19 Sep

 Factor

Dzisiaj rano na polecenie Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim policjanci zatrzymali Witolda W., właściciela firmy Factor. W tej chwili jest wieziony do Piotrkowa. O były radnym sejmiku wojewódzkiego i jego działalności pisaliśmy kilka razy. Oto jeden z artykułów. 

Gazeta Radomszczańska wielokrotnie opisywała działalnośc firmy Factor. Oto jest z tekstów z Gazety Radomszczańskiej, z listopada 2017 roku:

Utopieny w Factorze

W. wzywał nas do gabinetu pojedynczo. Wszedłem do środka, a on kładzie przede mną  aneks i mówi, że mam podpisać. A jeśli nie podpiszę, to nie odzyskam pieniędzy. Wszyscy usłyszeli wtedy to samo. Podpisywali, co mieli zrobić? To był radny sejmiku, człowiek PiS-u, wysoko postawiony, prawa ręka pani poseł Milczanowskiej. No to komu miałem zaufać jak nie jemu? To nie liczby mnie skusiły, tu chodziło o człowieka

Janusz Kucharski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Chce pozostać anonimowy, bo nie chce, by wytykano go palcami. Mówi długo i szczegółowo. Jak prokuratorowi. Jemu zeznał to samo. Pokazuje plik dokumentów.
Trafił na reklamę, w której firma Factor proponowała, że pożyczy pieniądze. Ale to ona będzie pożyczkobiorcą a klient pożyczkodawcą. Zapewniała, że jest w stanie wypłacać od pożyczonej kwoty bardzo atrakcyjny procent. Jeśli klient zdecyduje się pożyczyć swoje pieniądze na sześć miesięcy, będzie w skali roku otrzymywał 11,11 procenta odsetek. A jeśli na dwanaście miesięcy - ponad 14 procent. Oferta żadnego z banków nie była tak atrakcyjna. I do dzisiaj nie jest.
- Ogłoszenie było w gazetach, a w skrzynce co jakiś czas znajdowałem ulotki firmy Factor. Nie zdecydowałem się pożyczyć mu swoich pieniędzy od razu, po pierwszej reklamie. Myślałem o tym jakiś czas. Wiedziałem, że w banku takiego procentu nie ma. Przez całe życie człowiek dorobił się pewnych oszczędności, a że pieniądze powinny na siebie zarabiać, to normalne, że szukałem możliwości zainwestowania. To nie tak, że liczby mnie skusiły. Nie, tu chodziło o człowieka.
Witold W. był wtedy radnym sejmiku województwa łódzkiego z Prawa i Sprawiedliwości.
- I to był argument, który do mnie przemówił. Człowiek z Radomska, lokalny polityk, czyli godny zaufania. Zwłaszcza, że to polityk PiS-u. Widywałem go na uroczystościach obok radomszczańskiej poseł tej partii, czytałem o nim w gazetach. Pomyślałem, że to dobry pomysł. W końcu to odpowiednia osoba, ja to sobie dokładnie przemyślałem. Skusiłem się.
Radomszczanin poszedł do biura W. O pożyczce rozmawiał z nim, w jego gabinecie. Jak mówi, usłyszał to, czego się spodziewał.
- Powiedział, że to są pewne pieniądze, a sprawa jest prosta. Ja pożyczam mu pieniądze, on wypłaca mi co miesiąc odsetki. Obaj jesteśmy zadowoleni. Że nikt nie daje takich warunków jak on i mogę mu wierzyć. Przeczytałem, podpisałem, wpłaciłem pieniądze i wróciłem spokojnie do domu.

Miało być wesele
- Tak się złożyło, że planowaliśmy w najbliższym czasie wesele naszej córki. Wiadomo, że to duże wydarzenie, dla niej najważniejsze. I wiadomo, że trzeba mieć na to pieniądze. Pomyśleliśmy z żoną, że uda się zarobić parę złotych więcej i na tę okazję będzie jak znalazł. No i jeszcze kwestia startu naszego dziecka w życie. Jeśli możemy jako rodzice go ułatwić, to dlaczego nie? Kto na naszym miejscu nie skorzystałby z takiej okazji?
Uroczystość - weselisko, jak mówi nasz czytelnik - miało się odbyć w 2017 roku. - Teraz nie wiadomo kiedy i czy w ogóle się odbędzie - mówi.
Tu musimy wrócić do 2015 r., kiedy radomszczanin wpłacił na konto firmy Factor pierwsze pieniądze. - Wtedy wszystko było jeszcze w porządku. Co miesiąc w kasie dostawałem swoje odsetki, zgodnie z umową i deklaracjami W. Postanowiłem zainwestować więcej. Podpisywałem kolejne umowy na różne kwoty. Wtedy przyjmował mnie bardzo miło, z szerokim uśmiechem na twarzy. Dzisiaj nie chce rozmawiać.
Nasz czytelnik wyliczył, że w przedsięwzięcie finansowe Witolda W. włożył ponad 382 tys. zł. Mówi, że część pieniędzy, dokładnie dwa razy po 100 tysięcy zł, które miał na innych kontach, przelał na konto bankowe wskazane przez Witolda W. - Nie na KP, czyli kasa przyjęła, jak wcześniejsze wpłaty. Tym razem podał mi numer konta, na który miałem przelać pieniądze - mówi.
Pokazuje wydruk. Nazwa Factor pojawia się w tytule przelewu.
Pierwsze miesiące nie zapowiadały złego. Nasz czytelnik na koniec miesiąca pojawiał się w kasie Factora i otrzymywał odsetki. Minus podatek. - Bezproblemowo. Do 31 stycznia tego roku, jeszcze przed ukazaniem się waszego artykułu - mówi.
2 lutego Gazeta Radomszczańska publikuje materiał „Factor i prokurator”. Informujemy, że Komisja Nadzoru Finansowego ostrzega przed pożyczaniem pieniędzy Witoldowi W. KNF zawiadomił dziennikarz, który natknął się na reklamę Factora. Zaniepokoił go bardzo wysoki procent. KNF wciągnął firmę „Witold W. firma Factor z siedzibą w Radomsku” (tak brzmi pełna nazwa) na listę ostrzeżeń, która umieszczona jest na stronie internetowej tej instytucji. Komisja zawiadamia prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez firmę z Radomska. Miałoby ono polegać na przyjmowaniu wkładów bankowych, czyli prowadzeniu działalności bankowej bez zezwolenia.
Wtedy w rozmowie z Gazetą Witold W. zapewniał, że jest spokojny, bo jego firma działa zgodnie z prawem i prowadzone postępowanie to wykaże.
- Każda umowa jest oprocentowana. To umowy roczne i dwuletnie. Jednak większość klientów zostawia na kolejny rok swoje pieniądze, bo jest zadowolona z tej obsługi i zysków, jakie osiągają z zawartych z moją firmą umów - przekonywał.

