11 Dec

Policjant

Czasami jadę do wypadku, w którym są ofiary śmiertelne. Jest zasada: albo się przyzwyczaisz do widoku trupa, albo zmieniasz zajęcie. Mnie przyszło dość szybko. Ciało to ciało. Nieważne, czy z rękami czy bez, czy głowa leży 30 metrów dalej. Przyjeżdżam i robię swoje. Nieludzkie? Może, ale ja nie mogę zabierać tych wszystkich ludzi ze sobą. Już dawno by mnie przygnietli.

Sytuacja sprzed dwóch tygodni:
W patrolu chłopak i dziewczyna. Wysłano ich do awanturującego się klienta taksówki. Zajeżdżają, tam Ormianin, wielki jak dąb. Ze 130 kilo wagi, naćpany. Nakręcony jak bombowiec. Nie chce płacić. Próbują go obezwładnić, dziewczyna dostaje strzał w twarz i odpada. Policjant obezwładnia Ormianina, ale ten się wyrywa. Dziewczyna próbuje wezwać wsparcie, dyżurny się nie zgłasza. Zdzwania się z innym patrolem, przyjeżdża. W czwórkę kują delikwenta.

 

Cały tekst w najnowszym wydaniu Gazety Radomszczańskiej. Od czwartku w punktach sprzedaży, e-wydanie na radomszczanska.pl

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież