Radomsko, czyli Truposz w bereciku z antenką

Dział: Aktualności
19/10/2019 - 13:13

Chcesz wiedzieć, dlaczego młodzi uciekają z miasta? Idź wieczorem na parking przy Galerii Radomsko. Tam jest odpowiedź. Bo co może robić siedemnasto-, osiemnastolatek w Radomsku w późny wieczór? Spotkać się ze znajomymi na betonowym parkingu obok InterMarche. To jest oferta miasta dla jego pokolenia. Dziwicie się, że gdy tylko skończy szkołę, z tego placu ucieka? Z miasta też?

Środa, trochę przed północą. Pełnia wakacji. Ciepło. Na środku placu Galerii Radomsko, między sklepami InterMarche a Reserved przy ul. Kościuszki, grupka młodzieży. Kilkanaście osób. Stoją przy dwóch samochodach, śmieją się, rozmawiają. Część znam, dobrzy uczniowie, niektórzy świadectwa z czerwonym paskiem. We wrześniu rozpoczynają klasę maturalną. Co tu robią? Zanim oburzycie się Państwo, że młodzi tak właśnie spędzają czas po nocach, zacytuję odpowiedź, którą od nich usłyszałem: - Też chcielibyśmy robić coś innego. Ale co? To w Radomsku jedyne miejsce, gdzie możemy o tej porze posiedzieć i pogadać.

Prosto między oczy, bez niuansowania. Tak, proszę państwa, to żadne jojczenie, tylko stwierdzenie faktu: siedemnasto-, osiemnastolatek w Radomsku w późny letni wieczór ma do dyspozycji jedynie betonowy pusty plac między sklepami.

Dziwicie się, że gdy tylko skończy szkołę, z tego placu ucieka? Z miasta też?

TRUPOSZ GALERIA 2

Nasze grzechy

O tym, że młodzi uciekają z Radomska, wiemy. Trochę już się do tego przyzwyczailiśmy, traktujemy jak nieuniknione, wyrok, od którego nie ma odwołania. Jedynie jeszcze w przestrzeni publicznej część polityków i samorządowców próbuje robić dobrą minę do złej gry. Ale to zrozumiałe, boją się, że jeśli powiedzą prawdę, wina spadnie na nich. Jakby prezydent, radny, naczelnik mógł w ciągu dwóch, trzech lat zatrzymać wieloletni trend. Bo on tyle trwa. I nie chodzi już o samo kurczenie się radomszczańskiej populacji, ale ciągnący latami strumyczek dziewiętnastolatków, podążających tylko w jedną stronę - poza Radomsko.

Odłóżmy na bok utyskiwania, samobiczowanie to konkurencja, którą uprawiamy z mozołem, ale w ten sposób nie rozwiązano jeszcze żadnego problemu. Spójrzmy na miasto i potrzeby młodych bez koloryzowania. Przeanalizujmy sytuację. Wyjdzie nam, że ucieczka młodych to nie jest trend nieodwracalny, problem w tym, że kompletnie, jako miasto, ignorujemy perspektywę młodych i ich potrzeby.
Mówi osiemnastolatka, licealistka: - Tu nie chodzi tylko o wakacje, wtedy to wszystko się kumuluje. Nauka to jedno, spotkania z przyjaciółmi i znajomymi drugie. To może opowiem, jak te spotkania wyglądają? Jak ktoś ma wolną chatę, spotykamy się po domach. Ale to często problem, bo rodzice, bo rodzeństwo, więc nie są to okazje zbyt częste. Jak jest ciepło, tułamy się po mieście i ten parking na galerii jeszcze nie jest taki najgorszy. Gorzej, jak zimno albo pada. Można się zachlastać. Pizzerie czynne do 23, ale żeby tam posiedzieć, trzeba kasy. Pubów dla młodych nie ma, Qulturkę zamykają o 22, ogródków piwnych, które w każdym normalnym mieście działają od maja do września, w Radomsku nie uświadczysz. Zresztą zostawmy lokale. Gdzie posiedzieć? Na pl. 3 Maja żulerka, jak wyremontują Reymonta, to obawiam się, że będą takich jak my przeganiali, bo grupka młodzieży to niebezpieczeństwo i demoralizacja, wiadomo. Na osiedlu na Wielorybku nie można, bo zaraz mieszkańcy drą się z bloków, policją straszą, że głośno. I to by było na tyle. Aha, jeszcze dodam, że bawi mnie argument, iż młodzież to się ma uczyć, a nie szlajać. Młodzież uczy się rano, potem odrabia lekcje, a kontakt ze znajomymi jest potrzebny, żeby nie zwariować. Zresztą wydaje mi się, że każdy z tych nadętych starszych, co to teraz chcieliby, byśmy byli święci, w naszym wieku taki święty nie był. Ale już ma sklerozę albo udaje.

To nie jest odosobnione zdanie, w rozmowach z młodymi radomszczanami ten opis się powtarza.

Zróbmy jeszcze odniesienie, ważne, bo pokażę skalę. Ten sam opis był adekwatny także 25, 30 lat temu. Moje pokolenie w młodości nie przesiadywało w Radomsku na parkingu w galerii, bo go jeszcze nie było, ale spędzaliśmy czas w podobny sposób: zwykle na klatkach schodowych.

To status quo jest wstrząsające.

Dorośli, urzędnicy, samorządowcy często protestują, że to wszystko jest przesadzone, że przecież w mieście tyle się dzieje, a kto tego nie widzi, ten malkontent. W Miejskim Domu Kultury mnóstwo imprez, w bibliotece spotkania, w muzeum wystawy. A jak młodzi czegoś chcą, to niech powiedzą czego, albo sami sobie zorganizują.

Ten protekcjonalny ton to pierwszy nas, dorosłych, grzech. I próba przeniesienia odpowiedzialności. Miasto ma problem z tym, że młodzi wyjeżdżają, ale to oni mają ten problem rozwiązać. Niech sobie zrobią, niech wymyślą.

Tak to się odbywa. Na ostatniej przedwakacyjnej sesji radni debatowali nad „Raportem o Stanie Miasta”. Najwięcej pytań dotyczyło właśnie wyjazdów. Co robi miasto, by ten trend zatrzymać? Pytali prezydenta Jarosława Ferenca, jaką ma strategię i pomysły. Prezydent wyjaśniał, że to trend ogólnopolski, a w Radomsku nie jest jeszcze tak źle. Odbyła się rytualna gonitwa za króliczkiem, sedna problemu nawet nie dotknięto.

Młodzi sobie, oferta sobie

Wróćmy do wakacji i młodych tułających się po wymarłym mieście. Od końca czerwca do początku września instytucje kultury w Radomsku organizują imprezy i wydarzenia w ramach „Lata w mieście”. Spójrzmy na plakat informacyjny. W lipcu organizowanych było 18 warsztatów, wszystkie dla dzieci 6-16 lat. Większość dla tych młodszych. Koncertów zaplanowano dziesięć. Wymieńmy: chóralne zbliżenia, parada i koncert zespołów folklorystycznych, piknik romski, koncert zespołu Impresja „Bukiet najpiękniejszych miniatur świata”, Rodzinny Piknik Patriotyczny, koncert chóru Serenada, Rodzinny Piknik Słowiański, koncert Radomszczańskiej Kapeli Podwórkowej, Przegląd Pieśni i Przyśpiewek Ludowych, rodzinny Ekopiknik. Wycieczek zaplanowano pięć, trzy dla małych dzieci. Zaplanowano cztery wystawy, kilkadziesiąt seansów dla małych dzieci, zajęcia artystyczno-rekreacyjne dla dzieci 7-12 lat, dziewięć turniejów sportowych dla dzieci oraz pięć dla starszej młodzieży.

Żebyśmy dobrze złapali perspektywę: te wszystkie imprezy, seanse, zajęcia, są potrzebne, bo miasto musi mieć szeroką ofertę dla mieszkańców w różnym wieku. Ale teraz mówimy o wybranej grupie, młodzieży, na której miastu podobno zależy najbardziej. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w Radomsku to 2169 osób w wieku 15-19 lat.

Ilu siedemnasto-, osiemnastolatków odnajdzie się w tej ofercie? Kiedy uświadomimy sobie, że nie ma obowiązku uczestnictwa, że młodzi, jak wszyscy, głosują nogami? Przekonywanie ich, że coś jest fajne, jak dla nich fajne nie jest, przypomina postępowanie sprzedawcy, który wciska klientowi kompletnie nieprzydatny dla niego produkt.

Nie temu służyła ta wyliczanka, by znęcać się nad ofertą, ale by ją zestawić z oczekiwaniami młodych. I tu dochodzimy do drugiego grzechu, który popełniamy, zastanawiając się nad przyczynami masowych wyjazdów młodzieży z Radomska. Co wiemy, jako miasto, o ich potrzebach, poglądach, postawach, oczekiwaniach? Kompletnie nic. Dyskusja starych o młodych opiera się na tym, co się komu wydaje. Kto ma w rodzinie dzieci w tym wieku, ma z nimi dobry kontakt i rozmawia, ma jakie takie rozeznanie, pozostali opierają się na wyobrażeniach. Wygląda to tak: jestem nauczycielem, więc... (przecież wiadomo, że młodzi się przed nauczycielami z niczym nie kryją), jestem samorządowcem, mam dobry kontakt z wyborcami, więc... (wiadomo, że młodzi to większość na spotkaniach z radnymi). I tak dalej. Nic twardego. Choć są narzędzia. Można zlecić badania profesjonalnej firmie, zadać kluczowe pytania, przeanalizować i wyciągnąć wnioski. Można przeprowadzić profesjonalne ankiety w szkołach. Ale - tu trzeci grzech - jesteśmy jako dorośli zbyt wielkimi hipokrytami, by przyjąć prawdę na klatę. Za duże ryzyko, że w badaniach wyjdzie, iż młodzi myślą o nas źle. Albo jeszcze gorzej: myślą zupełnie inaczej, niż byśmy chcieli, by myśleli. Lepiej udawać, że wiemy.

Kilka lat temu Gazeta Radomszczańska próbowała przeprowadzić takie badania w szkołach ponadpodstawowych, wśród osiemnasto- i dziewiętnastolatków. Murem przeciw stanęli dyrektorzy. Jestem przekonany, że obawiali się wyników.

Trochę marketingu

Żyjemy tak sobie z roku na rok, miasto się nam kurczy, młodzi uciekają, gdzie pieprz rośnie, a my gadamy, zamiast działać. Stosunek do miasta, miejsca rodzinnego, małej ojczyzny, kształtuje się w młodości. Później jest już za późno. Jeśli młody człowiek kończący szkołę, będzie mówił o Radomsku, że to „trupiarnia” (takie określenie też słyszałem), będzie robił wszystko, by z tej trupiarni uciec.
Miasta, podobnie jak produkty, mają swoją markę. Jedne dobrą, inne złą. Jednym potrzebny jest lifting bądź rebranding, innym nic nie pomoże. Ta marka to wcale nie jakość, choć ona też jest istotna, ale wszystkie pozytywne i negatywne wyobrażenia, które się z nią kojarzą. To one decydują o zakupie. Możemy nasze decyzje zakupowe racjonalizować. Przekonywać sami siebie, że wybraliśmy ten, a nie inny samochód, bo ma taki a taki silnik albo zawieszenie. Ale tak naprawę podejmujemy decyzję na podstawie wyobrażenia siebie w tym samochodzie. Socjolodzy dokładnie ten mechanizm przebadali, firmy wydają miliony na marketing i reklamę, bo to działa.

Tak samo jest z miastami. Markę i wyobrażenie się tworzy. Do tego trzeba strategii, narzędzi i fachowców, a nie widzimisię. Jeśli młody radomszczanin uważa, że miasto czegoś mu nie oferuje, to problem miasta, nie młodego radomszczanina. On się nie da złapać na nudnawe gadki o Młodzieżowej Radzie Miasta. Niby jest, ale jaki to jej pomysł zrealizowano? Jaką opinię wzięto pod uwagę? Właśnie tak podchodzimy do problemu - szukamy sobie alibi, zamiast wziąć się z nim za bary.

W marketingu jest taka prosta metoda badania postrzegania marki - personifikacja. Ćwiczenie w przypadku Radomska wyglądałoby tak: z jaką osobą kojarzy się młodym radomszczanom Radomsko? Z prężnym 40-latkiem w ganiturze, z komórką przy uchu? Z matką z dwójką dzieci na spacerze? Z roześmianym nastolatkiem otoczonym gronem przyjacół? A może z 70-latkiem w bereciku z antenką?
Tak właśnie, tu jest odpowiedź, dlaczego młodzi myślą tylko o tym, żeby z Radomska uciec.

W bereciku z antenką im nie do twarzy.