Właściciel sklepu z alkoholem: jeden pracownik nie jest nam już potrzebny

Dział: Aktualności
27/02/2021 - 15:25
- W tej sytuacji okaże się, że mamy za dużo personelu i jedna osoba nie będzie nam już potrzebna - mówi nam właściciel jednego ze sklepów z alkoholem w mieście. Zakaz sprzedaży alkoholu, według niego, mądrym pomysłem nie jest, bo niczego nie zmieni

Jedna z jego pracownic mówi, że czytała właśnie w internecie o nowym przepisie, ale nie zna szczegółów. Wyjaśniamy, od 24 do 6 rano nie będzie pani mogła sprzedać klientowi alkoholu. - No właśnie teraz jak zaczyna się robić ciepło… - daje do zrozumienia, że zaczyna się właśnie okres, kiedy klientów jest zdecydowanie więcej. Nie powie jak wielu, lepiej rozmawiać o tym z właścicielem.

Dzwonimy. I słyszymy, że w tygodniu w nocy takich klientów jest co najwyżej kilku. - Ktoś jedzie do pracy i potrzebuje paczkę papierosów, albo wraca z drugiej zmiany i do papierosów kupi jeszcze piwo. Ekonomicznie to nie wychodzi najlepiej. Inaczej jest w weekendy, wtedy rzeczywiście ruch jest duży. Im cieplej tym większy. To też nie jest tak, że my wtedy bardzo dużo zarabiamy. To są pieniądze, które wystarczą na utrzymanie jednego pracownika więcej. Dodatkowe miejsce pracy, które teraz trzeba będzie prawie na pewno zlikwidować. Bo przecież nie ma sensu mieć otwarty sklep przez całą noc, skoro nikt do niego przyjdzie. Dla nas to co uchwalili radni oznacza, że będziemy zamykać o północy i otwierać rano.

[CZYTAJ] Nocna prohibicja w Radomsku! Od godz. 24 do 6 zakaz sprzedaży alkoholu. Radni zdecydowali

alkohol w sklepie

(fot. Pixabay - ilustracyjne)

Mówi też, że stacje benzynowe przychody mają ze sprzedaży paliw, więc dla nich nie jest to tak dotkliwe, jak dla sklepów. Nie przekonuje go argument, że teraz będzie spokojniej.

- Nie da się ukryć, że zdarzali się trudni klienci, ale to nie tak, że wszyscy, którzy przyjechali coś kupić robili awantury. Przecież przed sklepem może stanąć czy zaparkować ktokolwiek i też robić burdy. Zresztą my staraliśmy reagować, rozmawiać z klientami, a jeśli trzeba było wzywaliśmy ochronę. Nam też zależy żeby było spokojnie - zapewnia. I na koniec powtarza raz jeszcze - to niczego w tej kwestii nie zmieni.

Pracownice mówią, że w ciągu kilku lat były może trzy takie sytuacje, kiedy zrobiło się groźnie. - Mamy gaz, mamy kamery, jest ochrona, którą można wezwać w każdej chwili. Czujemy się bezpiecznie. A co do awantur, to tu przechodzi wiele osób. Zresztą, czy ten kto awanturuje się przed sklepem, nie może pojechać na osiedle i tam się wydzierać? Co to dla niego za różnica?

[CZYTAJ] Miasto: Stary basen do likwidacji, będzie tam sala sportów walki

Dodają, że pandemia zrobiła swoje, a teraz swoje dokładają miejscy radni.

Mówimy, że ich szef w rozmowie z Gazetą stwierdził, że ma teraz w firmie jednego pracownika za dużo. - Na razie o tym nie myślimy, zobaczymy jak będzie - słyszymy w odpowiedzi.