22 Oct
ŻBIK
 
„W nocy z 27 na 28 maja Żbik wyznaczył ośmiu ludzi z grupy między innymi i ja byłem i dał rozkaz: Żydów wystrzelać, mieszkania zdemolować, majątek zabrać i tak żeśmy zrobili.” Dotarliśmy do archiwalnych dokumentów dowodzących, że to oddział Żołnierzy Wyklętych Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych dokonał mordu Żydów w Przedborzu w 1945 roku. To nie jedyna jego taka zbrodnia.
 
 
20 czerwca 2018, sesja rady miasta Przedborza. Niespełna miesiąc po obchodach pogromu, które zorganizował w miasteczku radny powiatowy Arkadiusz Ciach. Ulicami przeszły wtedy osoby z tabliczkami „Sprawcy to my Polacy”, „27 V 1945 Hańba”, „Pogrom w Przedborzu”. Przewodniczący rady Krzysztof Zawisza oburza się na te obchody, mówi, że Ciach tworzy nową historię, że ani w Przedborzu, ani w Kielcach, do żadnego pogromu na Żydach nie doszło.
Poinformowana o tych wypowiedziach Ambasada Izraela sugeruje edukację historyczną.
 
***
Wersji wydarzeń jest kilka. Według jednych to był zwykły mord rabunkowy, innych - pogrom, jeszcze innych - egzekucja komunistycznych aparatczyków. Padają różne liczby zabitych: dziewięć osób, sześć, osiem. Zamordowano samych mężczyzn, albo mężczyzn oraz kobiety i dziecko. Zabici zostali wszyscy Żydzi mieszkający wtedy w Przedborzu, albo jedynie kilkoro z 300 przebywających wtedy w miasteczku.
Gdzie leży prawda?
Gazeta wystąpiła do Instytutu Pamięci Narodowej o dokumenty dotyczące tamtych wydarzeń. Wynika z nich jednoznacznie, że mordu dokonali żołnierze kompanii I batalionu Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ), dowodzonej przez Władysława Kołacińskiego, ps. Żbik. Jednego z Żołnierzy Wyklętych, pośmiertnie odznaczonego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Żydzi nie byli funkcjonariuszami komunistycznymi. W akcji oddziałowi Żbika pomagali pracownicy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.
 
***
Za słownikiem: pogrom, tradycyjnie, tyle co „zadanie komuś klęski”, „rozgromienie”, „unicestwienie”, „wybicie”. Współcześnie, za słowem rosyjskim, używane w odniesieniu do zbiorowych, brutalnych ataków na przedstawicieli mniejszości narodowych, często połączony z niszczeniem własności. Do pogromów może dojść zarówno spontanicznie, w wyniku jakiegoś wydarzenia, jak i planowo, gdy są prowokowane przez grupy propagujące wrogość wobec jego ofiar.
 
***
Na teczce IPN widnieje tytuł: Akta sprawy śledczej przeciwko Kołaciński Władysław, Jung Herbert, podejrzanym z art. 1. Dekretu PKWN z dn. 31-08-1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego.
Własność: Instytut Pamięci Narodowej w Krakowie. Aktotwórca: Prokuratura Wojewódzka w Kielcach.
Stara sygnatura: Ds. 7/65, PW Kielce/92. Sygnatura archiwalna: IPN Ki 132/128, Ki 132/129, Ki 132/130.
Na teczce dopisek „Jawne”.
Dokumenty przeglądamy w IPN w Łodzi. Są w formie elektronicznej. Fotografujemy. To ponad 500 stron. Dotyczą śledztwa prowadzonego w 1965 roku przez Prokuraturę Wojewódzką w Kielcach. Rozpoczęto je 1 marca 1965 roku, zakończono 31 grudnia. W środku teczka podręczna prokuratora, notatki służbowe, notatki i przegląd materiałów archiwalnych, odpisy protokołów przesłuchań świadków z lat 40., 50. i 60., odpis protokołów przesłuchań podejrzanych. Akt oskarżenia, wyrok. Lista zawiera 88 pozycji.
W uzasadnieniu wszczęcia dochodzenia przedśledczego z 14 kwietnia 1965 prokuratura wojewódzka w Kielcach pisze, że „wniosek o wydanie postanowienia o przedstawieniu zarzutów jest również uzasadniony zbliżającym się terminem przedawnienia ścigania.”
Jest 20 lat po wojnie.
Prokurator pisze, że dane rozsiane są w licznych aktach spraw karnych prowadzonych przeciw byłym członkom oddziału Kołacińskiego. „Dotychczas przejrzano akta spraw karnych p-ko: Stanisławowi Słowikowi s. Jana, Stanisławowi Stelmachowi s. Łukasza, Wilhelmowi Oksińskiemu s. Juliana i innym oraz Kazimierzowi Jezierskiemu s. Antoniego.”
 
***
O poglądach Kołacińskiego niewiele wiadomo.
On sam twierdził, że o wyborze konspiracyjnej drogi zdecydował przypadek. Pisał: „Do wybuchu wojny nie należałem do żadnej partii politycznej. Nie kierowałem się też żadnymi sympatiami politycznymi. Było mi więc obojętne, jaki znak, jaka nazwa - wystarczyło, że duch był polski. Tak samo złożyłbym przysięgę w Związku Walki Zbrojnej czy Batalionach Chłopskich. Złożyłbym był ją w każdej organizacji prawdziwie niepodległościowej, gdybym był natknął się na nią jako pierwszą”.
 
***
Rocznik 1911. Pochodzi ze wsi Piekary, leżącej między Piotrkowem Trybunalskim a Bełchatowem. Pio-
trkowska Milicja Obywatelska raportuje prokuraturze z Kielc w 1965 roku: „Władysław Kołaciński wywodzi się z rodziny średniorolnych chłopów. Rodzice przed 1939 r. posiadali gospodarstwo rolne o powierzchni 12 ha. W czasie okupacji zostali wysiedleni. W 1944 r. zmarli. „Żbik” posiada dwóch braci i siostrę.”
Do szkoły podstawowej chodzi w Woźnikach, potem uczy się w Łodzi w Szkole Rzemiosł Towarzystwa Salezjańskiego. Służy w marynarce, po wojsku pracuje w LOT. Uczestniczy w kampanii wrześniowej w 1939 roku. Za zasługi mianowany dowódcą kompanii.
Trafia do niemieckiego obozu w Starogardzie Pomorskim, w 1939 r. wydostaje się na wolność. Wraca do rodzinnych Piekar. W sierpniu wstępuje do Organizacji Wojskowej Stronnictwa Narodowego (później Narodowa Organizacja Wojskowa - NOW). Organizuje oddziały. Po kilku miesiącach jest już komendantem w trzech gminach. W 1943 roku w obawie przed aresztowaniem przez Niemców ucieka do Częstochowy.
Gdy w NOW dochodzi do rozłamu i powstają Narodowe Siły Zbrojne (NSZ), Kołaciński przystaje do tej organizacji. Szkoli kadry, zostaje komendantem Okręgu VI Częstochowskiego, uczestniczy w akcjach przeciw Niemcom. W lipcu 1943 zostaje aresztowany przez Gestapo, jednak ono nie zna jego prawdziwych personaliów. Miesiąc później ucieka z transportu do Auschwitz.
Zostaje dowódcą oddziału.
W 1944 przyłącza się do Brygady Świętokrzyskiej. Oddział powstaje ze zbuntowanych żołnierzy, którzy nie podporządkowali się rozkazowi scalenia z Armią Krajową. Zostaje dowódcą jednej z kompanii I batalionu.
Brygada Świętokrzyska skupia się na walce z partyzantką komunistyczną, głównie Armią Ludową i żołnierzami radzieckimi zrzucanymi na teren Polski. Komunistów uważa za wroga numer 1, większego niż Niemcy.
 
***
Z protokołów przesłuchania podejrzanego Stanisława Stelmacha, członka oddziału Kołacińskiego, 26 lipca 1954:
„Działalność grupy NSZ pod dowództwem „Żbika” znana mi była tylko z tego okresu czasu, kiedy ja do niej należałem. Założeń ideologicznych tej grupy nie znałem. Zasadniczo grupy partyzanckie powinny były walczyć z okupantem. Jednak grupa Żbika w początkowym okresie stoczyła kilka przypadkowych walk z Niemcami, a później współpracowała z nimi. Główny cel NSZ to była walka z elementami komunistycznymi”.
Stelmach opisuje ze szczegółami, jak wyglądały akcje oddziału.
„Wtedy to koło Rząbca były grupy lewicowe „Garbatego”, „Białego Tadka”, „Brzozy” i inne, których nazw nie pamiętam. Przed przystąpieniem do likwidacji tych grup „Żbik” powiedział nam, że idziemy na obławę za komunistami. Nawet wówczas dał mnie osobiście polecenie, abym ze swej drużyny wystawił szperaczy. Rozkaz jego wykonałem. W marszu naszym przez las szperacze, ps. Skorek i drugiego nie pamiętam, złapali dwóch partyzantów z ugrupowań lewicowych. Tych partyzantów oddano do dowództwa naszej kompanii.
Następnie cała kompania skierowała się w kierunku gajówki. Po dojściu okazało się, że było zgrupowanych około sześćdziesiąt osób z ugrupowań lewicowych, którzy zostali złapani przez oddziały NSZ. Do grupy tej zostali również włączeni dwaj partyzanci złapani przez nasz oddział. W grupie tej jak sobie obecnie przypominam była jedna kobieta. (…) Wszyscy ci, co byli zgrupowani koło gajówki byli zabrani do sztabu na przesłuchanie. Następnego dnia oddział „Stępa” wszystkich tych partyzantów ugrupowań lewicowych rozstrzelał w okolicach Rząbca.”
 
***
Do Przedborza Żydzi sprowadzają się między XIV a XVI wiekiem. Podczas sporządzania spisu w 1921 roku mieszka tam 2128 Polaków i 3749 Żydów. 63,7 procent populacji. Na przełomie lat 1937/38 wszystkich mieszkańców jest 7000, z czego Żydzi to 4500.
Mieszkają głównie w rejonie starego miasta, w rynku oraz na kilku przyległych ulicach. Gmina żydowska jest właścicielem dwóch synagog, dwóch szkół, dwóch łaźni parowych i cmentarza o powierzchni 4 mórg.
 
***
Oddział Kołacińskiego działa głównie na Kielecczyźnie, ale zapuszcza się też na Śląsk i do woj. łódzkiego. Późną jesienią 1944 działa w powiecie radomszczańskim.
Z protokołu przesłuchania świadka Piątakiewicza Zbigniewa (ur. w Radomsku w 1923, obywatelstwo polskie, pochodzenie społeczne robotnicze, zajęcie - sklepowy, wykształcenie - 4 klasy szkoły podstawowej, 14 stycznia 1955):
„Późną jesienią 1944 r. daty dokładnie nie pamiętam oddziały Brygady Świętokrzyskiej znajdowały się w pow. Radomsko. Przez „dwójkę” Brygady wówczas został złapany łącznik, prawdopodobnie oddziałów lewicowych, który doprowadził Brygadę NSZ pod zabudowania, gdzie mieli przebywać partyzanci radzieccy. Z chwilą zbliżania się oddziału NSZ pod te zabudowania wezwano je do zatrzymania się, wtedy Brygada Świętokrzyska NSZ otoczyła te zabudowania strzelając w nie, a następnie podpalono je.
Ilu partyzantów zostało wówczas zabitych, nie wiem. Po akcji tej Oksiński ps. Kalina powiedział mi, że zastrzelił z RKM-u jedno dziecko i starszego mężczyznę, który uciekał z tych zabudowań w czasie ich pożaru. Twierdził do mnie Oksiński, że kiedy zabudowania się paliły było widno i wtedy zabił to dziecko i tego mężczyznę. W akcji tej brał udział także Stelmach. Fakt ten miał miejsce w Suchej Wsi, pow. Radomsko.”
 
***
W swoich wspomnieniach „Między młotem a swastyką”, wydanych w 1991 roku, Kołaciński pisze o wydarzeniach w Przedborzu tak:
„Lansowany był także przeciwko mnie zarzut o „pogromie Żydów” w Przedborzu, w czerwcu 1945 roku. To pospolite kłamstwo i oszczerstwo. Rzecz miała się tak: oddział pod dowództwem por. Groma (byłem wówczas nieobecny z powodu ataku nerki) wyłowił trzech figurujących na liście „zasłużonych” ubowców (Żydów). Zgodnie z orzeczeniem Sądu Podziemnego zostali rozstrzelani. W miasteczku mieszkało wówczas około 300 Żydów obojga płci.
Aby aresztować winnych imiennie z listy, oddział musiał rozbroić milicję, opanować miasto i ubezpieczyć się w nim, pozrywać przewody telefoniczne - aby wykluczyć wszelką łączność na zewnątrz. (…) Jak było do przewidzenia, nie poszło to gładko. Trzeba było aż 5 godzin, aby winnych odszukać i powyciągać ich z domów własnych czy od kochanek, ewentualnie z lokali czy kryjówek. „Pogrom” zaś trwałby zaledwie kilkanaście minut. A nikt z tych spokojnych i nikomu nie wadzących 300 Żydów nie był przez moich żołnierzy choćby tylko nagabywany.
Zostały rozstrzelane jednostki zbrodnicze, za prześladowanie i maltretowanie społeczeństwa polskiego, za tropienie byłych konspiratorów, za znęcanie się w czasie śledztwa i w więzieniach głównie nad żołnierzami Podziemia.”
Dokumenty i zeznania członków jego oddziału oraz uczestników wydarzeń przedstawiają zupełnie inną wersję.
Nie ma żadnych danych potwierdzających, że po Holokauście w Przedborzu ostało się 300 Żydów. Historycy mówią o kilku osobach. Tych, które zostały zamordowane przez oddział Żbika.
 
***
Pogrom w Przedborzu to nie jedyna akcja Kołacińskiego przeciw Żydom.
Zbigniew Piątakiewicz zeznawał, że wiosną 1944 roku Stanisław Stelmach, jako dowódca patrolu egzekucyjnego, udał się na rozkaz Kołacińskiego do Ciebułtowa w powiecie Miechów, „celem zamordowania Żydów ukrywających się u jednego gospodarza. Ja w akcji tej nie byłem dlatego też nie jestem w stanie stwierdzić szczegółów. Niemniej jednak członkowie jego drużyny jak „Bem”, „Roland” (Jan Proszowski ze Strzałkowa - przyp. aut.) i „Sekunda” opowiadali mi, że po wyprowadzeniu tych Żydów na pole Stelmach strzelał do nich z RKM-u. W likwidacji tej zostało zamordowanych około 12 lub 13 Żydów.”
W aktach IPN zachowały się zeznania owego gospodarza. To rolnik Józef Konieczny, urodzony w 1895 roku, zamieszkały w Ciebułtowie, gmina Książ Wielki. Jego przesłuchanie odbyło się 20 maja 1955 roku.
„Daty dokładnie nie pamiętam, miało to miejsce w 1943 r. porą zimową. Przyszedł do mnie obywatel polski narodowości żydowskiej Matusiński, prosząc mnie, abym przenocował go wraz z rodziną, tj. żoną i jego 4 małoletnich dzieci. Ja się na to zgodził, przetrzymując go w piwnicy, gdzie była suszarnia tytoniowa, do której wstawiłem im piecyk.
W/w z rodziną przebywał u mnie około 4-y miesiące, a w 1944 r. z końcem zimy odnaleźli go u mnie jego bracia i szwagrowie. Wówczas Matusiński wyszedł z piwnicy, robiąc bunkier w moim polu. Tzn. doły na całą rodzinę, tj. rodzinę Matusińskiego, Lejzer wraz z siostrą i bratem oraz Cherszchowic wraz z dwoma braćmi, matką i siostrą, a do nich doszedł jeszcze Matusiński Adam wraz z żoną. Jednak razem z nimi długo nie przebywał, ponieważ nie mogli się pogodzić między sobą i po kilku tygodniach od nich odszedł udając się do Świecia gm. Nieszkow (…).
W maju lub pod koniec kwietnia 1944 r. gdy w/w przebywali w bunkrze, pewien osobnik około godz. 16-tej przyszedł i zaglądnął do ich kryjówki. Gdy ci to zauważyli, z bunkra tego w nocy uciekli do mnie. Wykopali przez noc bunkier w stajni, pod końmi, gdzie przebywali około dwóch tygodni i w nocy 8-go maja nad ranem przyjechali z grupy leśnej N.S.Z.-towcy, okrążyli dom w liczbie 14-tu osób i zaraz udali się do stajni, skąd wydostali wszystkie te rodziny.
Zabrali ich na furmankę, którą wzięli ode mnie i wywieźli na pola gromady Boczkowiec, a następnie rozebrali ich do kalesonów i kazali uciekać, a oni z broni maszynowej za nimi strzelali.
W tym czasie zostali zabici Matusiński, jego żona 4-ro małoletnich dzieci, siostra Lejzera, dwóch braci, siostra i matka Cherszchowica, zaś Matusiński Jakub, Lejzer Hanog i drugi Lejzer Hanog i Cherszchowic Mieczysław zbiegli. Następnej nocy przyszli do mnie po ubrania i więcej do mnie nie przychodzili, a w dodatku ja od tej pory ukrywałem się.
Po zamordowaniu w/w, dnia następnego do mnie przyjechali Niemcy, wyprowadzili moją żonę i córkę Natalię, a następnie zaraz na miejscu rozstrzelali. Odjeżdżając pozostawili wartę czekając jak ja przyjdę, jednak ja do domu powróciłem, gdy policja granatowa uciekła.”
 
***
O mordzie w Ciebułtowie opowiadał także jego uczestnik Stanisław Stelmach, członek oddziału Kołacińskiego (protokół z 7 sierpnia 1954):
„Z charakteru działalności grupy NSZ pod dowództwem Żbika wiem, że mordowała ona Żydów, jednak wszystkich mordów nie znam. Mnie osobiście jest znane tylko jedno morderstwo dokonane przez oddział Żbika na 9-ciu Żydach w Książu lub Książcu Małym albo Wielkim. W morderstwie tym brały udział dwie drużyny z grupy Żbika w liczbie około 25 ludzi. W 1944 r. wiosną lub jesienią - daty bliżej nie pamiętam, d-ca grupy Żbik polecił Jerzemu zabrać grupę ludzi i udać się w powiat Miechowski celem zamordowania Żydów, którzy ukrywali się u jakiegoś gospodarza. Zgodnie z poleceniem „Żbika”, „Jerzy” zabrał dwie drużyny, wyznaczając do tej akcji moją drużynę.
Po zajściu pod ten dom, gdzie ukrywali się ci Żydzi, „Jerzy” polecił mnie i drugiemu d-cy drużyny, aby go otoczyć dookoła. Około 15-tu członków NSZ otoczyło dom, a reszta weszła do niego. Po chwili z domu tego siłą wyciągnęli około 10 Żydów. Wśród tych Żydów było dwoje małych dzieci.
Następnie tych Żydów wyprowadziliśmy za wieś około jednego kilometra, gdzie na rozkaz „Jerzego” rozstrzelaliśmy ich. Wyjaśniam fakt, że Żydów tych wieźliśmy na wozach, po odjechaniu od wioski około jednego kilometra „Jerzy” dał rozkaz, aby oni zeszli z wozów. Po ich zejściu członkom tej grupy dał rozkaz ognia. Wtedy wszyscy członkowie NSZ zaczęli strzelać. (…) Nawet podczas tej strzelaniny jeden z Żydów uciekł”.
 
***
W aktach IPN są cztery protokoły uczestników wydarzeń w Przedborzu: trzech oskarżonych oraz jednego świadka.
Chronologicznie pierwszy dokument to zeznanie Filipa Sokołowskiego, odebrane 24 sierpnia 1945 roku. Jest zwięzłe. Sokołowski mówi, że w nocy z 27 na 28 maja „Żbik wyznaczył ośmiu ludzi z grupy, między innymi i ja byłem i dał rozkaz: Żydów wystrzelać mieszkania zdemolować, majątek zabrać i tak żeśmy zrobili. Gdy zaszliśmy do Przedborza ja z drugim byliśmy na ubezpieczeniu, a reszta z automatami zaczęła wchodzić do tych mieszkań. Wyprowadziliśmy do lasu pięciu Żydów i dwie Żydówki, których potem wystrzelał „Tur” i „Zrąb”. (…) Za wyjątkiem jednego, który uciekł, lecz tego Żyda na drugi dzień rano złapał „Zrąb” przy pomocy Majchrowskich i zastrzelili. Do śmierci tego Żyda przyczynili się wyłącznie ojciec i syn Majchrowscy, funkcjonariusze Bezpieczeństwa na gminę Słupia.”
Podobnie relacjonuje wydarzenia Jan Maciński. To członek oddziału Kołacińskiego, rocznik 1919, rolnik, z ukończonymi siedmioma klasami podstawówki. W oddziale był od czerwca do lipca 1945.
Zeznaje: „Wyczyny miałem następujące. Pojechałem wraz z członkami do miasta Przedborza i z tego miasta wzięliśmy 7-dmiu Żydów, zawieźliśmy do lasu i tam zostali wszyscy Żydzi rozstrzelani za to, że mieli szkodzić Polakom jako komuniści. Tak ja osobiście więcej czynów nie robiłem, lecz o wyczynach tej bandy wiedziałem też.”
 
***
Najbardziej szczegółowe są zeznania Kazimierza Jezierskiego. Złożył je 16 lutego 1954 roku. Był członkiem oddziału Bujaka, ps. Kordas (imię w zeznaniach nie pada). W maju 1945 roku stacjonował razem z oddziałem Kołacińskiego w lesie rudzkim w pobliżu wsi Piskorzeniec, niedaleko Przedborza. Pomagali oddziałowi „Żbika” w akcji.
Według jego relacji, najpierw do Przedborza wyruszył oddział „Żbika”, godzinę później „Kordasa”. Jezierski przypomina sobie, że w akcji uczestniczyli „Hofman Stefan z Częstochowy, Słowik (imienia nie znam), ps. Bursik z Włoszczowej, Maciński Jan ps. Tur ze Starej Wsi gm. Góry Mokre i Wojciechowski Zbigniew z Radomska (potem w Konspiracyjnym Wojsku Polskim - przyp. aut.) oraz „Kordas”, „Roland, „Jastrząb” i jeszcze jeden osobnik, którego nazwiska ani pseudonimu obecnie przypomnieć sobie nie mogę”.
Oddział jechał wozem, „końmi powoził „Roland”, który pochodził z okolic Radomska. Prawdopodobnie z miejscowości Strzałków.”
Oddziały spotkały się na skraju miejscowości. Wóz zatrzymano koło kościoła. „Bursik” zostawił człowieka jako obstawę, potem z dwójką ludzi poszedł na ul. Pocztową. W tym domu mieszkali Żydzi.
Jezierski: „Dom owych Żydów znajdował się w Rynku, ale jego bramą można było wyjść na tę ulicę (…) Jeśli chodzi o mnie, to sprzed kościoła poszedłem z „Kordasem” i Macińskim Janem. ps. Tur oraz jeszcze dwoma członkami na rynek. Z wspomnianymi zatrzymałem się dopiero przy moście.”
Tam dwóch ludzi pozostawiono na warcie.
Jezierski: „Ja, Bujak, ps. Kordas i Maciński ponownie wróciliśmy na rynek i stanęliśmy przed domem zamieszkałym przez Żydów. Ja posiadałem wówczas przy sobie pistolet maszynowy syst. M.Pi, Kordas miał broń krótką, a Maciński automat także M.Pi. Wkrótce jednak Kordas odszedł sprzed domu. Udał się w kierunku kościoła po to, aby przysłać nam więcej ludzi. (…)
Maciński wszedł z nimi do wnętrza domu, w którym zamieszkiwali Żydzi. Tuż po ich wejściu słyszałem z wnętrza tego mieszkania hałas spowodowany przez krzyki. Maciński przebywał tam około 10 minut. Po czym wyszedł sam i oświadczył mi, że dwóch Żydów nie ma w domu. Następnie zapytał czy wiem, gdzie mogą przebywać. Gdy odrzekłem, że nie wiem, wspomniany ponownie udał się do wnętrza tego domu i wkrótce wyszedł z „Rolandem”, mówiąc mi, że ci dwaj Żydzi, o których mu chodziło, przebywają u Wójcickiej - właścicielki fabryki noży”.
„Roland” i Jezierski idą do fabryki, stamtąd przyprowadzają Żydów Lizbanda i Litmanowicza. W międzyczasie trzech członków oddziału wynosi z domu rzeczy należące do Żydów.
Jezierski: „Mienie to załadowali na wozy. Ile było tych wozów wtedy jeszcze stwierdzić nie mogłem, ponieważ znajdowały się one przy ul. Pocztowej. W przeprowadzonej akcji ujęliśmy sześcioro czy też siedmioro Żydów. Wśród nich znajdowała się jedna kobieta. Z ujętych znałem tylko Lizbanda, Litmanowicza, Aleksandrowicza i Schwarza (...)”
Wozy były trzy. Na pierwszym jechali członkowie oddziału, na drugim związani Żydzi, na trzecim pozostali NSZ-owcy oraz Żydówka.
Jezierski: „W tej chwili przypomniałem sobie, że jedną parą koni jechał niejaki Gaj Piotr, liczący wówczas trzynaście albo czternaście lat. Pracował on u Zająca Antoniego, zamieszkałego w Przedborzu przy ul. Pocztowej. O ile chodzi o następny wóz, to przy nim poznałem konia, który należał do kowala Symonidesa również zamieszkałego w Przedborzu przy ul. Kieleckiej. Zrabowane u Żydów mienie ruchome widziałem. Wieźliśmy je na wozach. Były to ubrania, dwie stare maszyny czapnicze, pościel i bielizna”.
Kilkaset metrów za Przedborzem próbuje uciec Żyd Litmanowicz. Zabija go Wojciechowski. Cztery kilometry od Przedborza konwój się rozdziela i oddziały osobno dojeżdżają na miejsce stacjonowania, do rudzkiego lasu koło Piskorzeńca.
Jezierski: „Nadmieniam, że w tym czasie, kiedy wróciliśmy z Kordasem do miejsca stacjonowania bandy, Żydzi których wzięliśmy w Przedborzu byli już wyprowadzeni w pobliskie świerki. Ja udałem się w kierunku tego miejsca. Zatrzymałem się na przebiegającej tam linii leśnej. Sam widziałem, że Maciński przewrócił jednego z Żydów. Był nim Lizband. Tuż przed przewróceniem się wspomniany spostrzegł mnie i powiedział: Jezierski, co oni ze mną robią. Odpowiedziałem mu „nic na to nie poradzę”. Zaraz po tym Maciński oddał w jego kierunku dwa strzały z pistoletu. Drugiego Żyda Schwarza zastrzelił w mej obecności Hofman Stefan. W tym czasie, kiedy Maciński i Hofman strzelali do tych dwóch Żydów, Aleksandrowicz zbiegł w krzaki. „Żbik” i „Kordas”, którzy przyglądali się obok dokonywanym morderstwom, polecili mi udać się w pościg za zbiegłym.”
Dowódcy kazali przy okazji wstąpić Jezierskiemu do Edmunda Majchrowskiego i powiedzieć mu, żeby zmylił pościg i powiedział milicji, że konwój udał się w kierunku Kielc.
Majchrowski pracował wtedy w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego.
Jezierski zabrał rower zrabowany Żydom i pojechał do Majchrowskiego. W domu byli tylko żona i pasierb Wojciech. Jezierski czeka na Edmunda. Wtedy zauważa, że pod domem zatrzymuje się furmanka, z której zeskakuje mężczyzna i ucieka. To Żyd Aleksandrowicz, który uciekł z egzekucji.
Jezierski: „Pasierb Majchrowskiego chwycił karabin Drajzer i udał się za uciekającym.”
Złapał Aleksandrowicza.
Jezierski: „Wojciech mówił, że w ujęciu pomagali mu jacyś miejscowi chłopi. Aleksandrowicza przyprowadziliśmy do domu Majchrowskiego. Wspomniany po ucieczce, jak wynikało z jego opowiadania, nawiązał kontakt z grupą żołnierzy radzieckich, którym opowiedział o zaistniałym wypadku w Przedborzu, a następnie w lesie. Ci po wysłuchaniu go powiedzieli mu, by zameldował o tym w urzędzie bezpieczeństwa. Ponieważ Aleksandrowicz wiedział, że Majchrowski pracował jeszcze wtedy w UBP, zgłosił się do niego. Przed wejściem do mieszkania rozpoznał jednak swój rower.”
Po powrocie do domu Edmund Majchrowski obiecuje Aleksandrowiczowi, że zostanie odstawiony na posterunek milicji w Czermnie, a zrobią to Jezierski i jego pasierb Wojciech, pracujący dla niego. To oszustwo.
Zawożą Aleksandrowicza do rudzkiego lasu.
Jezierski: „Gdy przeszliśmy lasem około 150 metrów, Aleksandrowicz zorientował się, że prowadzimy go do bandy. W związku z tym rzucił na mnie rower i zaczął uciekać. Ja wyjąłem wówczas pistolet i oddałem w jego kark dwa strzały. Aleksandrowicz pochylił się, przebiegł jeszcze około trzech metrów i upadł na ziemię. W chwili kiedy padał, Wojciech z ręcznego karabinu maszynowego oddał serię w jego pierś.
Po stwierdzeniu zgonu Aleksandrowicza postanowiliśmy wrócić do Majchrowskiego. Uczyniliśmy to po uprzednim przykryciu zwłok choinką. Opowiedzieliśmy Majchrowskiemu, co się stało. Oświadczył, że należałoby go zakopać w celu zatarcia śladów zabójstwa. Ja odpowiedziałem, że muszę wracać do bandy. Majchrowski postanowił zakopać zwłoki osobiście. (…)
Kto zabił pozostałych Żydów, nie wiem, ponieważ wtedy nie było mnie na miejscu. U Hofmana Stefana widziałem później złotą szczękę. Hofman wspominał, że jest to jego pamiątka po zamordowanej Żydówce.”
 
***
Żyd Aleksandrowicz nie znalazł pomocy u żołnierzy radzieckich, odesłali go. Edmund Majchrowski pracował dla Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego i współpracował z oddziałem Żbika. To oznacza, że Żydzi nie byli komunistami. Tak pisał o nich we wspomnieniach Kołaciński, nazywając ich „zasłużonymi ubowcami”.
O tym mówi także w zeznaniach wspomniany przez Jezierskiego kowal Jan Symonides. Rocznik 1891, zamieszkały w Przedborzu, kowal po 4 klasach szkoły podstawowej.
Zeznanie złożył 25 kwietnia 1954 r.:
„Tej właśnie nocy, gdzieś około godziny 23, obudziła mnie moja żona i powiedziała mi, że przed chwilą był u nas w domu jakiś mężczyzna podający się za funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej i zażądał, bym pojechał koniem na podwodę. Osobnik ów, jak twierdziła żona, kazał abym przyjechał wozem na Rynek. Wspomniany zaznaczył żonie, że o ile nie przyjadę, zostanę zabity.
Gdy przybyłem na miejsce zastałem tam już konie Zająca Antoniego. Przy koniach tych był jakiś chłopiec o nieznanym mi nazwisku, który pracował w gospodarstwie wspomnianego. Na obydwa wozy jacyś osobnicy w mej obecności zaczęli wynosić z domu, w którymi mieszkali Żydzi, bieliznę, buty, kożuchy, pościel, spody do butów oraz różne przedmioty codziennego użytku jak talerze, rondle, patelnie, itp.
W trakcie ładowania tych przedmiotów, wozów pilnował jakiś osobnik w mundurze uzbrojony w karabin maszynowy.
Gdy wozy te zostały już załadowane wyprowadzono z domu Żydów w liczbie siedmiu czy też ośmiu osób. Kobiety żadnej wśród nich nie widziałem. Wszyscy byli powiązani do siebie. Zaraz po tym kazano mi jechać. To samo polecenie otrzymał również chłopiec pracujący u Zająca Antoniego.
Ruszyliśmy drogą w kierunku Kielc. Gdy przejeżdżałem obok swego domu znajdującego się przy ul. Kieleckiej, jeden z bandytów kazał mi wrócić do swego mieszkania. Sam zaś wziął ode mnie lejce i pojechał dalej. Ja uczyniłem to, co mi kazał.
Jeżeli chodzi o chłopca to ten został zwolniony przez bandę dopiero na skraju lasu, około kilometra od Przedborza. Wspomniany opowiadał mi następnego dnia, że widział jak jeden z członków bandy zabił Żyda tuż za Przedborzem, ponieważ próbował uciec.”
 
