12 Dec

 DNI RADOMSKA

No to się będę teraz narażał.
Miałem napisać relację z Dni Radomska. Jak było, kto się bawił, a kto nie, kto śpiewał czysto, a kto fałszował. Zebrałem się już do roboty, wyciągnąłem notatki, aż tu mimochodem, bo jednak po całym dniu roboty to nie całkiem się chce kolejny plik zapełniać literkami, zajrzałem na Facebooka. Wyświetlił mi się wpis Ewy Drzazgi. Tam zdjęcie grilla przy Wielorybku, zrobione w poniedziałek w południe. Butelki po piwie i wódce, trochę śmieci. Słusznie Ewa Drzazga zwraca uwagę, że od 12 godzin Dni Radomska już nie ma, a śmieci wciąż są. Ale nie to mnie zafrapowało najbardziej, tylko komentarze.
Bo oto znów okazuje się, że Dni Radomska to tylko ruja, pijaństwo i załatwianie potrzeb fizjologicznych po kątach, a konkretnie to na klatkach schodowych. W dodatku głównie przez element napływowy, na obcych rejestracjach. A na osiedlu ludzie mieszkają, wyspać się chcą, w spokoju poczytać (tfu, pooglądać, przepraszam), a nie do późna przez trzy dni wysłuchiwać ryków dochodzących z parku Solidarności i tych z podwórka. Ani słowa o zabawie i przyjemnościach, za to wiele o schamieniu i degrengoladzie.
Fakt, zdarza się i tak. Ale tak jak nie wszyscy piją uwalając się do nieprzytomności, tak nie wszyscy przychodzą na Dni Radomska, by się napić. Uwierzycie Państwo?

 

Więcej czytaj w najnowszym wydaniu Gazety Radomszczańskiej

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież