Co się wydarzyło pod Ewiną? Tomasz Nowak przypomina wydarzenia z 1944 roku

Dział: Aktualności
13/09/2020 - 19:26
Wokół tego wydarzenia narosło wiele legend i nieporozumień. Czy pod Ewiną we wrześniu 1944 roku rozegrała się bitwą partyzantów Niemcami, czy to była potyczka, a może ucieczka? Straty wroga oceniano na 100 zabitych i 200 rannych. Dotychczas nikt nie przeprowadził badań w archiwach niemieckich, nie skonfrontowano źródeł polskich z niemieckimi. Tomasz Nowak opisuje tamte wydarzenia

Tomasz Nowak Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

(Tekst opublikowany w Gazecie Radomszczańskiej w 2018 roku)

Co rok na początku września obchodzone są uroczystości upamiętniające bitwę pod Ewiną, jaką stoczyli we wrześniu 1944 roku żołnierze III Brygady AL z Niemcami. Stracie to miało być największą bitwą lewicowej partyzantki na naszych ziemiach. Tak to przedstawiały wszystkie publikacje z okresu PRL. Dziś dla wielu tamtejsze ustalenia są zupełnie niewiarygodne. Jak na razie nikt nie podjął się opracowania na nowo, bardziej krytycznie, dziejów bitwy. A budzi ona duże kontrowersje.

Opierając się na dostępnej literaturze przebieg wydarzeń wyglądał mniej więcej tak:

Planują pacyfikację

Działając na tyłach frontu partyzanci przede wszystkim starali się paraliżować główne węzły komunikacyjne prowadzące na front i do Warszawy, gdzie tłumiono powstanie, zrywać łączność, prowadzić akcje wywiadowcze, wspierać w każdy sposób operacje ofensywne na froncie wschodnim. Wraz ze zbliżaniem się do naszych terenów frontu, taka aktywność wzrastała, także partyzantki lewicowej. By te zadania realizować otrzymywała ona wsparcie w postaci zrzutów broni i kadry oficerskiej. W nocy z 6 na 7 sierpnia na polanie pod Cudkowem partyzanci AL odebrali pierwszy zrzut broni radzieckiej.

EIWNA HISTORCZNE 1

Uczestnicy obchodów 4. rocznicy bitwy. Rok 1948

Miesiąc później w nocy 7 września nastąpił zrzut kilku oficerów. Otrzymanie nowoczesnego uzbrojenia i materiałów wybuchowych wielokrotnie zwiększyło wartość bojowa oddziałów. Przekształcono batalion AL im. gen. J. Bema w III Brygadę Wojska Polskiego im. gen. J. Bema. Dowództwo powierzono Bolesławowi Borucie ps. „Hanicz”, którego wkrótce awansowano do stopnia majora.

W lecie 1944 r. wraz ze stabilizacją frontu na Wiśle w okolicach Radomska następowała konsolidacja wojsk niemieckich, przygotowujących się do obrony na linii Pilicy. Ludność cywilna wykorzystywana była do prac fortyfikacyjnych, głównie do kopania rowów przeciwczołgowych. Zwiększenie aktywności oddziałów partyzanckich, dokonywane zrzuty materiałów i ludzi oraz działalność radiostacji musiały zwrócić uwagę okupanta. Przygotowując w tym rejonie linie obrony nie mogli pozwolić sobie na swobodne działania partyzantki na swoich tyłach.

Wobec tego przystąpiono do akcji pacyfikacyjnych. Do ich przeprowadzenia wydzielono, obok trzech dywizji pacyfikacyjnych, specjalnie przeszkolone do walki z partyzantami jednostki Waffen SS, oddziały żandarmerii oraz pododdziały brygady kawalerii, składające się z Kałmuków i Kozaków. Ponadto w określonych operacjach uczestniczyły także jednostki wojsk pancernych i lotnictwa.

Latem 1944 roku doszło do kilku potyczek AL z Niemcami. 30 lipca 1944 r. stoczono bitwę koło Wygody. W pobliskim Ojrzeniu odbywało się pierwsze posiedzenie Wojewódzkiej Rady Narodowej. W walce poległ m. in. Jakow Salnikow „Jasza”. 2 sierpnia walczono w okolicy św. Anny i Kniei, gdzie zaatakowano kolumnę samochodową Luftwaffe. Także i tu zginęło kilku partyzantów. W początkach września oddział AL ostrzelał niemiecki samolot zwiadowczy, a oddział AK przypadkowo niszczył samochody z żandarmami w okolicach Młynka. Te potyczki dały partyzantom do zrozumienia, że Niemcy planują większą akcję pacyfikacyjną mającą na celu zniszczenie leśnych oddziałów. Hitlerowcy w tym celu ściągali oddziały z Częstochowy, Piotrkowa, Radomska, Włoszczowy i Kielc.

