[Przypominamy] Taśmy z Lamberta. Jak próbowano zamieść molestowanie dzieci przez kościelnego

Dział: Aktualności
17/08/2016 - 10:35

Gazeta dotarła do nagrań ukazujących, jak próbowano zamieść pod dywan sprawę molestowania dzieci przez wieloletniego kościelnego parafii św. Lamberta Kazimierza K. Wynika z nich, że o skłonnościach kościelnego w kręgu ludzi związanych z parafią wiedziano od dawna. Gdyby nie upór jednego z wikariuszy, sprawa nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Przeciw zgłoszeniu jej do organów ścigania byli zarówno proboszcz parafii jak i prawnicy, którzy pomagali mu w tej sprawie.

lambert

Jeszcze nigdy opinia publiczna - ani radomszczańska, ani krajowa - nie miała okazji zobaczyć, jak ten mechanizm wygląda od środka. To będzie trudna lektura. Dziś Kazimierz K. zasiada na ławie oskarżonych, odpowiadając za molestowanie pięciorga dzieci, ale zanim sprawa dotarła do prokuratury i sądu, w parafii św. Lamberta rozegrała się cicha bitwa. Z jednej strony wikariusz, z drugiej proboszcz i dwóch prawników. Stawką: sprawiedliwość i dobro dzieci kontra uniknięcie rozgłosu.

Nagrań jest sześć. W sumie trwają 3 godziny i 11 minut. Zostały zrobione między 30 czerwca a 21 lipca 2015 roku na plebanii parafii św. Lamberta i w kancelarii prawnej w Częstochowie. 
Na pierwszym wikariusz informuje proboszcza Antoniego Arkita o tym, że Kazimierz K. molestuje dzieci - ministrantów i dziewczynki ze scholi - oraz przekazuje list od jednego z dzieci, w którym ono sprawę opisuje. 
Na drugim, wykonanym kilka minut później, Kazimierz K. przyznaje się wikariuszowi, że takie czyny miały miejsce i błaga go, by nie informował organów ścigania, bo trafi do więzienia. 
Na trzecim, czwartym i piątym, wykonanym odpowiednio 2, 3 i 11 lipca, wikary próbuje przekonać proboszcza, by zgłosił sprawę policji, a proboszcz mnoży wątpliwości w nadziei, że wikary odpuści. 
Ostatnie nagranie, najdłuższe, to zapis rozmowy z 21 lipca, w której uczestniczyli wikariusz, ks. Antoni Arkit i dwóch prawników z Częstochowy, do których proboszcz - jak mówią w rozmowie - „zwrócił się po pomoc, aby doradzić mu w tej sprawie od strony prawnej, ale też tak powiedzmy, z uwzględnieniem dobra kościoła”. Naciskają na wikarego, by wydał im oryginał listu dziecka (jedyny pisemny dowód, że sprawę zgłoszono parafii), analizują sytuację oraz całą trójką próbują przekonać wikarego, by odstąpił od zamiaru poinformowania o sprawie prokuratury. Jednocześnie podważają wiarygodność dzieci i dezawuują ich rodziny.

Wikariusz nie uległ. 22 lipca, wspólnie z jednym z rodziców, zgłosił się na policję i złożył doniesienie. To on nagrał rozmowy. 18 lipca 2016 roku przekazał taśmy prokuraturze w Radomsku. Gazecie udało się do nich dotrzeć. Skontaktowaliśmy się z nim, ale nie chce komentować sprawy. Powiedział nam tylko, że nagrał rozmowy, ponieważ się bał i nie widział reakcji proboszcza, gdy pierwszy raz - w marcu 2015 r. - zgłaszał zachowanie kościelnego. Wiedział, że to do niego dzieci przyszły z tą sprawą, wiedział, jak poważne są oskarżenia, ale też miał świadomość, że wszyscy mogą się potem wyprzeć, że cokolwiek wiedzieli. Jak tłumaczy na jednym z nagrań „…po kilku latach, jeżeli ono (dziecko - przyp. red.) do sprawy wróci - bo może wrócić - bo nie będzie teraz zgłoszona, bo wszystko się tam jakoś rozejdzie, to ksiądz i tak może być wezwany do odpowiedzialności. Za to, co ksiądz robił. Oni powiedzą: myśmy się zgłosili do księdza, a ksiądz proboszcz mi powie tak, jak teraz mi powiedział: ale ksiądz nie ma żadnego dokumentu, że ksiądz mi zgłaszał”.

1 lipca 2016 r. wikary złożył podanie o przeniesienie do stanu świeckiego. Rozpoczyna nową pracę. Poprosił Gazetę, by nie używać nazwiska w artykule, bo to może mu utrudnić rozpoczęcie nowego życia. Postanowiliśmy jego prośbę uszanować.

POCZĄTEK

Najpierw dwa zastrzeżenia.

Pierwsze: Ze względu na dobro dzieci, w tekście nie podajemy żadnych danych mogących zidentyfikować pokrzywdzonych, nawet ich płci. Dlatego używamy określenia „ono” - dziecko. Wyjątkiem jest list, tam płci nie ukrywamy. Z zapisów taśm usunęliśmy wszystkie informacje na temat dzieci, także odnoszące się do ich rodzin. Tych pojawia się dużo, często w negatywnych kontekstach, dezawuujących rodziców jako wychowawców i dzieci jako wiarygodnych świadków. Zaznaczyliśmy to w odpowiednich miejscach.

Drugie: Całość taśm to ponad trzy godziny, zapis zajmuje kilkadziesiąt stron maszynopisu. Drukujemy obszerne fragmenty rozmów, pomijając wątki niezrozumiałe, chaotyczne, powtarzające wcześniejszą argumentację i informacje.

Teraz kontekst. Oto parafia św. Lamberta, największa w Radomsku. 7800 dusz, proboszcz Antoni Arkit i czterech wikarych. - „Jeśli chodzi o frekwencję, to nie mogę narzekać. Podobnie jest z ofiarnością. Ludzie są dobrzy i pobożni. Można na nich liczyć” - tak o parafianach mówi ks. Arkit w rozmowie z dziennikarzem tygodnika Niedziela w 2012 roku.Parafię objął w 2011 r.

66-latek Kazimierz K. jest kościelnym w Lambercie od ponad 20 lat. Radomszczanie, z którymi rozmawiałem podczas pracy nad pierwszym tekstem o molestowaniu (Gazeta Radomszczańska, styczeń 2016), mówili o nim: „sumienny, zamknięty w sobie; oschły, ale życzliwy; troszeczkę apodyktyczny, ale konkretny; podśmiewali się z niego, że chciałby być nadproboszczem”.

Jest czerwiec 2015 r., zbliża się koniec roku szkolnego. Wikariusz przygotowuje się do przeprowadzki. Od 1 lipca zostaje przeniesiony do parafii w Częstochowie. Ale ma do załatwienia jeszcze jedną sprawę. Bardzo trudną.

W marcu jedno z dzieci poinformowało go, że Kazimierz K. je molestował. Przy rozmowie obecna była opiekunka grupy, do której należy dziecko. Wikariusz przekazuje tę informację proboszczowi Arkitowi. Sprawa nie ma ciągu dalszego. Jednak w czerwcu zgłaszają się do niego kolejne dzieci. Opowiadają o molestowaniu. Wikariusz prosi, żeby napisali coś do proboszcza w formie listu, który będzie mógł mu przekazać. Jedno z dzieci pisze. Wikariusz rozmawia także z innymi dziećmi, orientuje się, że oskarżenia są bardzo poważne i sprawa trwa od dłuższego czasu. Prosi dzieci, by opowiedziały o wszystkim rodzicom, sam także się z nimi kontaktuje. Obiecuje, że zajmie się sprawą. Zgłasza się do proboszcza.

ROZMOWA 1

Jest wtorek, 30 czerwca 2015 r. Pomieszczenia parafii św. Lamberta. Rozmawiają ks. wikary i proboszcz Arkit.

Wikary: Ksiądz proboszcz ma nabożeństwo?

Proboszcz Antoni Arkit: Właśnie, muszę iść zobaczyć, bo…

Wikary: … bo chciałbym jeszcze zająć trochę czasu.

Proboszcz: Ja zaraz zadzwonię.

(proboszcz dzwoni do kościelnego, upewnia się, że to nie on będzie odprawiał)

Wikary: Nie daję rady…

Proboszcz: Z czym?

Wikary: Ze sprawami.

Proboszcz: Jakimi?

Wikary: Za dużo tego, po prostu za dużo.

Proboszcz: Ale czego?

Wikary: Wszystkiego za dużo. Wiem, co powinno się robić, ale…

Proboszcz: Ale… ale co się dzieje? Hm…?

Wikary: Mówiłem księdzu proboszczowi kiedyś o X. (pada imię i nazwisko dziecka).

Proboszcz: No.

Wikary: I o panu Kazimierzu… Tego jest więcej.

Proboszcz: Ale… ale to znaczy… konkretnie z czym… Co się dzieje?

Wikary: Jeden z ministrantów to przekazał, później byli kolejni. 

(długa przerwa, proboszcz czyta list ministranta) 

Gazeta dotarła do jego treści. Oto ona (pisownia oryginalna):

„W treści tego listu chciałbym ująć temat odnośnie naszego pana kościelnego. Jestem w parafii od kilku lat i od pewnego czasu pan Kazimierz zaczął się wobec mnie i innych ministrantów źle zachowywać. Np.:
- zaczął nas przytulać
- całować w usta
- dotykać w miejsca intymne
- i inne tego typu zachowania. Czuję się skrzywdzony przez niego. Mówiłem do niego żeby tego nie robił, przestał na kilka dni ale potem znowu zaczął. Drogi księże proboszczu proszę, aby ksiądz jakoś zareagował bo nie dopuszczę więcej takiego zachowania tylko zgłoszę sprawę na policję. Nie mówiłem jeszcze tego rodzicom, bo się wstydzę. Mam nadzieję, że ksiądz coś zrobi. Ponieważ wielu ministrantów odchodzi z naszej parafii, myślę że to właśnie przez to. Z góry dziękuję. Podpis: Ministrant parafii św. Lamberta w Radomsku.”

Wikary: Rozmawiałem z Y. (pada imię dziecka). Sprawa też dotyczy Z. (pada imię dziecka).

Proboszcz: Yhm…

Wikary: I Z. też. No też kiedyś doświadczył. A. mówił, że upominał pana kościelnego. Nie wiem. Ja po prostu też nie… Za dużo…

Proboszcz: Ale księże, sprawa jest… To są tematy, które, że tak powiem, nie są łatwe. Ale teraz powiem księdzu tak: żebym jakoś mógł podjąć, ja muszę nad tym się zastanowić… Jeżeli ja wezmę na rozmowę pana Kazimierza, to ja muszę mieć w zanadrzu pewne takie sprawy, żebym powiedział: panie Kazimierzu, są skargi, nie wiem, czy to jest prawdziwe czy coś, że pan wobec ministrantów czy wobec scholi tak i tak się zachowuje. Czy to jest prawda. I jeżeli pan Kazimierz powie, że to nie jest prawda, to teraz ja musiałbym jakby pociągnąć… Ja nie wiem, księże, ja nie wiem, jak się zachować, bo to są sprawy bardzo delikatne. Bo teraz jeżeli ktoś stanie na przykład, bardzo jasno i konkretnie powie, proszę księdza, ja mogę po prostu zaświadczyć… Bo żaden do mnie z tym tematem nie przyszedł, jak do tej pory. I uważam, że o tych pewnych sprawach proboszcz powinien też wiedzieć, i powinien tutaj jakoś reagować.

Wikary: Dlatego zgłosili się do opiekuna, do mnie.

Proboszcz: No dobrze… A od kiedy to się dzieje? To są osoby takie, które…

Wikary: Od dawna. Dziecko jedno się zgłosiło do A. (pada imię i nazwisko dziecka), a A. mówiło, że też doświadczyło kiedyś. Od pana Kazimierza. To jest od dawna problem. Tu dużo osób wie o tym. (…) Prawo jest jedno, jak najszybciej zgłaszać, nie? Prawo karne mówi, że trzeba jak najszybciej zgłaszać. Bo to jest taka sprawa, że po latach to wyjdzie, ktoś powie, to wszyscy dostają po uszach, dlaczego nikt nie zgłosił. Dlaczego nikt nie zareagował? Ktoś powie, że mówił, zgłaszał, to jest…

Proboszcz: To jest po prostu pewien jakiś sygnał, który nic nie daje.

Wikary: Rozmawiałem z chłopakami.

Proboszcz: No…

Wikary: Oni mówią jasno.

Proboszcz: No dobrze, to niech się chłopcy… nie wiem… (…) rozmawiamy między sobą. No bo księże, znasz na pewno postawę pana Kazia. Jeżeli ja mu powiem, to się obrazi i powie, że to jest nieprawda. (…) Jak ja mam temat rozpocząć, to sytuacja jest taka, że… Bo może, wie ksiądz, bo może scenariusz jest taki: mogę nawet tego imiennie nie zaczynać, tylko powiedzieć, proszę pana, są pogłoski, wielu się żaliło, że pan niestosownie się zachowuje wobec scholi i wobec ministrantów. Poprzez jakieś tam powiedzmy spoufalanie się z dzieciakami. No, jeżeli tutaj jest, to co pisze, że zaczął nas przytulać, całować, dotykać w miejsca intymne, no to sprawa jest taka, że powiem: panie, ja uważam, że to jest bardzo mocne, takie spostrzeżenie. Oskarżenie pana. I teraz proszę pana, niech pan po prostu zastanowi się, czy to jest prawda. I on powie: dobra, to ja rezygnuję, nie? Proszę pana, to nie chodzi o to, żeby pan się teraz uniósł honorem, tylko pan musi się zastanowić, czy to jest prawda? Czy pan jest pomówiony. Jeżeli pan się tak zachowuje, to to jest niestosowne. A jak on powie, że w żadnym wypadku tak nie jest, tylko sytuacja jest taka, że są osoby, które się na niego uwzięły i tak dalej, i ja żądam, przykładowo… I teraz jest pytanie, czy ja mam prawo podawać osoby?

Wikary: Nie. To są takie sprawy, gdzie powinno się zgłaszać.

Proboszcz: Ale gdzie?

Wikary: No, to jest sprawa karna.

Proboszcz: No dobrze, no tylko księże, sprawa jest, to można zgłaszać… Tylko teraz ja mogę zgłosić na księdza na przykład. A ksiądz jest ducha winien, bo ja mam takie widzimisię. I mogę zeznać.

Wikary: No można, ale tu nie można lekceważyć tych osób, no to są dzieci, które…

Proboszcz: Ja wiem…

Wikary: Po prostu doświadczają przemocy, no takiej seksualnej. Kurczę…

Proboszcz: Nie…

Wikary: Ja się dziwię na przykład panu K. (pada imię i nazwisko jednego z rodziców), bo jako rodzic… bo tam jedno dziecko widziało, jak tam wynika, no to że oni nie…

Proboszcz: Ale co widziało? Jak tam się dobierał do X (pada imię dziecka)?

Wikary: Boją się ludzie. Boją się. Rodzice jednego dziecka… Ono mi mówiło, że mówiło rodzicom, nie zareagowali, bo gdzie… Dzisiaj trudno o dobrego kościelnego. Ludzie się boją.

Proboszcz: Ale jak to dobrego kościelnego? To jest dobry kościelny, który w ten sposób na przykład dzieci bierze?

Wikary: Boją się. Młodzież się boi, chłopaki się boją.

Proboszcz: No ale księże, nie może być coś takiego, że teraz że ja… No to ja mam teraz to zgłosić na policję? Że ktoś mi dał anonim? I oskarżyć człowieka po prostu mam, gdzie nikt nie chce tego zaświadczyć? Bo co innego, księże, jeżeli ktoś przychodzi do mnie, i ja mam, powiedzmy, pismo podpisane przez konkretne osoby. Czy przychodzą do mnie konkretni rodzice. Bo teraz wie ksiądz, ja mogę powiedzieć, proszę księdza, tutaj ludzie mają pretensje do księdza. A ksiądz powie: ale którzy? To nie jest istotne, ale ksiądz przebrał miarkę. Ale w czym? Ja to sprawę kieruję do sądu. No i ksiądz ducha winien może być, bo mnie się tak akurat wydaje, bo chcę na przykład księdza zgnoić.

Wikary: Ale jeżeli są podstawy do tego, to trzeba.

Proboszcz: No dobrze, ale czy to jest podstawa? Każdy to może napisać.

Wikary: Tak.

Proboszcz: Dlaczego na przykład… Do mnie idzie to pismo, nie ministranta, tylko pan X., Y., albo podpisują się konkretnie ministranci, którzy o tym mogą zaświadczyć. Bo ja mogę, mając ten list, mogę powiedzieć kościelnemu: panie Kazimierzu, taka i taka sytuacja jest. Natomiast bardzo bym prosił, żeby pan tutaj trochę na te tematy zwrócił uwagę. Nie? Zwrócił uwagę. Bo jeżeli nie będzie poprawy, będą skargi, będę zmuszony zgłosić to do konkretnych organów. Tylko wie ksiądz, to są sprawy… To nie są żarty.

Wikary: Wiem.

Proboszcz: Ja też się zastanawiam, jak ja się teraz powinienem zachować. Ja tu nie ukrywam, że będę chciał też rozmawiać z kimś, kto po prostu patrzy z boku na te tematy. Bo, mówiąc szczerze, księże, ja naprawdę nie wiem. Natomiast ja księdzu wierzę, że ten temat…

Wikary: Rozmawiałem. Rozmawiałem z chłopakami, z tymi osobami. Ale…

Proboszcz: Od dawna to jest?

(cisza, wikary chyba przytakuje gestem)

Proboszcz: No to dlaczego po prostu dopiero teraz ten temat jest?

Wikary: Bo to są dzieci. Nie mają odwagi. Ja nie mam odwagi przyjść powiedzieć o tym. Jako trzecia osoba. Boją się, wstydzą. Chłopak, który jest całowany, przyjść, powiedzieć, że go całuje pan kościelny w usta? To nie jest taka sprawa… Wstydzą się, boją się, piszą do mnie. Dzisiaj dostałem esemesy: czy ja pozostanę anonimowy? Czy może ksiądz zrobić tak, że będę anonimową osobą? Ja nie mogę obiecać tego. To jest wstyd, że jakiś starszy człowiek się do ciebie dobierał, czy dotykał, czy molestował… Straszny strach.

Proboszcz: Nie, księże, to ja zdaje sobie sprawę…

Wikary: …i oni do kościoła nie chcą przyjść. Ja już wiem, dlaczego X. (pada imię dziecka) ucieka od kościoła, ucieka strasznie. A rodzice nie boją się? A jak mnie proboszcz wyrzuci… jak coś… a jak Kazimierz… To jest pracownik kościoła też.

