18 Nov
  • REKLAMA

 przemoc

Kiedy kolejny raz zamknęłam się w łazience i zatkałam synkowi usta ręką, żeby nie krzyczał, bo inaczej tata go zabije, poddałam się. Z każdą kolejną awanturą umierało we mnie uczucie. Wtedy umarło

Poniżanie, wyzwiska, bicie, awantury i alkohol. Dramaty, które przy cichym przyzwoleniu najbliższych, rozgrywały się latami, za zamkniętymi drzwiami. Zamkniętymi, ale zza których słychać było zbyt dużo, żeby przejść koło nich obojętnie. A jednak wszyscy mijali je bez słowa. Radomszczanki opowiadają o domowej przemocy, której doświadczyły one i ich dzieci.

Marta: Dlaczego moja historia miałaby uratować komuś życie? Nie odpowiem ci na to pytanie. Nie teraz. Mogę tylko mieć nadzieję, że to, co ci opowiem, sprawi, że się zastanowisz. Tylko chwilę. Pomyślisz, czy w okolicy nie ma takiej kobiety jak ja, takiej rodziny jak moja. Zastanowisz się, że może jednak warto zapukać do drzwi, kiedy dobiegają zza nich wrzaski i płacz dziecka. A może warto wezwać policję, żeby pokazać, że widzisz. I słyszysz. Moja historia jest podobna do innych. Ani gorsza, ani lepsza, ani nawet mniej czy bardziej tragiczna.

Aleksandra: Przeszłam długą drogę, aby dotrzeć do tego miejsca, tego wieczoru. Niełatwo opowiadać o swoim życiu, cierpieniu. Doświadczyłam przemocy. Takiej, która nie zostawia widocznych śladów, a rani i kaleczy duszę. Którą trudno udowodnić, a czuje się ją całą sobą. Obezwładnia i pozbawia godności równie skutecznie, jak ciosy zadawane pięścią. Często towarzyszy jej nadużywanie alkoholu. Tak było w moim przypadku.

Marta: Początek był wspaniały. Wybuch wielkiej miłości, o którą trzeba było walczyć, bo niekoniecznie rodzice akceptowali wybranka. Środowisko i przyjaciele również, ale z czasem, kiedy pokazałam, że tak nam pięknie i dobrze razem, szmery ucichły. Olbrzymie szczęście, że taka wielka ta miłość, że jedynym jej ukoronowaniem wydawało się małżeństwo. Wspólnie spędzany czas, docieranie się, sinusoida uczuć, wszystko tak normalne i tak zwyczajne, ludzkie, tylko uczucie niezwyczajne - kochałam mojego męża ponad wszystko. Skłonna byłam dla niego zrobić wszystko. I robiłam. Dla niego, a czasami nawet za niego. Żeby się nie męczył. Wyręczałam go we wszelkich obowiązkach w jakich mogłam. Kiedy bardzo zmęczony wracał po pracy, zakupy były zawsze zrobione, mieszkanie posprzątane, a obiad podany na stole.

Aleksandra: Mąż nadużywał alkoholu od początku naszego małżeństwa. Prosiłam, żeby przestał, i czasem przestawał. Obiecywał poprawę, potem znów pił… Często był bez pracy. Bardzo go kochałam i może dlatego wierzyłam w jego słowa, że to moja wina, że pije przeze mnie. Mimo, że bardzo się starałam, pracowałam, zajmowałam domem, dzieckiem, spłacałam zaciągnięte przez niego długi, ciągle był niezadowolony. Im więcej obowiązków brałam na siebie, tym było gorzej. Dochodziło do kolejnych awantur, bo brakowało pieniędzy. Z czasem zaczął mnie straszyć, i choć nie uderzył mnie, dochodziło do poszturchiwań.

 

Czytaj w najnowszym wydaniu Gazety Radomszczańskiej. Od czwartku w punktach sprzedaży i na radomszczanska.pl

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież