Ola Ozga wicemistrzynią Polski: jestem zbyt uparta, żeby się poddać

Dział: Sport
08/07/2019 - 08:29

Aleksandra Ozga z Radomska zdobyła srebrny medal w biegu na 100 m przez płotki podczas 73. Mistrzostw Polski w Lekkiej Atletyce do 20.

 ozga2

Ola jest córką byłego trenera RKS Rafała Ozgi, który w dalszym ciągu koordynuje pracę z drużynami młodzieżowymi w radomszczańskim klubie. Radomszczanka, która jest wychowanką Daniela Wróblewskiego ze Strzałkowa, od dwóch lat trenuje w RKS Łódź pod okiem trenera kadry narodowej sprinterów Tadeusza Szablewskiego, osiągnęła wynik 14.18 sek. To jej życiówka.
- Lekka atletyka od zawsze byłam moją pasją, moim życiem. Bez względu na to jakie wyniki uzyskiwałam, czasami lepsze, innym razem gorsze, mój zapał nigdy nie gasł. Zmieniając barwy klubu z LUKS Strzałków na RKS Łódź liczyłam się, z tym, że będzie mi ciężko pogodzić naukę w liceum z treningami w Łodzi. Zmęczenie, codzienne treningi, dojazdy kilka razy w tygodniu do Łodzi, szkoła. Jednak jestem zbyt uparta, żeby się poddać. Od stycznia tego roku do lipca miałam pięć obozów, ostatni skończył się kilka dni przed mistrzostwami Polski. Z obozu w Bydgoszczy pojechałam do Raciborza. Wiedziałam, że mam szanse na medal, według ogólnopolskiego rankingu zajmowałam 5 pozycję, ale na płotkach wszystko może się zdarzyć. W dniu biegu, czułam się szybka jak nigdy wcześniej, czułam, że to mój dzień, bez względu na to, czy dostanę się do finału czy nie, wiedziałam, że jestem doskonale przygotowana przez trenera i zadowolona z minionego sezonu.
W biegu eliminacyjnym Ola była druga, z nowym rekordem życiowym, który poprawiła w finale.
- Były łzy, była radość, ale emocje musiałam odłożyć na później, żeby nie rozpraszać się przed finałem. Wchodząc w bloki byłam gotowa, usłyszałam strzał i pobiegłam. Do pierwszego płotka dobiegłam ostatnia, zbyt wolny start, w dodatku mój niski wzrost, powodował, że wśród tak wysokich zawodniczek, byłam przytłoczona. Z każdym metrem doganiałam moje rywalki, gdy wbiegałam na metę wiedziałam, że jestem druga, ale nie wierzyłam, dopóki moje nazwisko nie wyświetliło się na tablicy. Wtedy był krzyk, łzy, radość i niedowierzanie. Tych emocji nie da się opisać, to trzeba przeżyć - opowiada.
Potem były gratulacje, wiadomości i telefonów.
- Tyle, że nie mogłam nadążyć. To było moje marzenie, które stało się rzeczywistością. Jestem wdzięczna każdemu, kto przyczynił się do tego, że mogłam stanąć na podium. Teraz przygotowuje się do kolejnego sezonu z jeszcze większym zapałem. Sport jest nieobliczalny. Może ten medal będzie jedynym sukcesem w tak wielkiej imprezie w jakiej startowałam, a może to dopiero początek czegoś większego. Tego nie wiem. Wiem tylko, że lekka atletyka to moja największa pasja i to się nigdy nie zmieni. Każdemu w podobnym wieku życzę na znalezienie swojej własnej drogi, niekoniecznie związanej ze sportem - dodaje na koniec.