12 Dec

 Dziewczyny

Nauka za granicą? Studia? Wyjazdy? Stypendia? Że niby ludzie z Radomska? Niemożliwe. No, chyba że mają bogatych rodziców, co sypną kasą, albo komuś dadzą w łapę. Zwykłego człowieka na to nie stać, zapomnij. Słyszeliście takie narzekania nie raz, pewnie wielu tak też sądzi. Bo przecież my, z prowincji, nie mamy takich możliwości, jak wielkomiejscy bogacze. No to posłuchajcie tej opowieści. Bo jednak się da. Nie chodzi o pieniądze, tylko chęci i mierzenie wyżej. Macie to w sobie?

Spotykamy się w połowie czerwca w redakcji Gazety. Ona wróciła ze Stanów kilkanaście godzin wcześniej, chyba wciąż ma jet lag (zespół nagłej zmiany strefy czasowej). Mówi po polsku z lekkim akcentem.
Basia Ciosk ma 18 lat. Kończyła gimnazjum nr 1 przy Piastowskiej, potem poszła do II liceum. Chodziła tam tylko rok i już nie będzie. Nie, nie dlatego, że nie zdała. Wybrała edukację za granicą. Tak po prostu.
Kontakt do niej dostałem od Anny Smendowskiej, nauczycielki z II Liceum Ogólnokształcącego. - Jest taka dziewczyna, nasza uczennica, która sama zorganizowała sobie zagraniczną ścieżkę edukacyjną. Powinna pana zainteresować - usłyszałem przez telefon.
Zainteresowała. Słuchałem jej opowieści przez półtorej godziny, pytałem, ona wyjaśniała, a gdzieś z tyłu głowy kołatała mi jedna myśl: dlaczego inni tego nie próbują?

Jak zacząć?
Pyta pan, czy tu chodzi o znalezienie się w odpowiednim miejscu i we właściwym czasie? Nie, raczej nie. To bardziej przyziemne. Chodzi po prostu o umiejętne korzystanie z internetu. Wszyscy podobno to potrafią, ale nie wszyscy wykorzystują jego możliwości. A on daje ich mnóstwo. Ludzie są niesamowicie kreatywni. Wszędzie. Muszą tylko tę kreację wykorzystywać.
Właściwie to szkoły międzynarodowe zauważyła moja mama. Znalazła w sieci informację, że są takie, które przeprowadzają międzynarodową maturę. Bardzo mnie ta idea zainteresowała. Byłam wtedy na początku trzeciej klasy gimnazjum. Dołączyłam do grupy osób na Facebooku, które się również tym interesowały. Pisały o międzynarodowym obozie dla gimnazjalistów organizowanym w stanie Nowy Jork, The Camp Rising Sun. Jest organizowany od lat 30. ubiegłego wieku.
Postanowiłam aplikować. Bo i dlaczego nie? To było pod koniec 2014 roku. To nic nie kosztuje, cały proces organizowany jest w Polsce, przez stowarzyszenie alumnów. Trzeba było napisać kilka esejów po angielsku. Tematy? Jeden pamiętam: czym jest dla ciebie bycie liderem. To były dosyć ogólne pytania. Było na przykład takie: wyobraź sobie, że za kilka lat dostajesz nagrodę za sprawienie, że świat jest lepszym miejscem. Opisz, za co dostałeś tę nagrodę i jak to się wiąże z twoimi zainteresowaniami.

 

Czytaj w najnowszym wydaniu Gazety Radomszczańskiej. Od czwartku w punktach sprzedaży i na radomszczanska.pl

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież