[POLEMIKA Z WIOLETTĄ PAL] Żadna władza nie upodliła tak nauczycieli, jak obecna

Dział: Aktualności
14/04/2019 - 10:49

„Pani dyrektor nie mieści się w głowie, że nauczyciele walczą o godność i szacunek. Jeżeli ten strajk jest polityczny, to z pewnością nie ze strony nauczycieli.” - otrzymaliśmy polemikę do opublikowanego wczoraj tekstu Wioletty Pal. Co sądzicie o strajku nauczycieli? Popieracie, jesteście przeciw? Dyskutujmy. Bez obrzucania się inwektywami. Jeśli chcieliby Państwo włączyć się w dyskusję, piszcie na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Listy nie mogą być anonimowe, choć dane można zastrzec do wiadomości redakcji.

 

„Strajk jest bezsprzecznie polityczny” - napisała pani dyrektor- Wioletta Pal. No cóż, moim zdaniem może tak powiedzieć osoba mająca w tej dziedzinie doświadczenie, bo na pewno nie nauczyciel, który „naiwnie wierzy, że chodzi o jakość edukacji, dobro ucznia, zarobki pracowników oświaty”.

O tak, nauczyciel w takim razie jest naiwny i niech taki pozostanie. „Mam dosyć utyskiwania, że przeładowana i nieżyciowa jest podstawa programowa (choć bezsprzecznie tak właśnie jest). W tych żalach i pisanych manifestach, na plan pierwszy wysuwa się oczywiście troska o ucznia. No nie łykam tej mowy – trawy! Znam w Polsce szkoły (jedna z nich jest najlepszą na świecie), które realizują tą samą podstawę programową. Uczniowie piszą ten sam egzamin, wypełniają ten sam arkusz. Są znakomicie przygotowani nie tylko do egzaminów” (cytaty z listu pani dyrektor).

No to ja pytam - do czego jeszcze? Na przykład do życia? Warto by napisać jakąś definicję, co to znaczy „najlepsza szkoła”, kto to stwierdził i na jakiej podstawie? Jakieś wyznaczniki, sławni ludzie, którzy ją skończyli, no nie wiem zupełnie, co to może znaczyć. A, i konkretnie z nazwy, która to szkoła.

„Dobremu nauczycielowi, z otwartą głową, nawet obecna podstawa programowa w niczym nie przeszkadza”. Ryzykowne stwierdzenie zawierające ocenę dość dużej grupy nauczycieli, czy słuszne? Z jednej strony podstawa powinna być zmieniona, ale dobremu nauczycielowi nie przeszkadza. Ciekawe stwierdzenie. A ta „mowa- trawa” (skądinąd ciekawy język), która do pani dyrektor nie przemawia, to jak dotąd jedyny głos nazywający wszystkie postulaty nauczycieli. Głos zachęcający do działania i wsparcia.

Nie wszyscy potrafią biernie czekać w sytuacji, z którą się nie zgadzają i którą chcą zmienić, więc proszą o pomoc. Próbują coś robić. A pani dyrektor ma jakiś pomysł? Warto się podzielić. Pod tymi „żalami” pojawiła się konkretna propozycja. Dobra? Niedobra? Ludzie wiedzieli o podwyżce, o walce o dobra szkołę, nie. Taki zresztą komunikat był w mediach. Podobno taka jest formuła tego strajku. To chyba też ta polityka.

strajk ZNP5

Ale „naiwni” nauczyciele walczą też o to, co pani dyrektor nazywa „mową - trawą”. A może źle zrozumiałam? Podwyżka należy im się bezsprzecznie, bo informacje o zarobkach i podwyżkach nauczycieli powtarzane bezkarnie przez najwyższe władze są kłamstwami. No i pewnie też pani dyrektor nie mieści się w głowie, że nauczyciele walczą o godność i szacunek. Jeżeli ten strajk jest polityczny, to z pewnością nie ze strony nauczycieli. To z czym się zgadzam, to fakt, że żadna władza do tej pory nie dbała o nauczycieli i wszystkie obietnice kończyły się po wyborach. Ale też żadna władza nie upodliła tak nauczycieli i nie doprowadziła do sytuacji, w której trudno będzie na nowo ułożyć relacje, „kiedy już opadnie kurz”.

„Naiwni”, co wrażliwsi nauczyciele, którzy oglądają relacje w TVP 1, z pewnością to odchorują, mając świadomość, jaki przekaz idzie na ich temat. I to jest bezsilność, bo nic z tymi kłamstwami nie mogą zrobić. Wprawdzie „lesery” się tym nie przejmą, ale co z tymi „wybitnymi”. Oni nie mają tak grubej skóry. Tak, to jest walka polityczna, bo który rząd pozwala na to, żeby przez tak długi czas nie odbywały się lekcje, który mówi, że szanuje nauczycieli, jednocześnie ich szkalując? Zasłania się egzaminami, które urosły do rangi „być albo nie być”. Krzyczy, że nie było możliwości, żeby egzaminy odbyły się później, to po prostu niemożliwe. Jest to dokładnie określone w przepisach i się nie da. Ale przepisy dotyczące składu komisji dało się w jeden dzień czy noc zmienić. Czy tylko ja tu widzę niekonsekwencję? Granie na emocjach rodziców, zmuszanie dyrektorów do szukania komisji. Podziękowania dla tych, którzy w nich zasiedli. No cóż, rozumiem, że niektórzy z nich wierzyli, że spełniają obywatelski obowiązek i rozumiem rodziców i uczniów, których dotyczyły egzaminy, że to ogromny stres, że koniecznie chcieli, żeby się odbyły, skoro tak musi być. Ale czy musiało?

Nauczyciele wierzą, że do strajku wcale nie musiało dojść (tak wiem, naiwni), było wystarczająco dużo czasu, od grudnia, żeby z nimi rozmawiać. Ale ich głos został zignorowany, bo przecież, jak słusznie pani stwierdziła, nie stanowią elektoratu. Tak i tu się zgadzam, że było to polityczne zagranie rządu. Skoro już strajk się zaczął i nauczyciele po raz pierwszy pokazali, że nie żartują, to jeszcze przed egzaminami należało rozwiązać spór albo przesunąć termin egzaminów do czasu osiągnięcia porozumienia. A nie, bo przecież termin jest święty. Tak, dziś już wiem, że to polityczna zagrywka.

Przepisy dotyczące składów komisji też były nienaruszalne, a jednak zostały zmienione. Mówiąc kolokwialnie: można? Można. Przetarty szlak dla polityków tej czy innej partii.

Nauczyciele się zbyt dobrze na polityce nie znają. Ale skoro to rozgrywka polityczna, to ofiarami jej są wszyscy nauczyciele, dzieci i rodzice. Jeszcze zapytam, czy ten list pani dyrektor wniósł coś nowego, czy to tylko takie luźne przemyślenia, taka trochę „mowa - trawa”? Może jakiś pomysł na rozwiązanie oprócz pesymistycznego podsumowania, że trud nauczycieli pójdzie na marne. Myślę, że mimo wszystko nie pójdzie, nawet jeżeli nie otrzymają godziwego wynagrodzenia. Nie wiem, co dalej. Nauczyciele są w tragicznej sytuacji, ale nie dlatego że nie dostaną pieniędzy. Są zdesperowani, bo jeszcze nigdy nie zostali tak obrażeni i „zmieszani z błotem”, bo wierzyli w możliwość porozumienia, a zostali, jak pani twierdzi, wmieszani w politykę (i z tym się już teraz zgadzam, obserwując, co się dzieje). Honor ważna rzecz, choć nie nakarmi się nim własnych dzieci. Z drugiej strony dzieci szkolne, które nie mają lekcji i świadomość, że tylko nauczyciele i rodzice się tym przejmują.

Uważam, że natychmiast należy zaprosić negocjatora i zacząć rozmowy, nie po świętach. Choć wiem, że mogę sobie uważać, politycy wiedzą lepiej. Bo na co to jest czekanie? Na to, żeby rodzice znienawidzili nauczycieli i to ich właśnie obarczyli winą za wszystko? Ciekawe, jak rząd to sobie wymyślił? Zależy mu przecież na tym, żeby nauczyciele mieli autorytet, byli szanowani i dobrze nagradzani. I właśnie dlatego codziennie ich niszczy?
PS. W sprawie tej nieszczęsnej karty co zrobić? „Leserów”, jak to pani dyrektor była uprzejma nazwać niektórych nauczycieli, nie powinna chronić, to bezsprzecznie i tu się zgadzam. Jednak co w przypadku, gdy ten „leser’ w istocie nie będzie się podobał ze względu na odmienne poglądy, a nie dlatego, że nie wypełnia swoich obowiązków?

Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie bronię osób niesolidnych, wiem, że takie są, jak w każdym zawodzie. Chodzi mi tylko o tzw. układy - układziki. Czy każdy dyrektor będzie obiektywny? Nie wiem, jakie jest rozwiązanie, bo to, że wszystkich pod jedną kreskę wziąć nie można to się zgadzam.
Jedna z „naiwnych”