tworzą dokumentację, plany rozwojowe, analizują, pomagają, doradzają we wdrożeniu. Dobrym przykładem jest Słupsk, który miał taką opiekę. Tam przeprowadzili badania, bez których nie da się robić rewitalizacji. I nie mam tu na myśli badań naukowych, ale rozmowy z mieszkańcami, aby zdobyć informacje o ich potrzebach, problemach. Z ludźmi w różnej kondycji ekonomicznej, z podmiotami gospodarczymi. Chodzi o to, aby to była rzeczywista rewitalizacja a nie remont.

A może niepotrzebnie się upieramy? Może centra miast takich jak Radomsko to nie jest miejsce, gdzie mieszkańcy chcą spędzać czas? W galerii handlowej mają wielki parking i mogą tam spędzić kilka godzin. Może nie ma się co napinać, może to zły kierunek?

- Nie do końca. Nie wierzę, że istnieją miasta całkowicie pozbawione potencjału. Może nie mają od razu ulic, które cieszą się wzięciem, ale potencjał jest wszędzie. Mamy wielki chaos w zarządzaniu przestrzenią w Polsce. Fajnie by było, żeby to była skuteczna rewitalizacja społeczna, ekonomiczna, zwiększająca atrakcyjność miasta. Ale te procesy zachodzą w przestrzeni i nie są oderwane od całego miasta.

Jeśli postawiono tyle marketów, stworzono parkingi gdzieś indziej, tam przekierowano mieszkańców, to jest problem nieuleczalny. Trzeba się zastanowić, jaka jest specyfika miejsca przeznaczonego do rewitalizacji. To kwestia pomysłu na ten obszar. Przecież nie musimy powielać tych samych rozwiązań.

W Zgierzu w zrewitalizowany obszar przeniesiono rzemiosła. Z jednej strony schyłkowe, ale jednocześnie znów modne, np. naprawia obuwia czy regeneracja parasolek, magiel, krawiectwo miarowe. Zyskują i ci, którzy się tym parają, i potencjalni klienci. Można to pokazywać uczniom, jest łatwiej, bo w jednym miejscu. Podobnie jak w Łodzi, gdzie polityka czynszowa jest taka, że powstają przestrzenie dla początkujących artystów, gdzie można taniej prowadzić pracownię. Chodzi o szukanie specyfiki a nie powielanie. Trzeba się przejść, poznać i sprawdzić. I nie szukać tylko tego co złe. A tak właśnie robią gminy. Wysokie bezrobocie, duży strumień świadczeń socjalnych, niski wskaźnik przedsiębiorczości, słabe wyniki edukacyjne…

Tak źle, że aż dobrze. Tu można rewitalizować.

- Dokładnie. Bo to jedynie szukanie powodów do pozyskiwania funduszy. A trzeba iść krok dalej. Wskazać potencjały miejsca.

Kiedy z panią rozmawiam stoję na ulicy Reymonta. Salon telefonii komórkowej, Żabka, dwa sklepy z artykułami „Wszystko po 4 zł”, sklep z odzieżą komunijną, kilka odzieżowych, dewocjonalia i sklep mięsny. Do tego kebab i dwie lodziarnie.

- Proszę sobie przypomnieć jak wyglądała Łódź. Piotrkowska to były tanie alkohole, lombardy i lumpeksy. To, co pan opisał, od razu skojarzyło mi się z Łodzią. Wydaje mi się, że najlepsze byłoby ustalenie koordynatora, niegdysiejszego menadżera ulicy. Była taka modna koncepcja zarządzania miastem. Sprawdziła się w wielu krajach. W tej chwili miasto zarządzane jest pewnie tak, że jeden wydział zajmuje się swoją działką, drugi swoją. A w rewitalizacji chodzi o koordynację. Taki menadżer by to spinał. To nie jest ulica miasta. Kamienice są mieszanej własności, lokale pewnie też. To jak zrobić logiczną konstrukcję, jeśli po stronie urzędu nie będzie otwartego menadżera, skłonnego do rozmów? Nie da się.

[CZYTAJ] Szlak zapowiedzianej śmierci. „47 lokali do wynajęcia lub sprzedaży". Centrum umiera

Reymonta 2

Na Reymonta wycięto wszystkie drzewa

A my mamy konflikt na linii władza - właściciele.

- Z tego co słyszę, nie ma uzgodnień z tymi, którzy w tym obszarze funkcjonują. To oznacza, że zupełnie inne mogą być potrzeby mieszkańców i biznesu, a zupełnie inny przepis na rewitalizację wymyślony przez władze miasta. Kiedyś czytałam socjologiczne opracowania, że niepowodzenia na poziomie gmin wynikają za słabości liderów lokalnych. Na początku myślałam, że to z braku. Im dłużej się tym zajmuję, tym wyraźniej widzę, że niestety, ale ten czynnik liderski jest ważniejszy. A w Polsce tę pozycję ma organ wykonawczy, w tym wypadku samorząd. A często ten organ swojej pozycji nadużywa, żeby realizować taką politykę, jaka mu jest wygodna. I ta słabość liderów przekłada się na sytuację. Jej wyrazem jest nawet brak środków, bo jeśli ktoś jest przedsiębiorczy, to potrafi je zdobyć.

Jest szansa, żeby centrum Radomska, może nie tętniło życiem jak w Łodzi na Piotrkowskiej, ale jednak żyło?

- Zawsze jest. Trzeba przeanalizować, w którym kierunku program i pieniądze skierować. Czy przy okazji remontu tej ulicy stworzono coś, co zachęcałoby mieszkańców do spędzania tam czasu? Starszych, młodszych? Miejsce dla ulicznych muzyków, jakieś miejsce do spotkań i wspólnych działań mieszkańców?

Nie. Oprócz sklepów są tylko lodziarnie.

- Problem w tym, że ludzie nie przyjdą, jeśli nie mają po co. Może być pięknie wyremontowane, ale to nie zadziała. To też kwestia drzew. O tym, że dają cień piszą wszyscy. Trzeba to wymyślić tak, żeby ludzie nie byli tam tylko przelotem. Animacja sfery społecznej, zwłaszcza, że ona jest nisko kosztowa. W rewitalizacji chodzi o to, żeby taka przestrzeń się otworzyła i dała swoje zasoby tym, którzy chętnie by z nich skorzystali. Inaczej nie ma rewitalizacji, jest remont i koniec.

rozmawiał Janusz Kucharski