dorota

Najpierw dowiedziała się, że jej ojciec zmarł obok sklepu na Dąbrówce, a jego ciało leżało tam kilka godzin. Przyleciała na pogrzeb, szybko musiała wracać do Wielkiej Brytanii. Miesiąc po pierwszym otrzymała kolejny telefon: jej matka została potrącona i leży w stanie krytycznym na OIOM-ie. Znów wsiadła w samolot. Pani Dorota nie pozwala sobie na chwile słabości. Jeszcze nie może. Na płacz jeszcze będzie czas

Pani Dorota od 2011 roku żyje w Wielkiej Brytanii, konkretnie w Walii. Jak inni pojechała tam za pracą. Poznała tam ojca swojego syna, Walijczyka. Imię Ieuan budzi zdziwienie. Dwuletni chłopczyk o blond włosach mówi po polsku, ale imię ma walijskie. Nawet bardzo.
Jedziemy do jej rodzinnego domu na Cerkawiźnie, niedaleko stacji kolejowej na Bobrach. Na tyle blisko, że do przejeżdżających pociągów musiała przyzwyczaić się od dzieciństwa. To przyzwyczajenie wciąż w niej jest. Nie ma problemu z zaśnięciem, kiedy wraca do rodzinnego domu.

 

Więcej w najnowszym wydaniu Gazety Radomszczańskiej