„Jestem z rodziny, staram się zrozumieć". 17-latek zginął potrącony przez opla

Dział: Aktualności
18/09/2020 - 08:32
Dzisiaj to miejsce wygląda zupełnie zwyczajnie, tak, jakby wczoraj wieczorem nie doszło tam do tragedii, jakby 17-letni chłopak nie zginął. Jakby pojechał dalej na rowerze i wrócił bezpiecznie do domu. Niestety.

- Tu nic nie słychać, teraz to mamy tu ruch taki, że tylko szum samochodu za samochodem - mówi mężczyzna, który mieszka kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym wieczorem w środę 16 września potrącony został 17-letni rowerzysta. Chłopak nie miał szans. Zginął na miejscu.

W tej części drogi krajowej nr 91 są zaledwie trzy domy. Jeden obok drugiego. - Jak wyszliśmy z sąsiadem zobaczyć co się dzieje, to ten chłopak już w worku leżał.

Proszę, żeby pokazał gdzie to było. Idziemy poboczem, obok nas co chwilę przejeżdżają ciężarówki, jedna za drugą. Mężczyzna mówi, że ten ruch nie maleje nawet w nocy. Odkąd autostradę zaczęli budować. - A jak tam coś przymkną i wszystko idzie tędy, to korek zaczyna się praktycznie u nas - w końcu znajdujemy lukę i możemy przejść, a właściwie przebiec na drugą stronę jezdni. Chwilę idziemy i wreszcie pokazuje: - Tutaj leżał.

miejsce potrącenia2

Kilkanaście godzin po wypadku w miejscu potrącenia 17-latka nie ma już żadnych, nawet najmniejszych śladów tragedii

Dodaje, że on i sąsiad wyszli jakieś pół godziny po potrąceniu. - Bo pies zaczął bardzo ujadać - wyjaśnia. - Zjechało się sporo samochodów, koguty migały, zrobiło się głośno, to szczekał. A my w domach to tu nic nie słyszymy, zwłaszcza jak telewizor jest włączony.

Asfalt wygląda zupełnie normalnie. Nie widać śladów opon, nie ma nawet najmniejszego kawałka szkła.

- Dzisiaj policjanci byli jeszcze i czegoś szukali. Ale jak widać posprzątane bardzo dokładnie, nic nie zostało - prowadzi kilkadziesiąt metrów od miejsca, gdzie leżało ciało, w stronę Fryszerki. - Odtąd policjant tym specjalnym kółkiem mierzył – opowiada. Jeszcze kilka metrów w dół i w lesie przy drodze, zaraz za rowem, widać biały krzyż i znicze. - A to stary wypadek, sprzed 16 lat. Też chłopak zginął - słyszę.

Wracamy. Żeby przejść na drugą stronę trzeba poczekać kilka minut i znaleźć sporą lukę, bo tu wolno 90 km/h. Nikt nie zwalnia.

- To młody kierowca, może niedoświadczony, a może narwany, jak to młody… Kto to wie - wraca do domu. Zanim wejdzie na swoje podwórko rzuci jeszcze, że kierowca musi być z okolic. - Sąsiad mówił, że on do pracy jechał. Wpół do dziesiątej było, pewnie do któregoś z zakładów na strefie.

W tym czasie samochód jadący od Fryszerki skręca w prawo. Parkuje na poboczu. Wysiada mężczyzna w wieku na oko pięćdziesiąt kilka, może sześćdziesiąt lat. Zaczyna iść poboczem. Uważnie wpatruje się w trawę i asfalt. Twarz zacięta, skupiona. Krok za krokiem zbliża się do miejsca wypadku.

Pytam, kim jest. Można pomyśleć, że policjant, ale przecież nie byłby sam. - Jestem z rodziny - odpowiada. Czy szuka czegoś w związku z potrąceniem? Jakiegoś konkretnego przedmiotu? - Jeszcze nie wiem - idzie dalej.

Kiedy samochodów jest mniej udaje mi się przebiec. Doganiam go już za białym krzyżem. Mówię, że to było wcześniej. Zawraca. Mówię mu to, co usłyszałem od mieszkańca jednego z domów. O miejscu wypadku. Pytam jeszcze raz: czego pan szuka? - Nie wiem, staram się zrozumieć… - milknie.

Też zauważa, że nie został właściwie żaden ślad. - Na zdjęciach w internecie widać, że szyba wpadła do środka - opowiada o samochodzie. - I widać, że „wziął” go na lusterko wsteczne w środku. Czyli uderzył go centralnie środkiem auta - analizuje.

Rozmawiamy chwilę o kobiecie, która jechał obok 17-latka. Wszyscy zastanawiają się czy to przypadkowa osoba, czy może dziewczyna? - Nie wiem, możliwe. Nie chwalił się.

Zatrzymuje się, po chwili odwraca i znów idzie w stronę Fryszerki. Cały czas czegoś szuka.

Był prawidłowo oświetlony

Rower, na którym jechał 17-latek. Był prawidłowo oświetlony, mówią policjanci. Naczelnik radomszczańskiej drogówki podinspektor Mariusz Pawłowski wylicza, że chłopak miał przy rowerze czerwone światło z tyłu i białe z przodu. Dokładnie tak, jak mówią przepisy. Dodaje, że zgodnie z kodeksem, tyle jest wymagane. I jeszcze czerwone światełko odblaskowe. Winy rowerzysty nie można zakładać.

Jeśli chodzi o kierowcę, to, przynajmniej na tym etapie, tak. Oczywiście ostatecznie ustalenia poznamy dopiero po przeprowadzeniu śledztwa. Na razie można zakładać, że kierowca się zagapił, nie zauważył rowerzysty, wykonał manewr wyprzedzania nieprawidłowo.

Ustalono już, że 17-latek wyprzedzał jadącą przed nim rowerzystkę, a w tym samym czasie kierowca opla rozpoczął wyprzedzanie rowerzysty. Tragiczne w skutkach.

Każda wersja zostanie dokładnie sprawdzona.

Policjant radzi, by zadbać nie tylko o oświetlenie roweru. Warto wydać zaledwie kilka złotych na kamizelkę odblaskową. - Widać ją z bardzo daleka - zaznacza. I przyznaje, że ruch na tzw. starej trasie, czyli DK91, jest bardzo duży. A to oznacza, że poziom bezpieczeństwa na tej drodze jest o wiele niższy niż kiedyś.

- Niestety, nawet kiedy samochód jedzie z prędkością 30 km na godzinę, to rowerzysta, czyli niechroniony uczestnik ruchu, jest bardzo narażony nie tylko na poważne obrażenia, ale nawet śmierć - mówi szef drogówki.