Gdy ciała jest w nadmiarze: „Dzieci też walczą z otyłością. I wygrywają"

Dział: Aktualności
05/09/2021 - 18:59
Rodzina normalnie się odżywiała, posiłki nie były nazbyt obfite, porcje nie były duże. A dziewięcioletni Miłosz tył. W maju problem nadwagi był już poważny. Rodzice zdecydowali, że chłopiec powinien zostać zdiagnozowany. Trafił na kurację
Katarzyna Snochowska, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Tyją wszyscy: dzieci, młodzież i dorośli. Problem nasilił się podczas pandemii. Można mówić już o pladze otyłości wśród dzieci. Są jednak tacy, którzy z nią walczą: Miłosz i Radosław. Bronią jest dieta i sport.

Nie zawsze problem z nadwagą wprost wynika z trybu życia. Bywa, że leży głębiej: w predyspozycjach zdrowotnych lub psychice. A jeśli w dodatku dziecko mało sypia, dochodzi do zaburzeń. - Jest przemęczone. Zaburzony jest wówczas ośrodek sytości i głodu. Wówczas częściej sięga po przekąski. W dodatku spędzając sporo czasu przed komputerem. Częściej są zestresowane, a stres zajadają - mówi Marta Skulimowska-Marchwińska, dietetyk z Naturhouse w Radomsku.

O połowę więcej

Miłosz ma dziewięć lat. Jeszcze dwa miesiące temu myślał o sobie, że jest gruby. Dzisiaj chwali się płaskim brzuchem. Jest zdeterminowany. - Na początku nie czułem, że byłem gruby. Potem do mnie doszło, że tak jest. W szkole dzieci mówiły, że jestem gruby. Postanowiłem się zmienić - mówi Miłosz.

Dzieci w swojej bezpośredniości potrafią być bezwzględne. Chłopiec o swoim problemie opowiedział rodzicom. Zapadła decyzja: idziemy do dietetyka. - Zauważyliśmy, że coś jest nie tak, bo mimo, że Miłosz nie pił gazowanych, słodkich napojów, nie opychał się słodyczami, to zaczął tyć - mówi ojczym Miłosza, pan Kamil.

Rodzina normalnie się odżywiała, posiłki nie były nazbyt obfite, porcje nie były duże. A dziecko tyło. W maju problem nadwagi stał się poważny. Rodzice zdecydowali, że chłopiec powinien zostać zdiagnozowany. Wykonano badanie krwi.

[CZYTAJ] Fałszywe certyfikaty covidowe można kupić za 1600 zł. Nam zajęło to ledwie kilka godzin

Miłosz z ojczymem Kamilem i dietetk Martą Marchwińską Skulimowską

Miłosz z ojczymem Kamilem i dietetyk Martą Marchwińską Skulimowską

- Wątroba źle rozkładała tłuszcze. Działała nieprawidłowo. Chcieliśmy to zmienić. Poszliśmy do dietetyka, bo przy pomocy diet z internetu bardziej można zaszkodzić niż pomóc - mówi ojczym Miłosza.

Na kurację najczęściej trafiają dzieci z otyłością. Co oznacza, że zawartość tkanki tłuszczowej przekroczyła 25 procent ich masy ciała. Jest to badane przy pomocy specjalnego urządzenia.

Miłosz był właśnie dzieckiem z otyłością. Chłopiec nie unikał aktywności fizycznej. Wręcz przeciwnie: trenował lekkoatletykę w jednym z radomszczańskich klubów. Do tego rower, hulajnoga, spacery. Ale problem nie znikał. W dodatku nastała pandemia, dzieci zostały unieruchomione w domach, przed komputerami.

- Przed pandemią chodziłem na KBKS. Biegałem, ćwiczyłem. Do tego mam pieska i szaleję z nim na dworze. Potem już był zakaz - mówi Miłosz. Treningi powróciły. Jednak Miłosz nie spalał zbędnej tkanki tłuszczowej. - Przy wyborze dietetyka kierowaliśmy się opiniami w internecie. Były bardzo pozytywne. Przy takiej pomocy trzeba zachować systematyczność. Widzimy się co tydzień. I wtedy jest dzień rozliczenia - mówi ojczym Miłosza.

Jak podkreśla Marta Skulimowska-Marchwińska, przez pandemię przybyło dzieci i nastolatków cierpiących na nadwagę.

- W porównaniu do poprzednich lat mogę śmiało powiedzieć, że o pięćdziesiąt procent zwiększyła się liczba dzieci biorących udział w kuracji. To ogromny wzrost. Dotyczy zwłaszcza młodzieży w wieku 15-16 lat - mówi dietetyk.

Dzień pierwszej wizyty to było ważenie i pytania o ulubione jedzenie. Po tygodniu kolejne odwiedziny. - Wtedy bardzo się stresowałem. Nie wiedziałem czy waga spadła. Choć podszedłem do tego ambitnie - mówi dziewięciolatek.

Okazało się, że już na początku trud się opłacił. - Ten tydzień nawet nie był taki trudny, bo okazało się, że to jedzenie jest dobre. Pamiętam, że był jogurt z owocami. I ryba. Ale nie smażona. Dałem radę - mówi Miłosz.

Z diety wyeliminowano słodycze i inne przekąski. Choć podczas wakacji zdarzyło się odstępstwo. - Napiłem się oranżady podczas zwiedzania muzeum PRL-u i zjadłem szyszkę. Ale niespecjalnie mi smakowała - zdradza Miłosz.

Chłopiec twierdzi, że nie ma problemu z dyscypliną. - Pierwszy dzień na diecie jest najgorszy. A potem to już jakoś idzie. Mam cel: chcę być zdrowy i szczupły - mówi. Zauważa zmiany. - Kiedyś byłem taki, a teraz jestem taki! - mówi pokazując zaokrąglony brzuszek, a następnie podkreślając gestem jego obecny kształt:

Znajomi i koledzy składają mu gratulacje. Widzą, że zeszczuplał. Miłosza bardzo to cieszy. Ojczym mówi, że trener także dostrzega różnicę. Sam chłopiec mówi: - Dziesięć okrążeń na bieżni robię tak nawet spoko, normalnie.

W klasie Miłosza jest jeszcze jeden chłopiec, który ma problem z nadwagą. - Będę mu radził, aby spróbował schudnąć. Będę mu polecał - mówi.

Miłosz nie jest już otyły. Ma jeszcze kilka zbędnych kilogramów. Ale cierpliwie nad tym pracuje. W pracy pomagają mu rodzice, którzy regularnie przygotowują mu posiłki zgodne z wytycznymi dietetyka. Jedzą wspólnie to samo. Nawet ojczym, który wcześniej stronił od kuchni, aktualnie przyrządza potrawy dla całej rodziny. - Choć sam nie lubi, robi lepszą rybę od mamy - mówi Miłosz.

W diecie chłopca najważniejsze są owoce i warzywa, serwowane do każdego praktycznie posiłku. Dieta jest zbilansowana. Ważna jest także regularność. - Wspieramy się suplementacją naturalną. Na bazie ziół, owoców i warzyw. W kuracji chodzi o to, żeby nauczyć się zdrowych nawyków żywieniowych - mówi dietetyk.

Widać pewność siebie

Radosław ma czternaście lat. Od kilku lat trenuje boks. Na pierwszy trening zawiozła go mama. Do Radomska, bo w ich miejscowości nie ma takich możliwości.

- Jestem nawiedzoną matką i trzy razy w tygodniu wiozę dziecko na trening. I efekty widzę. W lutym miną trzy lata odkąd trenuje. Postęp jest niesamowity. Widać gołym okiem - mówi pani Ewa, mama Radka.

Z jednej strony w mniejszych miejscowościach brakuje miejsc, gdzie dzieci mogłyby rozwijać się sportowo, z drugiej - często im samym na tym nie zależy. - U nas w miejscowości są dwie osoby, już prawie dorosłe, które tańczą. I mój syn. Na tym lista sportowców się zamyka - mówi mama Radka.

Niekiedy wystarczy wzrost aktywności fizycznej, aby pozbyć się zbędnych kilogramów. Wsparty dodatkowo wyrzuceniem z jadłospisu tzw. śmieciowego jedzenia. Tak było w przypadku Radka. - Wraz z mężem podjęliśmy decyzję, że wyślemy syna na treningi bokserskie. Wcześniej trenował karate, ale to nie było to. Od koleżanki dostałam numer do trenera Sztangreciaka i się zaczęło. Początki nie były łatwe - mówi pani Ewa.

Później chłopak załapał bakcyla. - Syn zauważa różnicę w swoim wyglądzie. Widzę, jak spogląda na siebie w lustrze. Widać pewność siebie - mówi mama Radka.

Kiedyś o chłopcu można było powiedzieć, że jest pulchniutki. - Ja się zawsze czepiałam, żeby nie jadł tego czy tamtego. Ale on szybko z tego wyrastał. Obecnie mierzy 196 cm. Jest najwyższy w klasie - mówi pani Ewa.

[CZYTAJ] Notarialne transakcje nieważne. „To było grzecznościowe zobowiązanie prezydenta"

Zanim Radek zaczął trenować, nie posiadał koordynacji ruchowej. Mięśnie były wiotkie. - Żeby efekty były zadowalające, sport musi być połączony z ograniczeniem jedzenia. Tym bardziej w przypadku zawodnika, który musi utrzymywać się w wadze. Dlatego wskazane są brokuły, papryka, na śniadanie jedno jajko. Bez podjadania. I zero słodyczy - mówi pani Ewa.