***
15 kwietnia 1965 r. prokuratura w Kielcach wydaje postanowienie o przedstawieniu Władysławowi Kołacińskiemu, ps. Żbik, czterech zarzutów. Pierwsze trzy dotyczą walki zbrojnej z komunistycznymi władzami, próby obalenia ustroju państwa, zabójstw funkcjonariuszy UGP (pisownia oryginalna, przyp. aut., pewnie chodzi o UBP, czyli Urząd Bezpieczeństwa Publicznego) i MO.
Czwarty zarzut brzmi:
„W maju 1945 w Przedborzu, pow. koneckiego, w zamiarze pozbawienia życia 9 osób ob. żydowskich wydał rozkaz podległym sobie członkom NZS zastrzelenia tychże osób w wyniku czego ponieśli oni śmierć.”
Prokurator przekazuje akta wydziałowi śledczemu Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Kielcach do dalszego prowadzenia śledztwa. W uzasadnieniu pisze, że „zebranie dowodów wymaga wielkiego udziału pracy z uwagi na duży upływ czasu. Komenda Województwa MO czynności tych może dokonać znacznie szybciej, co wpłynie korzystnie dla dobra śledztwa. W sprawie należy zabezpieczyć podjęcie szeregu spraw z archiwum Sądów Powszechnych i Wojskowych.
Podpisany: wiceprokurator wojewódzki M. Piszczek.”
31 grudnia prokuratura wydaje postanowienie o tymczasowym aresztowaniu Kołacińskiego. Tego samego dnia zawiesza śledztwo i rozsyła listy gończe.
 
***
Kołaciński po wojnie ucieka za granicę. Mieszka w USA.
Z notatki milicji z Piotrkowa z 1965 r.: „Z niepotwierdzonych danych wynika, że Żbik przedostał się do Anglii a następnie do Kanady. Obecnie ma przebywać w Australii. Powyższe opieramy na tym, że w 1947 lub 1948 roku do parafii Bogdanów została przesłana z Kanady kartka celem potwierdzenia na niej przez proboszcza, iż Władysław Kołaciński jest kawalerem.”
W aktach nie ma informacji, czy któremukolwiek z innych uczestników zdarzeń postawiono jakiekolwiek zarzuty.
Kołaciński wraca do Polski w 1991 roku. Umiera w Płocku 8 listopada 1995 r. Zostaje pochowany w Bogdanowie.
W 2007 roku prezydent Lech Kaczyński nadaje mu pośmiertnie Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.
 
Andrzej Andrysiak
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Komentarze   

0 #1 Ola 2018-09-27 12:07
Artykuł a przede wszystkim konkluzje nie trzymają się całości.
Gazeta podaje,ze Zydzi żyli w Polsce przez setki lat.Żyli wspólnie z Polakami, rozwiajli biznesy, byli artystami, żyli w tolerancji i nikt im krzywdy nie robił.Nagle w czasie strasznej wojny wywołanej przez Niemcy to Polacy dokonują ,,holokastu ''w Przedborzu.Użycie słowa holokaust czyli planowany, organizowany mord też jest tutaj nie na miejscu.Jako Polka nie uważam,aby Polacy byli autorami holokaustu.Mogły zdarzyć się mordy-egzekucje ponieważ wojna to czas, który trudno ocenic szczególnie po kilkudzisieciu latach. Zeznania zebrane od 65 roku czyli po 20 latach od zdarzenia mają charakter jakgdyby tworzył je jeden człowiek.Służby wiedziały jak przekonać śwadków do zeznań po ich myśli.Na pewno groźba o utracie pracy przez całą rodzinę czy wykwaterowania z mieszkania na pewno działały.
Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

AKTUALNOŚCI

  • [oficjalne] Wyniki wybór na prezydenta, burmistrza, wójta +

      Oficjalne wyniki wyborów prezydenckich Read More
  • [nieoficjalne] Skład rady miasta +

    Znamy nieoficjalne wyniki wyborców do Read More
  • Debata +

    Relacja z Debaty Prezydenckiej Gazety Read More
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30
  • 31
  • 32
  • 33
  • 34
  • 35
  • 36
  • 37
  • 38
  • 39
  • 40
  • 41
  • 42
  • 43
  • 44
  • 45
  • 46
  • 47
  • 48
  • 49
  • 50