21 Jul

 czuryllo

Organizował w Przedborzu pierwszą Orkiestrę Świątecznej Pomocy, Festiwal Piosenki Angielskiej, wydał książki, pisze teksty piosenek. Ludzie podziwiają go przede wszystkim za to, że coś mu się chce. Łukasz Czuryłło z Przedborza to człowiek-orkiestra

Pamiętam go z liceum w Przedborzu. Gdy ja zaczynałem naukę, on był w czwartej klasie. Nie jest rodowitym przedborzaninem, urodził się w 1974 r. w Gdańsku, ale od lat tu mieszka. Dziś przy każdej okazji powtarza, że jest z Przedborza, miasteczka w powiecie radomszczańskim.
Wtedy wyróżniał się sposobem bycia, wyglądem i poglądami. Uwagę szerszego grona osób zwrócił podczas pewnego apelu szkolnego w 1993 roku. Wystąpił wtedy przed całą szkołą i opowiedział o akcji, którą zapoczątkował Jurek Owsiak. Zorganizował wtedy pierwszą zbiórkę w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Przedborzu i wciągnął do niej inne osoby. Tej inicjatywie jest wierny do dziś. Organizuje zbiórki w rodzinnym mieście, choć było kilka lat przerwy, gdy wyjechał na studia.
- O tej akcji dowiedziałem się z radia i telewizji. Był wówczas słynny program „Róbta co chceta”. Sami zrobiliśmy malowany karton, zbieraliśmy pieniądze po sklepach, na ulicy. Nawet mieliśmy niemiłą przygodę, bo jeden były ormowiec chciał nas zaciągnąć na policję, na szczęście pracownik urzędu miasta mu wytłumaczył, że nas zna i wie, kim jesteśmy - wspomina Łukasz Czuryłło. - Potem koledzy, którzy zawieźli zebrane pieniądze do Warszawy, zostali zaczepieni przez skinów-narodowców. Na szczęście nie dowiedzieli się, co wiozą. Skończyło się tylko na wypaleniu koledze dziury w kurtce papierosem i zabraniu kilku drobniaków na piwo. Otrzymaliśmy wówczas list odręcznie napisany przez Jurka Owsiaka. Przekazałem go do kroniki liceum. Potem miałem długą przerwę, studiowałem, szukałem pracy.
W tym czasie w Przedborzu także zbierano pieniądze na ten cel, ale nigdy nie było w mieście samodzielnego sztabu. W 2010 roku Łukasz zdecydował się na zorganizowanie Wielkiej Orkiestry już w formie dużego koncertu, który zaangażowałby miejskie instytucje, młodzież szkolną, przedszkolaków, orkiestrę dętą. Rok później miał przerwę i w 2012 roku postanowił zorganizować sztab niezależny od Radomska. Przez kolejne sześć lat odbywała się tam impreza pod nazwą „Przystanek Przedbórz”. - To impreza, która daje wiele dobrego, można w nią zaangażować wiele osób. Każdy może pokazać to, co potrafi, można stworzyć imprezę inną niż wszystkie - mówi Łukasz Czuryłło.
Ta akcja charytatywna to nie jedyny przejaw jego działalności. - Zacząłem się zajmować, użyję przestarzałego określenia, działalnością społeczną, gdy podjąłem pracę nauczyciela języka angielskiego. Tak naprawdę to uważam, że przede wszystkim jestem najpierw nauczycielem angielskiego i tłumaczem, a wszystko inne to dodatek - mówi nam.

 

Czytaj w najnowszym wydaniu Gazety Radomszczańskiej. Od czwartku w punktach sprzedaży i na radomszczanska.pl

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież