25 Jun

 WIELGOMLYNY

Co zdarzyło się w Wielgomłynach

70 lat temu w Wielgomłynach doszło do objawień. Do dziś nie wiadomo, kto był ich inicjatorem. Bo to, że była to fałszywka, wiadomo na pewno. Niektórzy nadal wierzą, że było w tym coś wyjątkowego

Szaleństwo wielgomłyńskie - jak określił to ks. Eugeniusz Maślankiewicz, ówczesny proboszcz - rozpoczęło się 5 czerwca 1947 r. Trzy dziewczynki zbierające na łące kwiatki zobaczyły małą osóbkę. Miała to być Matka Boska. Wystraszone dzieci pobiegły do domu, po drodze rozgłaszając wieść o swoim widzeniu. Oczywiście taka informacja rozeszła się po wsi lotem błyskawicy. Dziewczynki stały się bohaterkami, oglądano je, wypytywano, a nawet całowano po rękach. Wiara w ich prawdziwość wydawała się powszechna we wsi.
Rozwój wypadków potoczył się błyskawicznie. Rola dziewczynek, które miały widzenie, skończyła się bardzo szybko. Po nich łaskę jasnowidzenia zaczęły otrzymywać inne osoby, przeważnie kobiety. W opinii proboszcza dominowały wśród nich histeryczki, dewotki, a nawet panie lekkich obyczajów. Każda z osób widziała coraz to nowe postacie boskie i świętych. Widziano więc Pana Jezusa z brodą i bez brody, Matkę Boską w pozycji stojącej lub siedzącej na osiołku. Ponadto św. Józefa, aniołów w różnobarwnych strojach, a nawet diabełki. Głównie objawiała się jednak Matka Boska. Większość widziała ją jako małą osobę o wysokości ok. 40 cm. Z jednym wyjątkiem. Pewnej kobiecie objawiła się jako osoba mająca 2 m wzrostu i wychodząca z głowy figury św. Jana Nepomucena, stojącej na wielgomłyńskim rynku. W dodatku ubrana była w czarną, krótką i modną sukienkę, na głowie miała czarny kapelusz, okulary i w lewej ręce damską torebkę. Napominała kobietę, by ta chodziła do kościoła. Nakazała też proboszczowi, by ten mówił wiernym, iż mają chodzić do kościoła, a potem iść na łączkę, gdzie miały miejsce pierwsze objawienia. I kobieta przyszła do duchownego. Ten odpowiedział jej, że już od 6 tygodni głosi z ambony przypomnienia o obowiązku uczestnictwa w niedzielnej mszy św. Przedstawione rewelacje skwitował stwierdzeniem - „Twoja pani mało interesuje się światem i Wielgomłynami, skoro nic nie wie o tym, co się tutaj dzieje”. Do momentu tych rewelacji ksiądz spisywał wszystkie objawienia, ale potem wszystkich zgłaszających się z kolejnymi odsyłał do psychiatry.

 

Więcej czytaj w najnowszym wydaniu Gazety Radomszczańskiej

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież