[ROZMOWA] Ewa Kuśmierczyk i Morsy z Radomska: Chcemy rozruszać to miasto

Dział: Aktualności
14/09/2019 - 10:10

Jeśli prominentny działacz samorządowy sugeruje nam wycofanie się z imprezy, to człowiek się zastanawia: po co mi to? Ale zaraz pojawia się myśl: przecież to nie tylko jego miasto, nasze też. Więc działamy - o przygotowaniach do Piwnej Mili, wyrwaniu Radomska ze sztampy oraz promowaniu aktywności i zdrowego trybu życia rozmawiamy z Ewą Kuśmierczyk ze stowarzyszenia Morsy z Radomska

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Czy Morsy z Radomska biorą się za propagowanie alkoholizmu?

EWA KUŚMIERCZYK: - Yyyyy… skąd ten pomysł?

Z internetu. Gdy ogłosiliście, że organizujecie Piwną Milę, takie właśnie pojawiły się komentarze. Czytała pani?

- Czytałam, czytałam. Myślę, że one biorą się z nieznajomości tematu. Niektórzy komentują i dosyć pochopnie wyrażają swoje opinie w internecie, nie znając szczegółów, nie wiedząc, skąd pomysł i jaka jest jego idea. Nie przejmowałabym się tym.

Wyjaśnijmy czytelnikom, czym jest Piwna Mila.

EWKA KUSMIERCZYK

(Ewa Kuśmierczyk przed morsowaniem)

- Imprezę wymyślono w latach 80., została rozpropagowana w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Potem rozeszła się po świecie. Jest skierowana do środowisk biegowych. Zasady są proste: uczestnicy biegną 400 metrów, piją jedno piwo i biegną kolejne 400 metrów. Tak cztery razy.

Małe piwo czy duże?

- Małe. W regulaminie stworzonym przez Amerykanów jest 0,33 litra i u nas też tak będzie. Piwna Mila ma integrować środowiska biegowe, taki jest jej zamysł. Takie imprezy odbywają się w Bydgoszczy, w Toruniu - tam nawet kilka razy w roku - w Tychach. Jeżeli komuś się wydaje, że to propagowanie picia, to jest w błędzie. Myślę, że takie rozumienie intencji wynika z niewiedzy.

Mieliście jakieś problemy podczas przygotowań? Ktoś wam podkładał nogę?

- W związku z tym, że Morsy z Radomska to już formalnie zarejestrowane stowarzyszenie i twór prawny, wszystko robimy zgodnie z literą prawa. Więc trudno byłoby nam podłożyć tę nogę, o którą pan pyta. Były jedynie jakieś sugestie w mediach społecznościowych.

Jakiego typu?

- Że powinniśmy z tego zrezygnować.

Kto sugerował?

- Różne osoby, także prominenci radomszczańscy. Mam nadzieję, że to były reakcje bardzo spontaniczne, a po przemyśleniu podejście do Piwnej Mili się zmieni. Ale uważam, że to bardzo dobrze, że ta impreza wywołuje takie emocje. Najgorsze są wydarzenia, które po wszystkim spływają, a po pięciu minutach nikt o nich nie pamięta. Piwna Mila nie jest przymusowa, jeśli komuś pomysł się nie podoba, nie musi brać w tym udziału.

Kiedy Piwna Mila się odbędzie i gdzie?

- 22 września w Zakrzówku Szlacheckim. Robimy to w Kajakowie, oni udostępniają nam swój teren. Będzie wyznaczona trasa, muzyka, dwa posiłki regeneracyjne dla biegaczy. No i oczywiście bieg z czterema małymi piwami.

Każdy się może zapisać?

- Hm… to jednak impreza skierowana do biegaczy, warto liczyć siły na zamiary. Trzeba przebiec kilometr sześćset metrów. Dla kogoś, kto w ogóle nie biega, to nie będzie takie proste. Zapisy są elektroniczne. Mieliśmy sygnały od osób, które chętnie wzięłyby udział, ale nie lubią piwa, więc dla nich przygotowaliśmy taką 20-osobową falę bezalkoholową.

Jak środowiska biegaczy z Radomska przyjęły ten pomysł?

- Różnie. Niektórzy są zachowawczy, przyglądają się i czekają, co zrobią inni. Kolejni się zapisują. W powiecie jest kilka klubów biegowych, my chcemy tą imprezą podsumować sezon. Mamy bardzo dużo zapisów z Pajęczna, Wielunia, Częstochowy. W tym ostatnim mieście kiedyś organizowano Piwną Milę. Biegacze biegli z pubu do pubu. U nas tego nie da się tak zorganizować, bo nie mamy tylu lokali.

W ubiegłym roku zaczęliście propagować w Radomsku morsowanie. Teraz się sformalizowaliście i założyliście stowarzyszenie. Jak się nazywa?

- Oczywiście Morsy z Radomska. W czerwcu zostało zarejestrowane w starostwie powiatowym. Założyliśmy je, żeby łatwiej było nam organizować imprezy o troszeczkę innym charakterze i bardziej odważne niż te, które w mieście robiono do tej pory.

Co to znaczy „odważniejsze”?

- Z pełnym szacunkiem podchodzimy do tego, co się dzieje w Radomsku. Takie imprezy jak Dni Radomska, śpiewanie pieśni patriotycznych czy festyny są na pewno potrzebne, ale w mieście jest też grupa osób, które potrzebują czegoś więcej. Jeździmy do innych miast, patrzymy, co się tam dzieje, widzimy, jak spędzają wolny czas nasi koledzy z Łodzi, Torunia, Częstochowy, Warszawy i chcemy trochę takich inicjatyw przenieść na nasze podwórko. Morsy z Radomska w swoim regulaminie mają bardzo szeroki zakres działania. Jest i propagowanie zdrowego trybu życia, i promowanie naszego powiatu.

Ten zwrot „z pełnym szacunkiem” to chyba jakiś eufemizm? Czy chodzi o to, że u nas nudno?

- No trochę tak. Przykro jest to mówić, ale czy radomszczanin ma wpływ na to, co robi urząd miasta czy starostwo? Raczej nie. Więc próbujemy sami to miasto rozruszać. Piwna Mila to nie jest nasza pierwsza impreza. W lutym zrobiliśmy Wielkie Radomszczańskie Morsowanie, na którym bawiła się ponad setka morsów z różnych miast.

Prosiliście wtedy kogoś o pomoc?

- Prosiliśmy urząd miasta o namioty i toalety, ale wtedy nie było formalnej możliwości, bo nie byliśmy zarejestrowani. Teraz jesteśmy, więc mam nadzieję, że współpraca dla obu stron będzie łatwiejsza. Już wiemy, że będzie następna edycja. Kilka dni temu dzwonił do mnie nawet organizator podobnej imprezy z innego miasta, byśmy sobie zgrali terminy, by się nie nałożyły. Wie pan, dlaczego to takie ważne? Dam panu przykład: 10 sierpnia w Radomsku odbędzie się Radomsko Extreme. W tym samym dniu organizowana jest impreza dla bardzo podobnej grupy uczestników - Katorżnik w Lublińcu. Bieg ma 14-letnią tradycję i termin znany od dawna. Radomsko Extreme i Katorżnik to nie są biegi dla wszystkich, to jest wąska grupa biegaczy, która planuje starty z dużym wyprzedzeniem. U nas chyba ktoś po prostu nie sprawdził. Znam ludzi z Radomska, którzy chętnie by w biegu radomszczańskim wzięli udział, ale już dawno temu zapisali się na Katorżnika. To podstawowa sprawa: jak się ustala datę, to sprawdza się kalendarz podobnych imprez na cały sezon.

Chcecie wyręczyć instytucje w organizacji takich wydarzeń?

- W żadnym wypadku. Morsy z Radomska to grupa osób dojrzałych, którzy gdzieś tam byli, coś widzieli, wiedzą, jak inne miasta się rozwijają pod względem sportu, rekreacji, pomysłów na spędzanie wolnego czasu. U nas jest trochę sztampowo. Jak sobie oglądałam program radomszczańskiego „Lata w mieście”, to z całym szacunkiem, ale zapytam: ile osób nad tym siedziało i myślało? To propozycje dla dzieci i osób starszych, a środek, jak my, musi jeździć do innych miast.

Może to kwestia demografii? Instytucje przygotowują imprezy dla starszych, bo ich jest więcej.

- No to niech pan spojrzy na piramidę wieku. Jednak najwięcej jest ludzi między trzydziestką a pięćdziesiątką. My wzięliśmy sprawy w swoje ręce i idziemy trochę pod prąd, ale przecież w wolnym kraju żyjemy i w wolnym mieście. Choć dostajemy trochę po głowie.

Od kogo?

- Jeśli prominentny działacz samorządowy sugeruje nam wycofanie się z imprezy, to człowiek się zastanawia: po co mi to? Ale zaraz pojawia się myśl: przecież to nie tylko jego miasto, nasze też. Więc działamy. Na Piwną Milę zapisało się już 60 osób, wkrótce lista się zapełni. Mamy nadzieję, że radomszczan będzie jak najwięcej.

Trudno wziąć sprawy w swoje ręce?

- Nie jest trudno, trzeba tylko chęci. Trzeba wstać, ubrać się, wyjść z domu i zapukać do kilku drzwi, a nie tylko gadać. Sponsorów Piwnej Mili mieliśmy zanim ruszyły zapisy. Ludzie chcą pomagać. Morsy to grupa ludzi, którzy nie szukają interesów, ale chcą wspólnie ze sobą spędzać czas. Potrafimy się zorganizować zupełnie spontanicznie. Na przykład w drugi dzień Świąt Wielkanocnych zrobiliśmy 60-osobowy spływ kajakowy. Tak na szybko. Do sezonu morsowego jeszcze co najmniej trzy miesiące, a ja już mam pytania od nowych osób, jak się przygotować. Więc przypomnę: najpierw spytać swojego lekarza, czy nie ma przeciwwskazań. A potem przyjść do nas.

Zaczepiali was już politycy albo samorządowcy?

- W jakim sensie?

Smalili do was cholewki? Dla nich każda grupa zaangażowanych mieszkańców to łakomy kąsek. Można się pokazać.

- Na szczęście nie.

Jakie macie plany?

- Grafik mamy rozpisany na pół roku do przodu. Gdy rozpocznie się sezon morsowy, będziemy się spotykać w każdą niedzielę o godz. 10 w Zakrzówku. W tamtym sezonie morsowaliśmy o godz. 15, ale ta godzina nie jest najlepsza, rozbija dzień. 22 września mamy Piwną Milę. 8-10 listopada płyniemy na morsowanie do Szwecji. Już drugi raz, bo byliśmy w marcu. Zorganizujemy morsowanie świąteczne, będziemy chcieli zagrać z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. No a potem II Radomszczańskie Morsowanie. Tu datę musimy ustalić z morsami z innych miast, by nie było kolizji. W marcu jedziemy na cztery dni morsować do Danii i Szwecji.

Jak się z wami skontaktować?

- Jesteśmy na facebooku, można do nas napisać i obserwować. Zapraszamy wszystkich. I do morsowania, i do stowarzyszenia.

Można się jeszcze zapisac na Radomszczanską Piwną Milę. Zapisy pod tym linkiem