Bartosz Rudecki „xntentacion": A gdyby tak zniknąć bez słowa? [Rozmowa]

Dział: Aktualności
09/05/2021 - 09:35
Nie boję się przedstawić szachów w sposób mniej poważny, nawet humorystyczny. Nie ukrywam emocji. Złości czy śmiechu w sytuacjach krytycznych, kiedy zdarzy mi się popełnić wielki błąd. Reakcja jest natychmiastowa i szczera, a ludzie to kupują. Nie polecam zgrywania w internecie kogoś innego. To się nie uda. - Gazeta rozmawia z Bartoszem Rudeckim, influencerem z Radomska

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Nie ma co wymyślać koła na nowo. Muszę zapytać, jak to się stało, że zacząłeś grać w szachy?

BARTOSZ RUDECKI: - To pytanie jest w każdym wywiadzie… (śmiech) A skracając do minimum, zajawkę złapałem zwyczajnie przez znajomego. Miałem siedem lat, rozgrywałem z nim partię warcabów, wygrywałem do zera, powiedział, że gramy rewanż w szachy. Przegrałem. I moim pierwszym małym celem w życiu było pokonać go w szachy. No i przy okazji musiałem nauczyć się grać. A zajawka została. Pokonałem kolegę, potem był Miejski Dom Kultury u pana Bujacza, potem pan Plutecki, i tak się to wszystko zaczęło. W wieku 7, 8 lat.

Można było zaspokoić ambicję, pokonać kolegę w szachy, i wrócić na boisko do gry w piłkę. A ty zostałeś przy szachownicy.

- Może dlatego, że jestem bardzo uparty. A poza tym lubię podejmować się czegoś, co wymaga stałego samodoskonalenia. W szachy łatwo jest się nauczyć grać, jak ruszają się pionki i figury, ale trudno jest wskoczyć na wyższy poziom. I to mnie inspirowało, bo im więcej wiem, tym wiem mniej.

Tę dziedzinę trzeba studiować, i to długimi godzinami…

- Tak. A kluczowym wiekiem były moje wczesne lata gry, kiedy byłem dzieckiem, miałem 13, 14 lat. To było apogeum mojego zainteresowania szachami. Wtedy, ćwicząc do turnieju, spędzałem nad szachami po sześć godzin dziennie. I wtedy też spotkałem się z życiowym rozczarowaniem, bo nie widziałem takich rezultatów jakich się spodziewałem. Awansowałem na mistrzostwa Polski, byłem wysoko rozstawiony, miałem 25 wynik rankingowy w kraju, i zająłem tam przedostatnie miejsce. To mnie powstrzymało. I wróciłem po latach, dla kontrastu, na drugich mistrzostwach Polski byłem dziesiąty, a startowałem z ostatnim numerem, czyli rankingowo byłem najsłabszy. Jak widać,

Pozostało 90 % tekstu
Jesteśmy najbardziej radomszczańscy na świecie

Czytaj Gazetę Radomszczańską gdziekolwiek jesteś