18 Jan

P1190812

 

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia próbujecie wyjść ze domu, a przed wejście ktoś ustawił barierki. Działka wasza, wychodzicie tędy od urodzenia, a teraz blokada. Gdy próbujcie się dowiedzieć, o co chodzi, słyszycie od urzędnika, że tu żadnego wyjścia nigdy nie było, że tu był trawnik, bo on tak ma na mapie. Ale jak trawnik, protestujecie, skoro ja tędy wyjeżdżam codziennie samochodem? E tam, coś się wam pomyliło, odpowiada urzędnik (oczywiście zwraca się do was w liczbie mnogiej), mapy mówią coś innego.

W takiej sytuacji znaleźli się właściciele nieruchomości przy ul. Krakowskiej. Po remoncie skrzyżowania zagrodzono ich posesje. Protestują, denerwują się, szukają pomocy, ale odpowiedź jest klasyczna: nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobisz? Postawiliśmy barierki i tyle. Przy okazji Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad postanowiła przy otwartej kurtynie wprowadzić w Radomsku estetykę rodem z Albanii lat 80. W końcu nie grodzi swojej siedziby, tylko prowincjonalne miasto.

Pewnie też je państwo widzieli. Żółte barierki przy ul. Krakowskiej. Montaż kolejnych trwa. Pojawiły się po remoncie skrzyżowania Brzeźnicka/Krakowska/Piastowska. Skrzyżowanie nowoczesne, praktyczne, kosztowało grube miliony. Teraz ktoś na tych milionach zostawia żółty ślad. Trochę tak, jakby na środku pięknie odrestaurowanego, średniowiecznego rynku postawić dwa toi toje. Przy fontannie. Niby można, niby praktycznie, ale estetyczna katastrofa.

Ale zostawmy estetykę, GDDKiA twierdzi, że to ze względów bezpieczeństwa. Niech będzie. Bezpieczeństwu służą barierki zamontowane między jezdnią a chodnikiem. Takie do kolan. Co z pozostałymi? Bo Generalna poszła dalej, postawiła wysokie barierki, która mają chronić...trawniki. Internauci już się śmieją, bo wygląda toto jak paśnik dla kucyków. Ostatecznie wypas dla baranów.

Właścicielom nieruchomości prowadzącym tam od lat biznesy nie jest do śmiechu. Nie dość, że przez kilka miesięcy ich interesy kulały z powodu remontu (klienci nie mogli ani dojść, ani dojechać), to jeszcze teraz na stałe zastawiono im dojście i dojazd. Pierwsze trzy nieruchomości od strony skrzyżowanie nie mają dojścia W OGÓLE. Kolejne – ograniczone. Korzystali z tych wejść przez lata, przy ul. Krakowskiej mają meldunki, teraz Generalna, która jest inwestorem, twierdzi, że to jej teren i może tam robić, co chce.

Przez lata tereny między chodnikiem a obecnymi granicami działek były prywatne. W latach 70. państwo, decyzją administracyjną, te tereny właścicielom odebrało. Dziś formalnie należą do państwa. Tereny zabrano, ale wjazdów i wejść do posesji nie zlikwidowano. Istniały do wiosny 2017 roku.

Gdy GDDKiA przygotowywała remont skrzyżowania, wzięła aktualne mapy. Na nich dojść do posesji nie było. Nikt nigdy tego nie zaktualizował. Jak nie ma na mapie, znaczy nie istnieje. Generalna uznała, że to trawniki. Że nie trawniki – nic to, ważne, co na mapach.

I te trawniki postanowiła ogrodzić tymi albańskimi barierkami.

Bo tak. Przecież jej.

Mogłaby słupkami, w miastach to popularne, ładniejsze, można w dowolnym momencie zdemontować. No tak, ale droższe. Gdyby to dotyczyło łódzkiej czy warszawskiej siedziby Generalnej Dyrekcji, gdyby dotyczyło domów jej dyrektorów, pewnie stały by słupki. Ale co się przejmować jakimś Radomskiem. Tu można po taniości. Na żółto. Po albańsku.

Przedsiębiorcy, którzy prowadzą tam działalność gospodarczą pytają, jak mają to robić dalej, ale ich pytania lądują w próżni. Mapy są? Są. Trawniki na mapach są? Są. No to co wy mi tu o biznesie?

Przedsiębiorcy szukają pomocy. Byli w mieście, prezydent będzie działał, byli u poseł Milczanowskiej – ona także. Może się uda. Miejmy nadzieję.

Jak nie, zostaje im jedno. Działki przejęto od nich w latach 70. decyzją administracyjną, odszkodowań żadnych nie było. Więc założą Generalnej sprawę o zwrot nieruchomości. Wiadomo, PRL najsprawiedliwszy nie był, pewnie działki odzyskają. Zwłaszcza że nie przejęto ich dla pożytku publicznego, na drogi, ale na trawkę. Wtedy będą mogli wystawić Generalnej rachunek. Za bezprawne korzystanie.

Są zdeterminowani, więc scenariusz jest prawdopodobny.

I tak oto dochodzimy do puenty. 30 lat od upadku komuny minęło, niby Polska się zmieniła, świat i Radomsko też, ale indolencja w urzędach ma się dobrze.

Kiedyś było coś takiego jak żółte papiery. Nie wiem, czy jeszcze są, ale właściciele nieruchomości powinni takie wysłać Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

I to wcale nie symbolicznie.

Komentarze   

0 #2 Jan 2019-01-12 18:56
Cyt :" Przez lata tereny między chodnikiem a obecnymi granicami działek były prywatne. W latach 70. państwo, decyzją administracyjną, te tereny właścicielom odebrało. Dziś formalnie należą do państwa. Tereny zabrano, ale wjazdów i wejść do posesji nie zlikwidowano. Istniały do wiosny 2017 roku" Czy przypadkiem nie otrzymali za to pieniędzy ?
Cytować | Zgłoś administratorowi
-1 #1 Katarzyna 2019-01-11 00:35
Wygląda to tak paskudnie, że aż zęby bolą... Faktycznie jak zagrody dla kóz lub innej rogacizny. Może miasto postanowiło się przekwalifikować na hodowlę bydła. Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi i komu upadło coś ciężkiego na głowę ale władze tego miasta mają dziwną tendencję do propagowania swoistej architektury i infrastruktury radomszczańskiej rodem z jakiegoś zapyziałego zaścianka. Oprócz Fary i kilku budynków w centrum jedyne, naprawdę piękne kamienice w tym mieście straszą odpadającymi tynkami i utrąconymi ozdobami za to lite centrum straszy równie zaniedbanymi bloczkami z czasów socrealizmu i milionem bud, budek, blaszaków i dziwnych garaży przerobionych na cele usługowe. Totalny bajzel architektoniczny i bida z nędzą. Najbardziej ubolewam nad jatkami, które są zabytkiem w innych miastach (np. Wrocław) stanowiącym atrakcję turystyczną, tutaj rozpadające się i przytulone do rozpadającej się i równie starej i rozpadającej się kamienicy. A władze stawiają barierki...
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież