Nie chciał płacić za parking przy szpitalu. Ukradł bilet parkingowy starszemu panu

Dział: Tylko u nas
04/02/2020 - 09:29

Starszy, na oko 90-letni mężczyzna podchodzi do kółka w holu szpitala. Kółko to punkt informacyjny, tak nazywają go pracownicy. Mężczyzna jest roztrzęsiony, bo nie może wyjechać ze szpitalnego parkingu. - A ma pan bilet? - pada pytanie. - Ten pan mi nie dał - brzmi odpowiedź. Jaki pan? Po przejrzeniu monitoringu okazuje się, że starszy pan został bezczelnie okradziony przez kogoś, kto nie zamierzał płacić za parkowanie

 parkomat szpital 

Nowy system parkingowy w Szpitalu Powiatowym wciąż sprawa problemy. A to ktoś spóźni się o kilka minut i darmowy kwadrans nie obowiązuje, biletu nie można zeskanować i trzeba się wracać spod szlabanu, żeby jednak zapłacić za postój. Reszta kierowców czeka w korku i denerwuje się, że oni także przekroczą pierwsze darmowe 15 minut.

A to ktoś zapomni zabrać biletu wjeżdżając na parking i potem w kółku słyszy, że to niestety będzie go kosztować, bo wyjechać z parkingu bez tego kwitka się nie da, drugiego wydrukować nie można, bo liczba wyjazdów musi się zgadzać z liczbą wyjazdów. Kara za brak biletu to 50 zł. Jak za pół dnia parkowania przed szpitalem. Trzeba iść i się tłumaczyć, liczyć na dobrą wolę, że jednak kary egzekwować nie będą.

- Przyznaję, że ja tak zrobiłem - mówi pan Dariusz, który był w szpitalu wczoraj. - Guzik nacisnąłem, szlaban się podniósł i wjechałem. O bilecie zupełnie zapomniałem. Zaparkowałem i wtedy zorientowałem się, że będzie problem. Wróciłem do szlabanu przy wjeździe, ale oczywiście biletu już nie było. Może wiatr go zwiał, a może ktoś go sobie zwyczajnie wziął i zamiast oddać w punkcie informacji, ordynarnie z niego skorzystał. Za mną pani też wjechała i też biletu nie wzięła, oczywiście zniknął. Pewnie musiała się tłumaczyć tak jak ja.

Na początku niektóre z osób przyjeżdżających do szpitala miały jeszcze inny pomysł na darmowe parkowanie, który już nie działa. Osoby płacące za parkowanie, urządzenie znajduje się w holu, drukowały, ale nie zabierały ze sobą pokwitowania, na którym jest ten sam kod kreskowy co na bilecie. I można go zeskanować wyjeżdżając. Zdziwieni byli ci, którzy nie byli w stanie wyjechać mimo że zapłacili, bo ktoś skorzystał z ich nieuwagi.

Nie można tak, to trzeba wymyślić coś innego. Jak mężczyzna, którego nagrały kamery szpitalnego monitoringu.

- Przepraszam, ale mam kłopot, nie mogę wyjechać - mówi wyraźnie zdenerwowany starszy mężczyzna do pracownika kółka. - A ma pan bilet? - pada pytanie. - Ten pan mi nie dał - brzmi odpowiedź. Jaki pan? - No ten przy szlabanie, jak wjeżdżałem - opowiada. Tylko, że system jest automatyczny, nie ma żadnego pracownika, który by go obsługiwał. Trzeba spojrzeć w nagranie.

Na filmie mężczyzna w średnim wieku. Przez jakiś czas stoi blisko wjazdu, obserwuje samochody. Czeka na kogoś? Widać, jak do szlabanu podjeżdża starszy mężczyzna z żoną. Próbuje wydrukować bilet, ale nie ma kłopoty. Obserwujący to mężczyzna podchodzi, naciska guzik, szlaban się podnosi, tico wjeżdża na parking. Bilet zostaje w dłoni nieznajomego. Nie wiadomo jakim autem przyjechał ani kiedy wyjechał, wiadomo na pewno, że skorzystał z biletu, który nie był jego. Okradł starszego mężczyznę, bo nie chciał zapłacić za postój. Nie wiadomo jak długi. Czy chodziło o kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt zł. Ważne, że ukradł.

W kółku spisano protokół, że bilet parkingowy został skradziony, starszy pan nie musiał zapłacić 50 zł kary.