Bezsilny wobec urzędu. Batalia o jeden papier: „Wiem, że mam rację, a nic nie mogę zrobić"

Dział: Aktualności
13/06/2021 - 08:55
Pomyślałem naiwnie: pójdę do urzędu, porozmawiam, pokażę, co jest nie tak. W Radomsku liczyłem na dobrą wolę urzędników. Okazało się , że człowiek odbija się od urzędu, nic nie można zrobić. Wie, że ma rację, ale jest bezsilny. Jest taka zasada, że jeśli nie wiadomo, czy to urząd czy petent ma rację, interpretuje się to na korzyść tego drugiego. U nas jak widać jest odwrotnie - Jacek Rak opowiada o wielomiesięcznej batalii z urzędem miasta o jeden dokument

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Kiedy zobaczyłem pańskie wpisy na Facebooku od razu pomyślałem, że żyjemy chyba w dwóch równoległych światach. My, petenci, i urzędnicy. Można by się z tego śmiać, gdyby to nie oznaczało, że pan jako inwestor, traci czas i pieniądze. Nie jestem specjalistą budowlanym, ale w skrócie rozumiem to tak: jest działka, na której chce pan coś wybudować. Potrzebuje pan decyzji o warunkach zabudowy. Idzie pan do urzędu miasta i...?

JACEK RAK: - Przedstawiam komplet dokumentów. Szkic, jaki jest dostęp do mediów i jak będzie się z nich korzystać. Trzeba zapewnić możliwość korzystania z prądu i wody, mieć zapewniony odbiór ścieków. Tych różnych papierów trzeba uzbierać naprawdę dużo. Wydaje się, że teraz będzie tylko z górki. We wniosku trzeba wpisać jaka będzie powierzchnia zabudowy, jaki wysoki będzie budynek, jaki dach, szerokość elewacji i czy jest droga dojazdowa. Wszystko opisane jest w ustawie o zagospodarowaniu i planowaniu przestrzennym. W niej jest kilka konkretnych wymogów, jakie musi spełniać działka.

Zbiera pan dokumenty i wypełnia wniosek.

Pozostało 90 % tekstu
Jesteśmy najbardziej radomszczańscy na świecie

Czytaj Gazetę Radomszczańską gdziekolwiek jesteś