Korki do wyjazdu z parkingu szpitala. Często sami jesteśmy sobie winni

Dział: Tylko u nas
09/01/2020 - 09:12

- Chcecie dobry temat? - w słuchawce głos mężczyzny, lekko przytłumiony, jakby rozmawiał przez zestaw głośnomówiący w samochodzie. - To przyjedźcie na parking szpitala i zobaczcie co się dzieje - rzeczywiście stoi w kolejce do wyjazdu. W korku. Mini, ale jednak. - No cóż, potrzeba trochę czasu, żeby ludzie się do tej nowości przyzwyczaili - mówi dyrektor Piotr Kagankiewicz, kiedy pytamy: co się dzieje?

parkomat szpital 

Nowy system parkingowy działa od niedawna, a już wywołał wiele kontrowersji. I skarg niezadowolonych kierowców. Niektórzy z nich z pretensjami poszło nawet do gabinetu dyrekcji, żeby pożalić się a to na cenę, a to na zasady, które mocno się zmieniły. Inni stanęli w korkach. Tak, w korkach. Pewnie, że nie takich wielkich jak na ulicach, ale jednak. Czasem w kolejce do szlabanu przy wyjeździe z parkingu przy Szpitalu Powiatowym stoi po kilka, a nawet kilkanaście aut. A w nich coraz bardziej zdenerwowani kierowcy. Bo ile można czekać? - A ja to nawet karetkę w tym korku widziałem - słyszymy od kogoś, kto czas na oczekiwanie wykorzystał na wybranie numeru do redakcji.

Uspokajamy. Jeśli karetka stała w tym korku, to na pewno nie jechała do pilnego wezwania. Gdyby to był nagły wypadek, to pojechałby drugim pasem, który zawsze jest wolny. Kierowcy ustawiają się po lewej, bo trzeba odbić kwitek z parkomatu. A kierowca karetki musi tylko włączyć sygnały dźwiękowe i szlaban podniesie się automatycznie. Tak działa system. Spokojnie, pod tym względem jesteśmy bezpieczni.

No tak, tylko skąd te korki przed szlabanem? Co poszło nie tak?

- No cóż… Kierowcy wjeżdżający na parking potrzebują trochę czasu, żeby się do nowego systemu przyzwyczaić - mówi dyrektor Kagankiewicz i dodaje, że korki to incydenty, nie norma. I wkrótce zupełnie znikną. On jednak chce wyjść frontem do klienta i dostrzega, że czasem małe kolejki tworzą się przy parkomacie, w którym za postój się płaci. Zainwestuje w drugi. I przypomina, że jeśli kierowca wjeżdża tylko na chwilę, to za pierwszy kwadrans nie płaci. Musi tylko użyć biletu, który został wydrukowany przy wjeździe, i wyjeżdża. Za pierwszą i każdą następną godzinę trzeba zapłacić 3 zł. Podobnie jak w innych miastach. Dzięki temu już teraz widać, że na parkingu jest rotacja i nie trzeba już objeżdżać go kilka razy, żeby znaleźć gdzieś to jedno wolne miejsce parkingowe, bo akurat ktoś wyjechał. To znaczy, że system działa. Raczej nie ma wielu chętnych do zostawienia auta na cały dzień. Piotr Kagankiewicz dodaje, że jeszcze kilka dni, no może kilka tygodni, i żadnych problemów być nie powinno. Na koniec prosi o cierpliwość.

Wracamy do korków. Bo dowiedzieliśmy o kilku sytuacjach, które mogły się do nich stanowczo przyczynić. Częstą jest ta, kiedy kierowca wjeżdżając tylko na bezpłatny kwadrans nie mieści się w czasie. I próbuje wyjechać używając tego wjazdowego, ale już przeterminowanego. Musi się wycofać, żeby jednak zapłacić, blokuje przejazd i korek gotowy.

Przykład drugi: kierowca pierwszego auta w kolejce ma problem z biletem, kod z niego nie chce się sczytać, mijają minuty. Kierowca drugiego auta chce pomóc, on akurat ma kartę, więc używa jej i kierowca pierwszy wyjeżdża. Ten który pomógł podjeżdża bliżej, używa swojej karty i… szlaban ani drgnie. Jest problem, bo system zlicza wjazdy i wyjazdy, muszą się zgadzać. A skoro to auto już wyjechało i nie wjechało ponownie, to mamy kłopot. Trzeba wycofać, pójść do obsługi, sprawę wyjaśnić. Frustracja w korku rośnie.

Przykład trzeci, już niemożliwy do powtórzenia. Parkomat do niedawna wydawał paragony. Bo nóż ktoś jest w delegacji i potrzebuje do rozliczenia, więc taka opcja była. Czasem ktoś tę opcję wcisnął, choć rachunku nie potrzebował, i kwitek zostawał w parkomacie. Ktoś inny kwitek brał i wyjeżdżał z parkingu na ten właśnie kod kreskowy, nie płacąc za swój postój. Ten kierowca, który kwitek zostawił, miał w ręku bilet parkingowy, ale już „użyty”. I mimo że zapłacił, to szlaban ani drgnie. Co się dzieje? Znów nerwy, wycofywanie i wyjaśnianie. Czyli korek. Dyrekcja widząc co się dzieje zdecydowała o wyłączeniu tej opcji. Teraz rachunek dostaje się inaczej, a nikt nie wyjedzie z parkingu nie płacąc.

Pojawiły się też głosy niezadowolonych pacjentów, że kwadrans to zbyt, że lepiej, żeby pierwsze 20 minut, a najlepiej to pół godziny było bezpłatne. Dlaczego? Bo to często wystarczy, żeby zaparkować, wejść do lekarza na krótką chwilę, choćby po receptę, i wyjechać. Czasem brakło kilkudziesięciu sekund, czasem kilku minut, i znów trzeba było wracać do parkomatu. No cóż, korek…

Piotr Kagankiewicz pytany o takie sytuacje przypomina, że ten kwadrans ma służyć tym, którzy podwożą kogoś do lekarza, albo odbierają z przychodni czy szpitala. Czyli podjeżdżają i za kilka minut odjeżdżają. Na pewno nie jest to kwadrans na jakąś sprawę do lekarza.