17 Nov
  • REKLAMA

Poseł Anna Milczanowska wyszła z sali, poseł KrzysztofMaciejewski złożył protest, a radni wnioskowali o przerwanie wykładu. To wydarzyło się dziś na sesji rady miasta. Dlaczego? Chodzi o wykład dr. Tomasza Nowaka, dziennikarza Gazety Radomszczańskiej, o Stanisławie Sojczynskim, Warszycu.
To nie jest nowy tekst. Opublikowaliśmy go w Gazecie Radomszczańskiej 4 października, gdy radni zdecydowali, że Stanisław Sojczyński będzie Honorowym Obywatelem Radomska. Nasi czytelnicy go znają. Wersja wygłoszona przez Tomasza Nowaka rożni się kosmetycznie.
Dodajmy, że to nasza redakcja, w Radiu Era, rzuciła latem 2017 pomysł, by Sojczyńskiego uhonorować tytułem Honorowego Obywatela Radomska. Pomysł podchwycili radni i tak się stało. Uważaliśmy i uważamy, że Warszyc jest bohaterem, ale też nie hagiografia bohaterom się należy, ale prawda. 
Przeczytajcie Państwo ten tekst jeszcze raz, wyróbcie sobie zdanie. 

 

Warszyc

Tomasz Nowak
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stanisław Sojczyński to największy lokalny bohater z czasów II wojny światowej i konspiracji powojennej. On i stworzone przez niego Konspiracyjne Wojsko Polskie to jedni z Żołnierzy Wyklętych czy Niezłomnych, bo tak też bywają nazywani. Jeśli o Radomsku mówi się w kontekście II wojny światowej i pierwszych lat powojennych, to właśnie przez Stanisława Sojczyńskiego. Od 28 września jest Honorowym Obywatelem Miasta. Dziś na ścianie sali obrad rady miejskiej zawiśnie w honorowym miejscu jego portret.
Kilka słów o życiorysie naszego nowego honorowego obywatela.
Urodził się w Rzejowicach w 1910 roku w rodzinie chłopskiej. Udało mu się jednak zdobyć wykształcenie. Został nauczycielem i pracowało w wiejskiej szkole w okolicach Częstochowy. Odbył służbę wojskową, z której przeszedł do rezerwy w stopniu podporucznika. Wziął udział w kampanii wrześniowej, a po jej zakończeniu wrócił do rodzinnej wsi. Został w niej, włączył się w działalność konspiracyjną. Używał kilku pseudonimów, najbardziej znane to „Zbigniew” i „Warszyc”. Jego podobwód szybko stał się jednym z najlepiej zorganizowanych. Od jesieni 1942 roku Sojczyński był już zastępcą komendanta Obwodu Radomsko AK, kierując jednocześnie dywersją. W sierpniu 1943 roku opanował więzienie w Radomsku, uwalniając kilkadziesiąt osób. Wśród nich byli Żydzi oraz członkowie konspiracji. Dostaje za tę akcję Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari. Zostaje też dowódcą leśnego oddziału partyzanckiego. Już formalnie po rozwiązaniu AK zostaje awansowany na kapitana. Okres działalności podczas okupacji niemieckiej nie wzbudza większych kontrowersji. Te zaczynają się w ocenie jego działalności po rozwiązaniu AK w styczniu 1945 roku. Zakłada własną organizację, Konspiracyjne Wojsko Polskie. Na bazie żołnierzy AK buduje struktury w całym województwie łódzkim, ma silne wpływy w Częstochowie na Śląsku, mniejsze, ale jednak, także w Wielkopolsce. Ale już zamachu na Mieczysława Moczara w Łodzi nie byli w stanie przeprowadzić, choć wydali na niego wyrok śmierci. Powtarza spektakularną akcję zdobycia aresztu w Radomsku. W kwietniu 1946 roku na kilka godzin jego ludzie opanowali miasto, uwalniając więźniów. Ale to już jest początek końca Stanisława Sojczyńskiego. Pod koniec czerwca zostaje aresztowany w Częstochowie. Odbywa się jego proces w Łodzi, a 19 lutego 1947 roku wykonano wyrok śmierci. Grobu nie odnaleziono do dziś.
Gdy tylko stało się to możliwe w latach 90. dostał jedną z głównych ulic w centrum miasta. Jego dwie największe akcje, jedna z czasów okupacji niemieckiej i druga z okresu powojennego zostały upamiętnione tablicami na muzeum. Istnieje duży pomnik poświęcony żołnierzom KWP. Sam Sojczyński pomnik ma w Kamieńsku, obelisk w rodzinnych Rzejowicach. Mniejszych i większych form upamiętnienia jego samego czy KWP jest więcej. W końcu stworzył jedną z największych organizacji niepodległościowych. Od 2009 roku jest decyzją prezydenta Lecha Kaczyńskiego generałem. Istnieje Ogólnopolski Związek byłych Żołnierzy KWP. W Radomsku założono Stowarzyszenie Pamięci Żołnierzy AK, KWP, NSZ Do Końca Wierni. Jego członkowie są na uroczystościach, organizują odczyty, jeżdżą na pogrzeby kombatantów.
Żołnierze podziemia antykomunistycznego wzbudzają kontrowersje. Dla jednych są bohaterami, co do których nikt nie powinien mieć cienia podejrzeń. Dla innych to zwykli bandyci, którzy nie pogodzili się z nowymi porządkami po wojnie. Wtedy władza nazywała ich bandytami, teraz niektórzy wciąż się takimi określeniami posługują. Bo zabijali, także kobiety, dzieci, Żydów. Nie tylko w walce czy gdy dochodziło do rekwizycji, ale po prostu, jako swoich wrogów. Obrońcy mówią, że raczej walczyli o sprawę, o swoją wolność a nierzadko o życie. I jedni i drudzy mają rację. Nie ma jednego obrazu żołnierzy wyklętych. Właściwie każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Przykładem niech będzie Romuald Rajs. Kiedyś IPN wystawił mu prawdziwą laurkę, po latach ta sama instytucja przyznała, że dopuszczał się mordów. Podobnie jest z Józefem Kurasiem „Ogniem”. Też ma dwie twarze i skrajnie różne opinie. Sojczyński nie jest tak kontrowersyjny jak Józef Kuraś „Ogień” z Podhala czy Romuald Rajs „Bury” z Podlasia. Ale jemu też różne rzeczy się zarzuca.
Nie ma osoby, której czegoś nie da się zarzucić. Nikt nie jest idealny. Różna jest tylko skala „grzechów”. Nie inaczej jest z „Warszycem”. Jedni, tych chyba jest więcej, uznają go za bohatera, inni za mordercę, bandytę, szaleńca. Sposób postrzegania go wynika chyba z doświadczeń rodzinnych. Dla tych, którzy mieli rodziców, dziadów w konspiracji AK-owskie i spotkały ich po wojnie szykany, będzie symbolem oporu i bohaterstwa, za które przyszło zapłacić najwyższą cenę. Da rodzin tych, którzy byli ofiarami wojny domowej jaka wówczas panowała na polskich ziemiach, będzie właśnie przestępcą, który nie pozwalał spokojnie żyć.
Nawet nie próbuję rozstrzygnąć, kto miał rację. To jest właśnie przekleństwo wojny domowej. Każdy chce ojczyznę urządzić na swój sposób. Nie czas i nie miejsce teraz na pochylanie się nad problemami pierwszych powojennych lat. Można tylko powiedzieć, że nic od nas wówczas nie zależało, nikt nas nie pytał o zdanie. Rozwiązania polityczne, gospodarcze i ustrojowe zostały nam narzucone. Niektórzy się przeciw nim buntowali, bo nie mieli nic do stracenia. I tak czekało ich albo więzienie, albo od razu śmierć.
Na co liczył Sojczyński, jakie miał nadzieje, jakie przekonania, stosunek do polityki? Nie powstała jeszcze jego biografia, która zajmowałaby się takimi aspektami. Z pochodzenia był chłopem, ale nie był typowym ludowcem. Narodowcem też nie był i działań Narodowych Sił Zbrojnych nie akceptował, daleko mu było do tego środowiska. Ekipę rządzącą Polską przed wrześniem 1939 roku uważał za klikę. Nie chciał więc, by ludzie z tego środowiska rządzili jeszcze w kraju. Bez wahania włączył się w konspirację, był oficerem Armii Krajowej. Ale pod koniec wojny był bardzo krytyczny wobec swojego dowództwa. Za błąd uznał samo rozwiązanie AK, w jego przekonaniu należało walczyć do końca. Złożenie broni było dla niego kapitulacją, zostawieniem partyzantów na pastwę komunistów. Tym bardziej, że wiedziano jaki los spotykał ich na wschodnich rubieżach kraju. On i wielu jego towarzyszy z konspiracji zostało postawionych samym sobie. Chyba nigdy nie rozważał ucieczki za granicę, choć pewnie mogłaby się udać. Został w kraju.
Na co liczył? Pewnie jak wielu innych oczekiwał wybuchu III wojny światowej, tym razem między światem kapitalistycznym a Związkiem Radzieckim. Na miejscu należało stworzyć struktury ruchu oporu. Ale jednocześnie walczyć z bezprawiem, jakiego dopuszczała się nowa władza. Pod koniec wojny pisał, że nie wie kto tak naprawdę chce wolnej, sprawiedliwej i demokratycznej Polski. Na pewno nie komuniści. Stanisława Mikołajczyka i Polskie Stronnictwo Ludowe uznawał za zbyt ugodowe wobec komunistów. Nie akceptował nowej władzy w Polsce. Choć w pewnych kwestiach nie można mu odmówić poglądów lewicowych. Przed wszystkim był wrażliwy na krzywdę społeczną i nierówności klasowe. Tomasz Toborek, łódzki historyk z IPN, powiedział o nim, że dla swoich żołnierzy chciał być nauczycielem i wychowawcą. Był społecznikiem z lewicowym zacięciem. Podobne hasła głosili komuniście, ale jednocześnie wypaczali je poprzez stosowanie terroru. On dążył do ideału.
O poglądach Sojczyńskiego zaczyna się dopiero dyskutować. Był bandytą czy niepoprawnym idealistą, który wierzył, że wywalczy z komunistami wolną Polskę? W działalności samego KWP niewiele już da się powiedzieć. Zaczyna się więc rozmowa o sferze ideologicznej. Bo nie jest to postać jednoznaczna pod tym względem. W tym roku Gazeta Wyborcza napisała o Warszycu, że był lewicowy. Prowokacyjnie napisano, że to „żołnierz wyklęty” lewicy, ale czczą go narodowcy. Miał mieć socjalistyczne przekonania, chłopskie korzenie i nie znosił prawicy. A do tego był jednym z najbardziej nieprzejednanych antykomunistów. Oburzyło to środowiska prawicowe, uznali że to prowokacja lewicy, że chcą go zawłaszczyć. Przyznawali, że narodowcem Sojczyński nie był, bliżej było mu do ruchu chłopskiego i poniekąd socjalistycznego. Ale bez wątpienia był jednym z Wyklętych i przez to należy mu się szacunek i chwała. I tę mu oddają. Ale nie wszyscy. Są też tacy, którzy stawiają go po drugiej stronie. Zdarza się usłyszeć, że był bandytą, mordercą. Taki obraz rysowano przez lata PRL, niektórzy nadal go podtrzymują. Co dzisiaj mu się zarzuca, jakie ma grzechy?
W Radomsku dyskusji na jego temat nie ma i praktycznie poważniejszej nigdy nie było. Dominuje opcja Sojczyńskiego jako bohatera bez skazy. Na tym tle od czasu do czasu pojawiają się głosy, że jednak taki czysty nie jest i swoje za uszami ma. Co konkretnie? Morderstwa, bandyterka, grabieże, antysemityzm. Ofiary faktycznie były - ok. 90 osób, które zostały pozbawione życia przez zbrojne podziemi na ziemi radomszczańskiej. Przeciwnicy Warszyca mówią, że to nie były wyroki sądu podziemnego tylko morderstwa, czasami dokonywane pod wpływem alkoholu.
Kogo i dlaczego zabijano? Komunistów i ich współpracowników. Andrzej Wielowieyski, w czasie okupacji przez jakiś czas żołnierz w oddziale Sojczyńskiego, wspomina, że w przeciwieństwie do Narodowych Sił Zbrojnych nie strzelali do komunistów, a o dezerterach z jego oddziału, którzy przeszli do AL wypowiadał się pogardliwie i wulgarnie. Tylko tyle, a mógł rozstrzelać. Rok później już tak na komunistów nie patrzył. Na nich przede wszystkim miano dokonywać rekwizycji. Wśród nich byli też Żydzi. Stąd głosy o antysemityzmie. Wśród żołnierzy Sojczyńskiego byli członkowie Narodowych Sił Zbrojnych, którzy na sumieniu mają m.in. mord na Żydach w Przedborzu w 1945 roku. Niektórzy pewnie byli antysemitami z przekonania. Ale gdy wstępowali do KWP nikt ich o to nie pytał, nie sprawdzał. Przekonania takie czy inne nie były w tym momencie istotne.
W ocenie Stanisława Sojczyńskiego i KWP trzeba rozróżnić dwie sprawy. Jedna to osobiste cechy charakteru i przekonania dowódcy, druga jego ludzi. Dowódca odpowiada za wszystkich, tak było w czasach AK, powinno być podobnie z KWP. Jednak nie jest to już taka sama konspiracja. AK była bardziej sformalizowana, miała lepszą strukturę, stał za nią autorytet Polskiego Państwa Podziemnego. Organizacja Sojczyńskiego już tych atutów nie miała. W 1946 roku Józef Kasza-Kowalski „Alm”, były żołnierz „Warszyca”, raportował na Zachód, że w oddziałach „Warszyca” system rekwizycji upodabnia się do działania zorganizowanej bandy. Ludzie byli zdemoralizowani, nie przebierali w środkach. Szerzyło się pijaństwo, rabunki indywidualne, dowódca nie miał nad tym kontroli. Trudno dziś powiedzieć, na ile relacja ta jest prawdziwa i odnosi się do całości. Innych ocen z tego okresu nie ma.
Wojna zdemoralizowała ludzi, życie potaniało. Profesor Antoni Dudek będąc kilka lat temu z wykładem w naszej bibliotece mówił, że dla chłopaków z lasu zabicie człowieka miało taką samą wartość jak zapalenie papierosa. W taki sposób po prostu rozwiązywało się problemy. Jeśli „Warszyc” dowiadywał się o bandyckich zachowaniach interweniował, ale wszystkich kontrolować nie mógł. Osobiście Sojczyńskiemu nie można nic takiego zarzucić. Nie ma dowodów, by zabił jakiegoś Żyda lub wydał na niego wyrok śmierci tylko z powodu pochodzenia. Podkreśla to Andrzej Wielowieyski, podkreślając że nawet w obozie partyzanckim był żołnierz pochodzenia żydowskiego.
Szanowni państwo, w konspiracyjnym życiorysie Stanisława Sojczyńskiego można wydzielić dwa etapy. Pierwszy w ramach AK i drugi KWP. W tym pierwszym objawił się Sojczyński jako sprawny oficer, dobry organizator. Kontrowersje wzbudza zaś KWP. Bo wrogiem dla niego byli Polacy, którzy opowiedzieli się za nową władzą. Czy miał prawo z nimi walczyć, rozniecać wojnę domową w umęczonym kraju? Będziemy sobie to pytanie zadawać jeszcze długo, może nawet zawsze. Pamiętajmy o jednym. Za swoje działania zapłacił najwyższą cenę. Oddał życie. Nie dla własnych korzyści, bogactwa, sławy. Chciał lepszej, bardziej sprawiedliwej Polski. To był jego główny ce. I to według mnie powinien być główny wyznacznik w jego ocenie.

 

Komentarze   

+4 #1 Stefan 2018-11-06 22:48
Jak zwykle. Ktoś nie ma pojęcia o historii, przerwie historykowi, który w ostatnim zdaniu pięknie chciał podsumować życie i śmierć lokalnego i nie tylko bohatera. Historia nie jest i nigdy nie była czarno-biała.
Wstyd Panowie radni.
Brawo Panie Tomku.
Pani Poseł: Pana Tomka Pani zna, w politykę nie miesza się i to go nie interesuje, choć jak Pani doskonale wie, polityka, nie z jego winy, skrzywdziła go. To jest historyków! Szanujmy takich ludzi!!!
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

AKTUALNOŚCI

  • Upili 2-latka. Żubrówką +

      Dwaj mieszkańcy gm. Kamieńsk Read More
  • Śmierdzący problem +

      Budzimy się w sobotę Read More
  • Przerwana autostrada +

      Pojechać za trzy lata Read More
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30
  • 31
  • 32
  • 33
  • 34
  • 35
  • 36
  • 37
  • 38
  • 39
  • 40
  • 41
  • 42
  • 43
  • 44
  • 45
  • 46
  • 47
  • 48
  • 49
  • 50