„Wiecie, że Różewicz spaceruje po Reymonta?". Rocznica śmierci „Noblisty bez Nobla"

Dział: Tylko u nas
24/04/2021 - 14:54
Tadeusz Różewicz bywał w Radomsku. Spacerował, zaglądał do miejsc swojego dzieciństwa. Bez błysku fleszy, tłumów dziennikarzy i wianuszka lokalnych celebrytów chcących uścisnąć mu dłoń.

Parę lat temu do naszej redakcji wpadł zdyszany czytelnik.

- Wiecie, że Różewicz spaceruje po Reymonta!? - prawie krzyczał.

Pobiegliśmy, ale Tadeusza Różewicza już tam nie było. Pewnie niewielu rozpoznało w siwym, nieco przygarbionym starszym panu wielkiego poetę. Kiedy to było? Chyba w wakacje 2005 roku. Przyznał się do tej wizyty Andrzejowi Sapii, dokumentaliście kroczącemu za nim krok w krok. Nierozpoznawany przez nikogo spacerował po ulicach, którymi kiedyś chodził do szkoły, próbował odnaleźć dom, w którym mieszkał, księgarnię, w której kupował książki... Ten jeden raz byliśmy o krok od rozmowy z wielkim pisarzem. „Noblistą bez Nobla”, jak mówią niektórzy. Rzeczywiście, od lat jego nazwisko pojawiało się wśród potencjalnych kandydatów do najważniejsze literackiej nagrody. Zawsze mieliśmy do niego tyle pytań. Jednak tak jak jego poezja, pozostawał artystą „osobnym”, introwertycznym. Chronił swój świat. Unikał kamer, mikrofonów.

Czekaliśmy na niego zawsze przy okazji kolejnych odsłon festiwalu różewiczowskiego. Wypatrywaliśmy go każdego 9 października, kiedy obchodził urodziny. Nigdy nie udało nam się przeprowadzić wywiadu z Tadeuszem Różewiczem. Wielokrotnie jednak rozmawialiśmy z jego bratem. Też już nieżyjącym, wybitnym reżyserem Stanisławem Różewiczem. Zawsze przy okazji tych rozmów podpytywaliśmy o Tadeusza.

Jaki jest? Jaki był? Co lubił? Czy wspominał Radomsko? Z tych strzępków udawało nam się stworzyć portret Tadeusza Różewicza - radomszczanina.

Bilety miały kolor niebieski

I tu punktem odniesienia staje się Kinema. Dawne, stare kino przy ulicy Narutowicza. Miejsce magiczne dla braci Różewiczów. To tu wszystko się zaczęło. Każdy z nich wybrał inną, ale jednak artystyczną drogę. Ale to właśnie w Kinemie uciekali w świat dziecięcych fantazji i marzeń. Marzeń, które później już na poważnie ukształtowały życie. To tu przesiadywali całymi godzinami, wpatrując się w ekran.

20140424 rozewicz bw

- Czego myśmy nie wymyślali, żeby dostać się do kina - wspominał w rozmowie z nami z uśmiechem pan Stanisław. - Kiedy brakowało pieniędzy, przychodziły do głowy różne karkołomne pomysły. Krążyła np. taka opowieść, że do kina można dostać się przez ubikacje, że przez zainstalowane tam lufciki jest przejście do holu, a z holu to już droga wolna, nigdy jednak tego nie spróbowaliśmy - mówił reżyser.

Losy radomszczańskiego kina nierozerwalnie wplotły się w życiorys braci Różewiczów. - Pamiętam, że czasami w domu w nocy, kiedy razem z Tadeuszem kładliśmy się do łóżka, opowiadaliśmy sobie fi lmy, stwarzając własne scenariusze, własne historie - mówił Stanisław Różewicz.

Kilka lat temu 85. urodziny Tadeusza Różewicza w Radomsku świętowano m.in. właśnie w Kinemie. Jubilat wtedy nie przyjechał. Brat jednak tłumaczył jego nieobecność. - Kiedy jest się dzieckiem, wszystko wydaje się ogromne, często tajemnicze i niepoznawalne. Kiedy człowiek dorasta, rzeczy się kurczą, opada magia. Może właśnie takich konfrontacji z dzieciństwem obawia się mój brat Tadeusz i dlatego nie ma go tu z nami, jednak prosił, aby państwu serdecznie podziękować za zaproszenie - mówił.

A jak Kinemę zapamiętał Tadeusz Różewicz? Napisał o tym m.in. w „Przygotowaniu do wieczoru autorskiego”: „Jedyne kino w naszym miasteczku nazywało się Kinema. Zamknięty świat otwierał się tylko dla posiadaczy pięćdziesięciu groszy (na seans normalny) lub trzydziestu na poranek. Bilety miały kolor niebieski. Nie tylko bilet, lecz sam kolor miał dla nas czarodziejskie właściwości. Był to kolor magiczny... przez ten kolor przechodziło się do sali”.

Kiedy odbywały się defilady...

Gdzie w Radomsku mieszkał Tadeusz Różewicz? Tu znów pomocą służył jego brat - Stanisław. Rodzina kilka razy się przeprowadzała.

- Mieszkaliśmy najpierw przy ulicy Długiej. Drewniany dom należał do państwa Ciesielskich, dobrych i miłych ludzi, on był legionistą (…). Sto metrów od domu były już stodoły, akacyjki i glinianki, ogródki, ciągnęły się pola. Latem chodziliśmy z rodzicami do lasu na Suchą Wieś. Z lasu przynosiło się grzyby, borówki, wrzos... Z Długiej przeprowadziliśmy się na ulicę Krakowską, przemianowaną później na POW. Pierwszy sklep, jak pamiętam, to mały sklepik pani Pietruszkowej, dokąd chodziłem po naftę, szczypki na rozpałkę, wiązki drzewa, barszcz. Sklepy kolonialne Półroli, Gumulińskiego (handel win i towarów kolonialnych... Pain Delice…) to było coś w rodzaju Delikatesów, tam się kupowało rzadko, kiedyś kupiliśmy sobie z Tadeuszem banana. Drób, owoce, masło matka kupowała na targu, targi odbywały się w czwartki. Pamiętam sklep z zabawkami starego Nesta, można było tam nabyć kolorowe obrazki zwierząt, kalejdoskop, kapiszonowce, pojedyncze też klatki fi lmowe (do naszego domowego kinka).

Domu, w którym Tadeusz Różewicz mieszkał najdłużej, już nie ma. Będzie go można jednak zobaczyć już wkrótce. W miejscu, gdzie kiedyś stał, a gdzie dziś znajduje się minigaleria handlowa Baszta, 8 maja otwarta zostanie wystawa zdjęć autorstwa Karola Walaszczyka, na których autor uwiecznił starą kamienicę. Dom rodzinny to miejsce szczególne dla poety, ale kiedy Tadeusz Różewicz przyjechał na chwilę do Radomska, nie ukrywał, że szukał też księgarni, w której kiedyś kupował książki. Po latach była tam kawiarnia, lodziarnia, a dziś... to zakład pogrzebowy. Tak jak w dzieciństwie Różewicza, tak i teraz budynek niezmiennie stoi niedaleko klasztoru oo. Franciszkanów. Miejsce, do którego chętnie zaglądał Tadeusz, jego młodszy brat Stanisław zapamiętał tak:

- Księgarnia przy ulicy Narutowicza, prowadzona znakomicie przez pana Nowickiego. Na jednej z dwóch wystaw zawsze ostatnie nowości wydawnictw: Roju, Gebethnera i Wolffa, Przeworskiego. W środku dwie starsze panie zaciągające wschodnim akcentem. W uroczyste dni, kiedy w rynku odbywały się defilady, pan Nowicki miał zapewnione miejsce na honorowej trybunie, miejsce obok kanonika Jankowskiego, starosty, kierowników i dyrektorów szkół, majora Wyczółkowskiego i ostatniego żyjącego powstańca styczniowego 63 roku - Telesfora Mickiewicza - mówił.

Z braćmi w szkole

Tadeusz dorastał w Radomsku. To tu się uczył, przeżywał pierwsze miłości, spacerował po radomszczańskich ulicach. Robił zakupy, pomagał rodzicom, czytał książki. A gdzie się uczył? Tak jak i jego bracia chodził do gimnazjum im. Feliksa Fabianiego.

- Do tego gimnazjum chodziliśmy wszyscy trzej - najstarszy brat Janusz, Tadeusz i ja. Janusz zaczynał właściwie w gimnazjum Stanisława Niemca. Wszyscy trzej mieliśmy tego samego polonistę, profesora Feliksa Przyłubskiego. Znakomity pedagog, przez wszystkich lubiany „Felek po wojnie autor wielu wydawnictw szkolnych. Inni profesorowie... germanista Zakliński, profesor Goszczyński, znakomita „łacinnica” Wanderem, podkochiwaliśmy się w geografce - profesor Jurkowskiej. Na mszę chodziliśmy ze szkołą do kościoła parafialnego w rynku, do Lamberta, pięknie śpiewał organista Fatygo. Na majowe chodziliśmy do kościoła oo. Franciszkanów. Piękny kościół. A na randki do parku świętego Jana. W parku na stawie latem były kajaki, zimą ślizgawka - wspominał Stanisław Różewicz.

Tadeusz był średnim z braci. Janusz był najstarszy, Stanisław najmłodszy. Trzymali się razem. Dwaj, którzy przeżyli wojnę, nigdy nie ukrywali, że prawdziwe artystyczne piętno odcisnął na nich właśnie Janusz. Najstarszy z braci został rozstrzelany przez Niemców w 1944 roku. Tadeusz mówił, że to właśnie Janusz wprowadzał go w świat literatury, sztuki, poezji. To on podejmował pierwsze próby literackie i inspirował do nich Tadeusza. Mieli też wspólne marzenia, snuli plany na przyszłość. Obiecali sobie np., że po wojnie spotkają się kiedyś w Paryżu, który pozostawał dla nich miastem magicznym. Nigdy do tego nie doszło.

- Janusz był najzdolniejszy. Sądzę, że gdyby przeżył wojnę, pisałby - mówił w wywiadzie dla Gazety Stanisław Różewicz.

I Tadeusz, i Stanisław w swej twórczości wracali do czasów, gdy był z nimi Janusz. Nigdy o nim nie zapomnieli. Braterska miłość przetrwała nawet śmierć. Najbardziej osobistym świadectwem więzi, jaka łączyła Tadeusza z bratem Januszem, jest książka „Nasz starszy brat”.

Pamięć o najstarszym z braci Różewiczów pielęgnowana jest w Radomsku w sposób szczególny. To właśnie w naszym mieście odbywa się jedyny w Polsce konkurs poetycki noszący jego imię. Rozstrzygnięcie odbywa się zawsze podczas październikowego festiwalu różewiczowskiego. Główną nagrodą jest wydanie debiutanckiego tomiku wierszy zwycięzcy konkursu. Na konkurs do Radomska spływają setki, a może i tysiące wierszy.

Tadeusz Różewicz nie tylko uczył się w Radomsku, później tu też pracował m.in. w Fabryce Mebli Giętych „Thonet”. To w naszym mieście zastała go wojna. To z Radomska poszedł do partyzantki. Był żołnierzem Armii Krajowej. Traumatyczne przeżycia wojenne na długie lata stały się tematem wiodącym jego twórczości.

Mama była najpiękniejsza

Byli bracia. Byli też rodzice. Władysław i Stefania Różewiczowie. O tym, kim byli, można przeczytać w każdej biografii poświęconej któremuś z ich synów. Ojciec był urzędnikiem, matka zajmowała się domem. Do Radomska przyjechali z Osjakowa w powiecie wieluńskim. Tyle suche, podstawowe, encyklopedyczne informacje. A jak zapamiętali ich synowie?

- Ojciec był sekretarzem w Sądzie Grodzkim. W latach dwudziestych przeniósł się do Sądu w Częstochowie. Przez blisko dwadzieścia lat dojeżdżał do pracy pociągiem. Mama? Trzech synów do wychowania… Wszystko, co najlepsze i najpiękniejsze w naszym domu - to mama - wspominał Stanisław Różewicz.

Tadeusz Różewicz właśnie mamie poświęcił jeden ze swoich najpiękniejszych utworów, książkę „Matka odchodzi”. To za nią w 2000 r. otrzymał jedną z najbardziej prestiżowych polskich nagród literackich – Nike. Poeta pięknie pisze o swojej matce, pięknie się z nią żegna. Daje świadectwo wielkiej miłości, tęsknoty i synowskiego oddania. Ta poetycka wizja dzieciństwa, życia i wpisanego w nie obrazu matki stała się inspiracją dla wielu twórców. Radomszczanie kilka lat temu podczas festiwalu różewiczowskiego mogli obejrzeć m.in. zainspirowany książką spektakl „Odchodzi” Sceny Plastycznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w reżyserii Leszka Mądzika.

Różewicz w Radomsku

Tadeusz Różewicz, choć oficjalnie do Radomska nie przyjechał i nie spotkał się na otwartym spotkaniu autorskim, to wciąż ma w mieście grupę oddanych mu ludzi. Przyjaciół, wiernych czytelników, miłośników twórczości. Niektórzy wolą jego poezję, inni wybierają dramaty, jeszcze inni sięgają po prozę. Możemy nieskromnie powiedzieć, że wychowujemy w Radomsku kolejne pokolenia znawców twórczości Różewicza. Wszystko dzięki organizowanemu w mieście festiwalowi. W październiku nazwisko Różewicz jest u nas odmieniane przez wszystkie przypadki. Najpierw był to – wymyślony przez ówczesną licealistkę Kasię Adamalę - festiwal „3xRóżewicz”.

Dziś, już po włączeniu się wielu ważnych instytucji, to: Różewicz Open Festiwal. Duszą festiwalu pozostaje Krzysia Michalska z Miejskiego Domu Kultury. Większość festiwalowych atrakcji dzieje się właśnie tam. Krzysia o braciach Różewiczach wie już chyba prawie wszystko. Całkiem niedawno spotkała się zresztą z Tadeuszem, kiedy w łódzkiej szkole filmowej odbierał doktorat honoris causa. Pojechała tam razem z dyrektor MDK Elżbietą Kwiatkowską. Kiedy po uroczystości chciano robić pamiątkowe zdjęcia, Tadeusz Różewicz chciał mieć również fotografię z paniami z Radomska. A potem...

- Przywitał się z nami, westchnął, mówiąc: „Tak często mylą Radomsko z Radomiem” - wspominała na naszych łamach Krystyna Michalska.

Krzysia z oddaniem i pasją czuwa nad tym, aby wszystko na festiwalu się udało. Puka do wielu drzwi, zaprasza gości. To głównie dzięki niej jesienią do Radomska zjeżdża aktorska pierwsza liga. Jerzy Trela, Jan Peszek, Artur Barciś, Jerzy Radziwiłłowicz, Hanna Mikuć, Wojciech Pszoniak, Adam Ferency, Wojciech Malajkat... To tylko niektórzy z wielu aktorów, którzy podczas festiwalu wystąpili na radomszczańskiej scenie. Przyjeżdża też rodzina braci Różewiczów. Stałym gościem festiwalu jest bratanek Tadeusza Różewicza - Paweł Różewicz, znany rysownik. Przyjeżdża niestrudzona popularyzatorka twórczości Różewicza – Maria Dębicz. Festiwal to spotkania, dyskusje, prelekcje, warsztaty, wystawy. Grają zawodowi aktorzy, ale też i ci, dla których aktorstwo jest pasją, hobby. Spuścizna Różewicza jest na tyle pojemna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Te same spektakle pokazywane przez różne teatralne grupy odkrywają nowe znaczenia. Na festiwalu Tadeusz Różewicz, choć fizycznie nieobecny, zawsze patrzy na nas z ekranu. Poznajemy go z każdym rokiem coraz bardziej.

Jaki był? Paradoksalnie, jeszcze tak niedawno mogliśmy to pytanie zadawać w czasie teraźniejszym. Na pewno intelektualistą z filozoficznym zacięciem. Był erudytą, znawcą historii. Człowiekiem renesansu, jakich już niewielu. Wraz z nim zamyka się pewna epoka polskiej literatury. Trudno znaleźć jego następcę czy też naśladowcę. Ale obok tego posągowego obrazu czasami dawał się poznać z innej strony. W filmach dokumentalnych, w których mówił sam o sobie, nie szczędził autoironii. Miał poczucie humoru. Śmiał się często sam z siebie, czasem z otaczającego go świata. Szybko jednak przechodził do rozważań o rzeczach ostatecznych. Mówił o wierze, śmierci, Bogu, człowieku. Czasem był prześmiewczy, a czasem skupiony.

W październiku na Różewicz Open Festiwal do Radomska przyjeżdżają również ci, którzy poznali go bliżej. Wielu aktorów wspomina spotkania z Tadeuszem Różewiczem. I tak Wojciech Pszoniak, który gościł na ostatnim festiwalu, nie ukrywał, że Tadeusz Różewicz jest jednym z jego życiowych mistrzów. Spotykał się z nim, rozmawiał, liczył z jego zdaniem. Wojciech Pszoniak przed radomszczańską publicznością odsłaniał też jednak i ludzką, zupełnie prywatną stronę poety, dramaturga. Wspominał np. ich rozmowy przy „wspólnej wódeczce”. Stałym elementem festiwalu jest też czytanie jego poezji. I tam chyba nieskory do publicznych wystąpień poeta odkrywa się najbardziej. Pokazuje swoje zupełnie ludzkie słabości. Dzieli się radościami i strachem. Tak też było, kiedy w 2012 roku, kiedy czytania twórczości Różewicza podjęli się aktorzy reprezentujący trzy pokolenia. Jerzy Radziwiłłowicz, Przemysław Bluszcz i Dawid Ogrodnik. Jak zawsze widowisko wyreżyserowała Anna Wieczur-Bluszcz. Czytane przez nich luźne - zdawać by się mogło - fragmenty tworzyły całość. I właśnie z nich dowiadujemy się najskrytszych tajemnic Tadeusza Różewicza. Tego, jak bardzo bał się śmierci, że przerażał go upływający czas, że strasznie pusto robiło się wokół, bo odchodzili na zawsze przyjaciele, znajomi, krewni. Ustami aktorów mówił, że ma świadomość, jak bardzo ukształtowała go wojenna przeszłość, że nie da się od niej uciec i jak często wracają wspomnienia. Dowiedzieliśmy się też, że... Tadeusz Różewicz późno w nocy do poduszki czytał Czechowa, często sięgał też po „Hamleta” Szekspira. I że nużyła go „bylejakość” świata.

(…) nad czym pan teraz pracuje
co pan robi
odpowiedziałem
nic nie robię
dojrzewałem przez pięćdziesiąt lat
do tego trudnego zadania
kiedy „nic nie robię” robię NIC
usłyszałem śmiech
kiedy nic nie robię
jestem w środku
widzę wyraźnie tych
co wybrali działanie
widzę byle jakie działanie
przed byle jakim myśleniem
byle jaki Gustaw
przemienia się w
w byle jakiego Konrada
byle jaki felietonista
w byle jakiego moralistę
słyszę
jak byle kto mówi byle co
do byle kogo
bylejakość ogarnia masy i elity
ale to dopiero początek.

Fragment wiersza „Przyszli żeby zobaczyć poetę”

Tadeusz Różewicz spoczął we wtorek 29 kwietnia na cmentarzu w Karpaczu. W testamenci napisał: Moja ostatnia wola i prośba, jest moim pragnieniem, aby urna z moimi prochami została pogrzebana na cmentarzu ewangelicko-augsburskim przy kościele Wang w Karpaczu Górnym. Proszę też miejscowego pastora, aby wspólnie z księdzem Kościoła rzymsko-katolickiego (którego jestem członkiem przez chrzest św. i bierzmowanie) odmówił odpowiednie modlitwy. Pragnę być pochowany w ziemi, która stała się bliska mojemu sercu, tak jak ziemia, gdzie się urodziłem. Może przyczyni się to do dobrego współżycia tych dwóch - rozdzielonych wyznań i zbliży do siebie kultury i narody, które żyły i żyją na tych ziemiach.

Może spełni się marzenie poety, który przepowiadał, że „Wszyscy ludzie będą braćmi”. Amen.

Jolanta Dąbrowska (Tekst opublikowany w dodatku Gazety Radomszczańskiej poświęconym Stanisławowi Różewiczowi, 30 kwietnia 2014 roku)