29 May

 Ucho

Przez półtora roku jej życie było pełne kolorów. Kształtów. Form. Zapachów. Smaków. Kocyk miękko otulał skórę, kwiaty hipnotyzowały bogactwem barw. Zapach obiadu roznosił się po kuchni, wzbudzając apetyt. Wiosną siadała na balkonie i z fascynacją patrzyła, jak ptaki chwytają się balustrady. Nikt jeszcze nie wiedział, że w głowie Natalii nie potrafiły śpiewać

 

Małgorzata Jóźwiak
Laureatka I nagrody w 15. edycji konkursu literackiego Błękit, w kategorii „forma publicystyczna”. Nagrodzona za reportaże „Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy” i „Na początku była cisza”. Uczennica II klasy Zespołu Szkół Elektryczno-Elektronicznych.

Na początek przesyła mi kilka zdjęć. Z dzieciństwa. Patrzę z rozczuleniem na rozczochranego berbecia, niepewnie spoglądającego w obiektyw czerwonymi od lampy błyskowej oczami i od razu zauważam podobieństwo. Znajome spojrzenie, znajome rysy, ten sam nos, usta i uśmiech. Na pierwszy rzut oka niewiele się zmieniło. Wiek. Drobne szczegóły. Bo Natalia, którą znam teraz, nie nosi już grzywki ani kolorowych spinek. Nie jest już małym, uroczym dzieckiem z chustką na głowie i pucułowatymi policzkami. Jest wysoka, szczupła, bardzo ładna. Jest dorosła.
Pewna różnica wymyka się jednak obiektywowi aparatu. Nie da się jej wskazać, nie widać jej na żadnym fragmencie zdjęcia.
Dziś Natalia ma wszczepione dwa implanty ślimakowe.
Dziś Natalia - słyszy.

AKT 1: Powstanie Świata
Na początku Świat był prosty. Cały. Pełny. Kompletny. Miał kolory, kształty, smaki, rządził się temperaturą, światłem i dotykiem. Natalia odkrywała go powoli, kawałek po kawałku. Nie było w nim jeszcze żadnej dziury ani szczerby, żadnego brakującego elementu. Świat był piękny i dumny. Doskonały. Nikt nie mógł się spodziewać, że wyglądał on inaczej.
- Pierwsza była babcia. Zauważyła, że nie reaguje na dźwięki, ciągle wołała: „Natalia, Natalia!”, a ja się nie odwracałam. Wtedy rodzice postanowili zrobić mi badania ABR w Warszawie. Wiedzieli, że nie jest dobrze z moim słuchem i chcieli poznać przyczynę.
- Natalia zawsze była bardzo ruchliwym dzieckiem - wspomina jej mama. - Bardzo trudno było poznać, że coś jest nie tak. Ale kiedy wołaliśmy ją, gdy była odwrócona, rzeczywiście nie reagowała. Zmylił nas fakt, że często odwracała się, kiedy pukaliśmy w łóżeczko. Jak się później okazało, wyczuwała nawet najmniejsze drgania. Trudno było w to uwierzyć. Specjalistka w Łodzi dała nam nawet do zrozumienia, że dziecko jest zdrowe, a my ubzduraliśmy sobie chorobę. Postanowiliśmy to zbadać.
I zbadali. Tylko, że wtedy słowa „głęboki niedosłuch” jeszcze nic nie znaczyły. Półtoraroczna dziewczynka nie miała prawa ich znać. Nie mogła się ich obawiać. Nie mogły jej przerażać. Jej Świat pozostał taki, jaki był - niewzruszony, milczący, obojętny. Wielobarwny i szczęśliwy. Był taki jeszcze przez kilka lat.

 

Więcej czytaj w najnowszym wydaniu Gazety Radomszczańskiej

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież