Weterynarz o koziołku przy Żeromskiego: sytuacja jest pod kontrolą

Dział: Aktualności
23/06/2020 - 13:38

- Taka sytuacja wymaga spokojnych, wyważonych i przemyślanych kroków, żeby nikomu nie stała się krzywda - mówi Gazecie Monika Stelmaszczyk, weterynarz, który ma ma umowę z miastem na odławanie zwierząt.

 jelonek2

Jak mówi Gazecie pani Monika, sytuacja jest cały czas pod kontrolą, ale trzeba uzbroić się w cierpliowość. Pierwsza próba odłowienia koziołka, który przebywa na jednym z podwórek przy Żeromskiego, podjęta zostanie dzisiaj wieczorem. Ma nadzieję, że będzie skuteczna.

O pomoc poprosi myśliwych i policję. - Środek ze strzelby Palmera, którym usypia się zwierzęta, nie działa natychmiast. Trafiony koziołek może przebiec jeszcze kilkaset metrów, nie patrząc po czym biegnie i w co uderza - mówi weterynarz. - Dlatego trzeba zrobić wszystko, żeby po pierwsze bezpieczni byli ludzie, a po drugie zwierzę nie zrobiło sobie krzywdy.

Monika Stelmaszczyk wyjaśnia, skąd koziołek w centrum miasta. Mówi, że wbrew pozorom, to bardzo spokojne miejsce. Jednak główny powód to sarna, która mieszka tam od jakichś dwóch lat, dokarmiana przez niektórych mieszkańców. Według weterynarz, prawdopodobnie sarna właśnie się okociła, a u samca obudziły się hormony. I dlatego dotarł na Zeromskiego, i z tego właśnie powodu nie chce posesji opuścić. 

Jeśli uda się go trafić i uśpić zostanie wywieziony na tyle daleko, żeby nie mógł wrócić.

Monika Stelmaszczyk dodaje, że populacja saren rozrosła się tak bardzo, że niektóre osobniki w poszukiwaniu terenu dla siebie docierają do miasta. Pojawiają się przy ul. Kościuszki, Narutowicza czy Rolnej. Zresztą sarny to nie jedyne dzikie zwierzęta w Radomsku. Można spotkać dziki czy lisy.

- Zawsze w takiej sytuacji zalecam spokój - dodaje. - Zwierzęta same wracają tam, skąd przyszły. W tym przypadku trzeba podjąć akcję odławiania, bo młodym koziołkiem powodują hormony, i dopóki będzie tam sarna, sam nie odejdzie.