21 Aug

 Polityka

W powiecie sytuacja jest już jasna, choć kuriozalna: w zarządzie są dwie osoby reprezentujące Wspólny Samorząd (Andrzej Plutecki i Beata Pokora), oraz dwóch członków reprezentujących samych siebie (Robert Zakrzewski i Urszula Rorat). Zakrzewski z PO wyleci, ale z zarządu nie, bo opozycji brakuje szabel

W powiecie rozsypała się koalicja, a zarząd trwa. W mieście Platforma pozbywa się Pawła Kałdońskiego, choć w ten sposób traci większość. Robert Zakrzewski i Urszula Rorat w zarządzie powiatu reprezentują samych siebie, a nie jakąkolwiek partię, zaś Wspólny Samorząd, choć ma tylko pięciu radnych, trzyma wszystkich w garści. Na pierwszy rzut oka nic się tu kupy nie trzyma. Tylko na pierwszy. O polityce można opowiadać na dwa sposoby: albo w wersji oficjalnej, gdzie wszyscy udają i grają przedstawienie dla wyborców, albo zaglądając za kulisy, gdzie przyczyny są istotniejsze niż oficjalne wersje. Aby zrozumieć, co się w radomszczańskiej polityce ostatnio wydarzyło, trzeba zajrzeć pod dywan, gdzie zwykle zamiata się brudy. Zajrzyjmy więc.

O co tu chodziło?
Ostatni poniedziałek, godzina 14, sala rady powiatu na drugim piętrze budynku przy ul. Leszka Czarnego. Nad stołem radni, z tyłu dziennikarze. Jest także zarząd powiatu w komplecie. Rozpoczyna się sesja, tym razem nadzwyczajna. Co takiego się nadzwyczajnego stało? Nikt nie wie. Opozycyjni radni pytają o to przewodniczącego Jacka Cieciórę, ten odpowiada enigmatycznie. Bardziej rozmowny jest starosta Andrzej Plutecki, który wyjaśnia, że do rozdysponowania są pieniądze z zysku szpitala i trzeba się spieszyć. Ale aż tak, żeby robić sesję nadzwyczajną 29 maja, podczas gdy zwyczajna miała się odbyć dzień później, dziwią się radni. Tak, właśnie tak, odpowiada starosta.

 

Więcej czytaj w najnowszym wydaniu Gazety Radomszczańskiej

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież