Stałam przy recepcji 10 minut. Telefony dzwoniły cały czas. Nikogo tam nie było

Dział: Tylko u nas
22/11/2020 - 10:15
Jesteśmy w środku pandemii. Weszłam do szpitala głównym wejściem. Nikt nie sprawdzał temperatury, nikt nie sprawdzał czy mam maseczkę albo dezynfekuję dłonie. W informacji nikogo nie ma, czekam kilka minut, może akurat ma przerwę, myślę. Jestem tu drugi raz w życiu. Od kilku miesięcy leczę się we Włoszech i tam jest to nie pomyślenia.
Pani Kinga wróciła do Radomska, bo potrzebna jest jej  opinia lekarska. Tydzień temu, w sobotę, przekroczył progi szpitala powiatowego, drugi raz w życiu. Opowiada:

Weszłam głównym wejściem do holu szpitalnego. Ku mojemu zdziwieniu nie zastałam nikogo, kto by sprawdzał temperaturę, czy mam maseczkę czy dezynfekuję dłonie. Zresztą w holu nie widać nawet sprzętu do dezynfekcji, co w dobie pandemii jest wielkim zaskoczeniem.

szpital

W okienku informacji nie było nikogo. Grzecznie czekała, każdy ma prawo do kilkuminutowej przerwy. Telefon komórkowy i stacjonarny dzwoniły bez przerwy przez kilka minut, nikt nie reagował. Po około 10 minutach czekania weszłam do jednego ze sklepików szpitalnych zapytać, czy ktoś dzisiaj jest w recepcji. Pani odpowiedziała, że jest, ale może teraz właśnie wyszła do toalety. I znów zaskoczenie, pani była maseczki albo przyłbicy.

OK, czekam kolejne minuty. W końcu stwierdziła, że trzeba kogoś poszukać. Po co tam byłam? Potrzebowałam na szybko badania krwi, wynik potrzebny był do zabiegu zaplanowanego na wtorek w Łodzi. Chciałam zapytać czy to w ogóle możliwe, a jeśli tak, to w jakim czasie.

Poszłam do przychodni specjalistycznej. I tu dopiero zobaczyłam  pierwszy sprzęt antycovidowy, który mierzy temperaturę i dezynfekuje ręce. Dopiero gdzieś w głębi korytarza znalazałm operatorów medycznych, którzy nie wiedzieli jednak, czy badanie krwi ktoś mu dzisiaj zrobi czy nie. Wyszłam. Niczego się nie dowiedziałam. W recepcji wciążbyło pusto, telefon dzwonił.

We Włoszech ostatnio często odwiedzam szpitale, przychodnie i gabinety prywatne. I nigdzie nie spotkałam się z takim bagatelizowaniem procedur. Wszędzie zaraz przy wejściu głównym jest operator, który pilnuje, by zmierzyć sobie temperaturę i zdezynfekować ręce, potem pyta, z czym przychodzę i informuje gdzie mam się udać. Tak, żeby nikt  niepotrzebnie nie kręcić się po placówce, nie narażała  innych. Mówię o szpitalu powiatowym w mieście, w którym mieszkam we Włoszech, który i bez pandemii przyjmuje dwa razy tyle pacjentów co ten w Radomsku. 

[CZYTAJ] Koronasceptycy, antycovidowcy: jesteście winni. Przyczyniliście się do tych śmierci