Dalej wikary informuje proboszcza, że ma zamiar porozmawiać z Kazimierzem K., bo obiecał dzieciom, że doprowadzi sprawę do końca. Mówi także, że według relacji dzieci, kościelny dawał im pieniądze, a także, że dzieci boją się wchodzić do zakrystii, gdy kościelny jest tam sam. Potem rozmowa schodzi na wątek, od kiedy trwa sprawa.

Wikary: Ksiądz Jezierski (Marian Jezierski, w latach 1991-2011 proboszcz parafii św. Lamberta - przyp. red.) wiedział o tym. Wiedziała o tym pani A. (pada imię).

Proboszcz: Wiedziała?

Wikary: Wiedziała. Wiedział o tym pan P. (pada nazwisko dziecka). Zdarzały się sytuacje. Gdyby wtedy było ukrócone, to by nie było problemu. Pisała wtedy do mnie dziewczyna, tu w kuchni się wygadałem… i przy śniadaniu mówię pani A., że pisała do mnie dziewczyna. Ja jej mówię, że jestem nowy, że jeszcze nic nie wiem, a pani A. Było. Było coś. Ale było to załatwione jakoś tam. Nie mogę, nie mogę patrzeć, jak na przykład wchodzi A. (pada imię i nazwisko dziecka)… Patrzę na przykład na chłopaków, tych młodych, którzy teraz się poprzyjmowali, że po prostu któryś z nich będzie… Fajni chłopacy, ułożeni, i że któryś doświadczy tego. Nie mogę tak. Nie mogę spać. Nie mogę spać…

Proboszcz odpowiada, że dla dobra sprawy jest w stanie zwolnić kościelnego. Nie chce z nim sam rozmawiać, sugeruje, żeby najpierw to zrobił wikary. Znów dopytuje, dlaczego wcześniej nie zostało to zgłoszone. Wikary sugeruje, że dzieci opowiedziały mu o tym, gdy dowiedziały się, że odchodzi. Pojawia się także wątek jednego z dzieci, które miało u kościelnego nocować. Wikary na koniec prosi probszcza, by zawołał kościelnego na rozmowę.

Wikary: Pójdę… Poprosi ksiądz pana Kazimierza? Ja będę tam może w salce.

Proboszcz: Ale to znaczy sprawa jest taka, żeby…

Wikary: Żeby przyszedł.

Proboszcz: Dobra… Tylko się tak zastanawiam, czy teraz, przed mszą świętą, tak?

Wikary: No…

Proboszcz: Dobra, to ja powiem.

ROZMOWA 2

Kilka minut później. Ksiądz czeka w salce. Ciężko oddycha, jest zdenerwowany.

(Wchodzi kościelny)

Kościelny: Słucham księdza.

Wikary: Proszę sobie usiąść.

Kościelny: A co to ja… w jakim…? Co się stało?

Wikary: No, odchodzę. Ale jeszcze przed odejściem jedna sprawa. Rozmawiałem z wieloma osobami, które… mówią, że pan nie powinien tak się zachowywać.

Kościelny: Ale jak?

Wikary: Wiemy, o co chodzi. No tak nie można, kurczę, to są dzieci…!

Kościelny: Ale o co chodzi?

Wikary: O dotykanie. O całowanie w usta. Panie Kazimierzu, to nie jest jedna osoba… To nie jest jedna osoba… Tych osób jest wiele… Kurczę…!

Kościelny: No przytulam, no przytulam i nieraz pocałuję, no tego…Wikary: A dotykanie w miejsca intymne? No przecież oni mówią o tym…! Kurczę, no…! Przecież to są dzieci. Ja nie mogę! No to są dzieci!

Kościelny: Dobra, no zgrzeszyłem, księże.

Wikary: Ale nie można tak!

Kościelny: To już nie będę. Przysięgam, nie będę…

Wikary: Nie…!

Kościelny: Co nie?