Plan zakładał otoczenie oddziałów partyzanckich na jak najmniejszym obszarze, a następnie zepchnięcie ich na bagnistą równinę w okolicy Hub Kotfińskich i Nadolnika. Z zagrożenia zdawali sobie sprawę stacjonujący nieopodal żołnierze AK, którzy postanowili się wycofać, o czym poinformowali tych z AL. Ci zostali na miejscu, oczekiwali na nowy zrzut broni, zaminowali dojścia do obozu i czuli się bezpiecznie – tak relacjonował Bronisław Skura-Skoczyński w swym pamiętniku.

Stu zabitych

Walki z Niemcami zaczęły się już 9 września. W okolicach Kajetanowic oddział niemiecki zaatakował partyzantów AL bronią pancerną. Wycofano się w rejon Ewiny i tu postanowiono przyjąć bitwę. Walce obronnej sprzyjało też ukształtowanie terenu. Lasy to naturalne miejsce schronienia dla oddziałów partyzanckich, jeśli jeszcze są to tereny bagniste, poprzecinane rzeczkami, strumieniami, to stają się doskonałym miejscem na obóz. Takie naturalne przeszkody uniemożliwiały wkroczenie na ten teren z ciężkim sprzętem wojskowym, zresztą piechocie również przeszkadzały. W takim właśnie miejscu swoje obozy miały oddziały AL.

Sztab brygady znajdował się w leśniczówce Ewina, natomiast poszczególne oddziały rozlokowane były w sąsiednich wsiach. Wydzielono też oddziały odwodowe. Liczono się z tym, że nieprzyjaciel będzie atakował na całej inni, każdy oddział miał więc liczyć przede wszystkim na siebie. Wszystkie oddziały otrzymały rozkaz utrzynania się w lesie do zmroku. Jeśli Niemcy nie opuściliby swoich pozycji, wówczas należało zaatakować i przebić się przez pierścień okrążenia.

  • W nocy 12 września zarządzono alarm.
  • Niemcy zaczęli swoją akcję, ich oddziały wkraczały do okolicznych miejscowości.
  • Okupanci rozlokowali się w miejscowościach położonych w suchym terenie i na wzgórzach wzdłuż dróg głównych i polnych.

Większe oddziały zgrupowali na drodze Gidle-Żytno, zamykając odwrót oddziałom partyzanckim. Na skraju lasu wykopali i obsadzili rowy strzeleckie, aby udaremnić partyzantom przebicie się. Partyzanci, po podjęciu decyzji o nie wycofywaniu się, zaminowali drogi wejściowe. W relacjach partyzantów z AK pojawia się motyw źle oznakowanych pól minowych, w konsekwencji czego wpadali w nie nie Niemcy a sami partyzanci z AL.

Około 9 rano doszło do pierwszego starcia pod wsią Ciężkowice. O godzinie 10.30 Niemcy wkroczyli do lasu na wszystkich odcinkach. Pół godziny później znajdowali się o ok. 1500 m od stanowisk partyzanckich, po godzinie są w odległości 200-250 m. Wtedy nad lasem pojawiły się samoloty, a drogami i gościńcami do lasu wjechały czołgi i samochody pancerne. Niektóre z nich wpadają na miny, wobec czego po jakimś czasie zostały wycofane. Na polu walki zostało kilkanaście takich zniszczonych pojazdów.

Około godziny 12 załamała się obrona w rejonie Małej Wsi, skąd obrońcy wycofali się w okolice Włynic. Tu walczyła m. in. grupa niedawnych dezerterów z utworzonego przez Niemców legionu „turkestańskiego”.

W okolicach Włynic udało się zatrzymać natarcie. Oddział broniący się od strony Kotfina został zepchnięty na mokradła, gdzie dostał się pod silny ogień nieprzyjaciela (także ze strony lotnictwa) i poniósł duże straty (6 zabitych).

Około 14.30 walki wzmogło się niemieckie natarcie w 4 kierunkach. AL zaczynało brakować amunicji, musieli się więc jak najszybciej wycofywać. Partyzantom udało się wyjść z okrążenia około godziny 22.

Gdy wszystkie jednostki zebrały się w punkcie koncentracji podliczono straty. Straty własne wyniosły kilkunastu zabitych, ponadto 11 rannych i kilkunastu zaginionych. Wśród poległych znajdowali się: młody radomszczanin Hieronim Kosela „Skowronek”, częstochowianin Ryszard Siwek „Mrówka” i Henryk Wrona „Gil”, Alfred Gajecki z Przyborowa, radziecki lekarz Aleksander Joseliani, który wcześniej zbiegł ze szpitala Ujazdowskiego w Warszawie, gdzie przebywał jako jeniec i inni.

Straty wroga oceniano na 100 zabitych i 200 rannych (informacje o poległych Niemcach pochodziły ponoć od miejscowej ludności, która oberwała niemieckie poczynania po bitwie). Dziś niektórzy uważają, że są zawyżone. Dotychczas nikt nie przeprowadził badań w archiwach niemieckich odnośnie działań wojennych na ziemi radomszczańskiej. Nie skonfrontowano źródeł polskich z niemieckimi. Na razie nie dysponujemy więc innymi danymi.

Bitwa czy potyczka

W ciągu nocy brygada posunęła się kilkanaście kilometrów na zachód, przekroczyła szosę i linię kolejową Radomsko-Częstochowa i przeszła do lasów koło Kruszyny. W dniach 13-15 września w lasach kruszyńskich dokonano reorganizacji III Brygady. Została podzielona na 4 samodzielne bataliony. W nocy z 14 na 15 września w rejonie Ewiny otrzymano nowy zrzut, który pozwolił na uzupełnienie uzbrojenia.

W relacjach samych uczestników tych wydarzeń (Bolesława Boruty-Hanicza oraz Ryszarda Nazarewicza) pojawiało się pytanie o sens bitwy. Wobec okrążenia oddziału najrozsądniej więc było przenieść oddziały w inne rejony. Jak tłumaczy Ryszard Nazarewicz o przyjęciu bitwy obronnej zdecydowali oficerowie przybili z Lublina. Ich wcześniejsze doświadczenia z tamtego terenu były zupełnie inne niż tu. Tam istniały całe rejony partyzanckie, tu stosunkowo małe powierzchnie lasów, gdzie partyzanci mogli swobodnie przebywać. Nie wzięto też pod uwagę faktu, że duża część partyzantów była słabo przeszkolona, nie posiadała doświadczenia bojowego. Szkolenia na szerszą skalę zaczęto prowadzić nieco wcześniej, gdy zaczęto otrzymywać nowoczesną broń ze zrzutów. Nie doceniono też należycie możliwości militarnych jednostek niemieckich ściągniętych tu wraz z momentem stabilizacji frontu wschodniego.

  • Po raz pierwszy w Ewinie spotkano się już w 1948 roku.
  • Od lat organizacją obchodów w tym miejscu zajmuje się Arkadiusz Ciach, szef powiatowych struktur SLD.
  • Żelaznym punktem uroczystości jest msza święta.

Są przemówienia, czasami asysta wojska, harcerze, atrakcje w postaci pokazów dawnego sprzętu wojskowego, grochówka. Jednym słowem piknik, na który każdy może przyjść.

Wokół wydarzenia narosło wiele legend i nieporozumień. Jedni przyjmują dotychczasowe ustalenia za prawdziwe, inni uważają, że w przypadku Ewiny mamy do czynienia z jednym wielkim kłamstwem, sztucznie wykreowanym mitem zwycięskiej bitwy z Niemcami. Z tego powodu nie powinno się w ogóle obchodzić jakichkolwiek uroczystości. Poza tym istnieje wiele kontrowersji na temat samych przyczyn bitwy, ponoć można było jej uniknąć, i przebiegu.

Pojawia się kilka podstawowych kwestii. Po pierwsze, dlaczego zdecydowano się walczyć i czy była to bitwa czy tylko jakaś potyczka. Po drugie czy była to porażka czy zwycięstwo i wreszcie po trzecie, czy mamy do czynienia z mitem zwycięstwa czy faktycznie z sukcesem partyzantów. Pytamy o to Arkadiusza Ciacha oraz Szymona Zyberynga. Obaj od dawna zajmują skrajne postawy.

Na postawione Szymonowi Zyberyngowi pytanie, bitwa czy potyczka mówi:

- Ucieczka, ani bitwa, ani potyczka. Dla mnie była to ucieczka. Sprawy bitwy pod Ewiną trzeba rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Na jednej płaszczyźnie, na której nie czuję się absolutnie mocny, bo nie jestem taktykiem wojskowości, mogę mówić tylko o faktach. I na takiej płaszczyźnie zagadnienie starcia AL z Niemcami można rozpatrywać. Druga kwestia to ocena Armii Ludowej. Partyzantka ta dostawała duże zrzuty dobrej broni i w porównaniu z AK była doskonale uzbrojona. Miała walczyć z Niemcami na tyłach frontu, siać dywersję, wysadzać pociągi, wiązać oddziały niemieckie w momencie, gdy ruszy front. I co się dzieje? Brygada została stworzona, siedzi w lesie, dostają informację, że Niemcy się zbliżają, ale siedzą dalej i piją bimber. Niemcy ich okrążają, zaczynają uciekać, zostawiając cały sprzęt. I tu jest fundamentalne pytanie, co działo się potem? Czy ktoś coś słyszał, czy ta III Brygada do stycznia 1945 roku coś zrobiła? - mówi Szymon Zyberyng. Dodaje, że dla niego to była porażka, teraz to jest jedno wielkie fałszowanie historii. Podkreśla też, że oddając hołd w tym miejsce i tym ludziom, czci się komunistów, którzy przyczyniali się do utrwalania zbrodniczego ustroju w Polsce.

Zupełnie inaczej widzi to Arkadiusz Ciach. Na to samo pytanie odpowiada tak:

- Jeśli wziąć pod uwagę wielkość sił, jak na warunki partyzanckie, to była to niewątpliwie bitwa. Porównajmy bitwę pod Krzętowem, także z 1944 roku. Wszyscy uznają ten kontakt zbrojny za bitwę i jest to bitwa. Nawet mniejsze starcia, np. pod Antoniowem, też jest uznawana za bitwę. Więc jeżeli tu doszło do starcia ponad pięciuset partyzantów z 6 tys. Niemców, to należy uznać że była to bitwa. Trzeba podkreślić, że w oddziale nie byli tylko partyzanci AL, ale także Batalionów Chłopskich i jeńcy radzieccy, którzy uciekli z niewoli - mówi.

Odpowiadając na pytanie o sukces w tym starciu, zwraca uwagę na cel Niemców. Chcieli zniszczyć zgrupowanie partyzantów AL, czyli III Brygadę im. gen. Józefa Bema. Tego się nie udało zrobić, wydostała się z okrążenia potem została przeformowana i rozczłonkowana na różne tereny dzisiejszego województwa łódzkiego, częściowo śląskiego i świętokrzyskiego. Partyzanci wyszli więc z tego zwycięsko. Nie było przecież możliwe, nikt nie oczekiwał, że zniszczą Niemców. Stosunek sił był przecież 1 do 10. Straty niemieckie też były dziesięciokrotnie większe.

Przestali się pokazywać

W ocenie bitwy pod Ewiną stawia się też pytanie, czy w ogóle była potrzeba podejmowania walki. Można było się wycofać, tak jak zrobili to żołnierze AK. Można się spotkać z opinią, że Polaków do walki przekonali radzieccy doradcy wojskowi. Nie znali oni specyfiki walki partyzanckiej i przeceniali swoje siły. Szymon Zyberyng ich działania uważa za zupełną amatorszczyznę bo pozwolili się okrążyć, podejść Niemcom. Arkadiusz Ciach podkreśla, że przede wszystkim nie ma mowy o żadnych radzieckich doradcach.

- To byli oficerowie wojska polskiego z batalionu desantowo-szturmowego, znani z nazwiska: por. Zygmunt Gutman-Skuteli, por. Władysław Siwy, por. Henryk Stefaniak, por. Stefan Krzewina, por. Bronisław Stachowski, por. Zygmunt Sielicki, por. Tadeusz Ługowski, por. Edward Duda, ppor. Jacek Świerkot, ppor. Ryszard Banicki, ppor. Kazimierz Kubica oraz Michaił Zaworotny, radiotelegrafista, faktycznie z Armii Czerwonej. Kim ci żołnierze byli wcześniej? Pięciu z nich walczyło od 1943 roku w I Dywizji im. T. Kościuszki, trzech służyło w armii niemieckiej, ale uciekli i przeszli do polskiego wojska, trzech innych służyło w AK, jeden w Batalionach Chłopskich, dwóch było członkami zgrupowania Roberta Satanowskiego na Wołyniu. Oni wszyscy objęli dowództwo w poszczególnych batalionach III Brygady - mówi. Wyjaśnia również, że sami uczestnicy bitwy podkreślali, że zgodnie z zasadami walki partyzanckiej należałoby podzielić oddział na mniejsze grupy i rozlokować je na innym terenie leśnym.

EWINA 1

Pomnik na Ewinie

Zdecydowano jednak inaczej, o wojska radzieckie były już na Wiśle i należało walką wiązać siły niemieckie. Wierzono też w pczucie własnej siły, cieszono się poparciem miejscowej ludności. Przyjęto propozycję oficerów ze zrzutu, którzy uważali, że nie należy się wycofywać. Ale ci nie mieli doświadczenia w walce partyzanckiej na tym terenie. Nie wzięto też pod uwagę faktu, że mniej więcej połowa brygady, to byli świeżo wcieleni partyzanci. Arkadiusz Ciach podkreśla też, że nikt nie spodziewał się, że Niemcy rzucą do walki aż takie siły, zwłaszcza że trwało przecież Powstanie Warszawskie. Pod Ewiną po stronie niemieckiej brały też udział oddziały tłumiące powstanie.

Mówi się, że partyzantom spod Ewiny szkoda było zostawić pędzony tam w wielkich ilościach bimber. Są też głosy, że wszyscy byli kompletnie pijani i nie zdawali sobie sprawy z wydawanych rozkazów. Na ile to prawda, a na ile motyw mający deprecjonować walkę lewicowej partyzantki i ośmieszać ich zdolności bojowe?

Szymon Zyberyng potwierdza, że słyszał o tym. Nikt tego tak do końca nie dementował, więc coś musi być na rzeczy. Arkadiusz Ciach podchodzi do tego inaczej:

- To był najpopularniejszy trunek w czasie II wojny światowej, nie tylko w tej formacji, ale także wśród wojsk radzieckich, niemieckich i AK również. Bimber był na porządku dziennym. Abstynentów na wojnie rzadko się spotyka. Natomiast nie był to powód, dla którego nie zdecydowano się wycofać. Takie informacje rozpowszechniają ci, którzy chcą ośmieszyć to wydarzenie - mówi.

Do niedawna na te uroczystości przyjeżdżali politycy różnych opcji politycznych. W pewnym monecie przestali, lepiej było się tam nie pokazywać.

- Uważam to za jeden z moich większych sukcesów politycznych i edukacyjnych. Nie można honorować w połowie sierpnia Polaków walczących w 1920 roku z nawałą komunistyczną i trzy tygodnie później ludzi, którzy wspierali komunistów, którzy jeszcze niedawno razem z Niemcami napadali na Polskę. Nie można tłumaczyć, że żołnierze AL chcieli tylko walczyć z Niemcami i nie wiedzieli czym jest Związek Radziecki. To wiedział wtedy każdy. Nie kupuję tezy, że to byli prości ludzie, którzy chcieli walczyć z Niemcami, nie o to im chodziło. Szli do AL, bo tam mogli krasić i szybko awansować. Bo tam się awansowało błyskawicznie, to nie była AK, która była prawdziwą armią. I jeszcze jedna sprawa. Co się potem działo z tymi „bohaterami” spod Ewiny? Oni po wojnie tworzyli jądro aparatu ubeckiego, to są najgorsi zwyrodnialcy, to są ci, którzy żołnierzom Warszyca wydłubali oczy, obcięli nosy i wbili gwoździe w głowę. Oni niszczyli tkankę narodową wprowadzając komunistyczny ustrój - mówi Szymon Zyberyng. Gdy zaczął piętnować takie zachowanie, przestali się tam pojawiać politycy. Niektórzy zapewniali publicznie, że nigdy w uroczystościach nie brali udziału. Wykorzystywał to Arkadiusz Ciach publikując ich zdjęcia.

Dlaczego teraz obchodzi się rocznicę walk pod Ewiną? - By czcić pamięć poległych partyzantów, którzy oddali życie za wolną, niepodległą Polskę - mówi dobitnie Arkadiusz Ciach.

Dla Szymona Zyberynga to próba wmówienia sobie i innym, że ci ludzie, którzy tworzyli aparat bezpieczeństwa po 1945 roku przede wszystkim walczyli z Niemcami. To dzisiaj sposób na zmycie win przodków.

- Dzisiaj przychodzą tam tylko postkomuniści, nikt inny. Nikt kto ma odrobinę przyzwoitości nie będzie oddawał hołdu żołnierzom Stalina. Przychodzą ludzie, ale oni zawsze przychodzą jak jest grochówka, jak jest jakiś wstęp. Ten argument, że przychodzi ileś tam osób, to mit. Gdyby każdemu napisać krótką ulotkę z wyjaśnieniem komu oddaje się cześć, to o połowę by spadła liczba uczestników. Wielką hańbą było, że kilka lat temu na tych uroczystościach brało udział wojsko polskie. Ale to było na szczęście tylko raz.