Albo podpisujesz,
albo nic nie dostaniesz
Radomszczanin pokazuje nam aneks do umowy zawartej z Witoldem W. Z datą 1 lutego 2017 r. Napisano w nim, że pożyczkobiorca, czyli Witold W., zobowiązuje się do zwrotu wpłaconej kwoty wraz z odsetkami na koniec trwania umowy. Tylko, że wysokość odsetek to już nie ponad 14 a 2 i pół procent. A koniec trwania umowy ustala na ostatni dzień grudnia… 2020 roku.
- Sam to sobie wymyślił i ustalił. Wszystko zmienił, nie pytając nikogo o zdanie.
Radomszczanin został wezwany do Factora na 1 lutego. Poszedł do biura i zobaczył, że będzie musiał poczekać.
- Bo tam było już pełno ludzi. W. wzywał nas do gabinetu pojedynczo. Przyszła moja kolej, wszedłem do środka, a on kładzie przede mną ten aneks i mówi, że mam podpisać. A jeśli nie podpiszę, to nie odzyskam swoich pieniędzy. Wszyscy usłyszeli wtedy to samo. I podpisywali, bo co mieli zrobić? Zaryzykować swoje pieniądze? Powiedział przecież wprost - niczego nie dostaniecie. To był ohydny szantaż! Przyznaję, ja też uległem… Pamiętam, jak drżała mi ręka kiedy to podpisywałem… Co mogłem zrobić?
Jedna z umów kończyła się w połowie lipca tego roku. - Nie wypłacił. Pomyślałem, że skoro ma jakieś problemy, to pójdę mu na rękę i dwie umowy po 50 tys. zł rozłożę na raty. Poszedłem do niego i powiedziałem: to wypłacaj mi po 5 tysięcy co miesiąc. Zgodził się. Tyle, że w marcu nie wypłacił, w kwietniu nie wypłacił, w maju nie wypłacił, w czerwcu nie wypłacił, w lipcu i sierpniu wypłat miało nie być, bo miała być wypłata z innych umów. We wrześniu i październiku też nie. Chodziłem do jego księgowej, która wypisywała mi kwit „kasa wydała”. Od marca przestała wypisywać. Co od niej słyszałem? Że ona nie ma w kasie pieniędzy, że nie ona o tym decyduje, tylko właściciel, pan W. Jak to usłyszałem, to od razu pobiegłem do niego. A on mi tylko odpowiedział, że mam czekać na telefon. I tak od marca czekam. Może mu wyłączyli, bo nie płacił? Ale przecież pieniądze ma, bo mu ludzie tyle napożyczali, że i tysiąc rachunków miesięcznie by zapłacił. Potem jeszcze wiele razy do niego chodziłem, żeby się o pieniądze upominać. I zawsze słyszałem: nie mam pieniędzy.
Nasz czytelnik pokazuje kartkę, na której są szczegółowe wyliczenia tego, co Witold W. jest mu winien. Osiem pożyczek, w sumie na kwotę 382 tysięcy. Wszystko ujął w tabelce. Na dole wyliczenie zadłużenia na październik tego roku. Niezwrócone pożyczki w wysokości 15 i 7 tysięcy zł, oraz sześć rat po 5 tysięcy, w sumie 30 tysięcy zł. - Do tego dojdzie listopad i grudzień - dodaje. - Na dzisiaj, a dosłownie w tej chwili, to 55 tysięcy plus odsetki. Podczas ostatniej rozmowy powiedział, że może - podkreślam: może - wypłaci mi 7 tysięcy.
Podczas którejś z wizyt trafił na mężczyznę, który zainwestował w Factora jeszcze więcej niż on. - To był taki starszy facet, schorowany chyba, miał poważne trudności z wejściem po schodach, a tam tych schodów do gabinetu W.a trochę jest. Pytam, co się dzieje? A on mi mówi, że przyjechał, bo W. obiecał mu tego dnia wypłacić pieniądze. 100 tysięcy. Pytam go ile pożyczył W. Mówi, że 550 tysięcy. 550 tysięcy! Facet oddał mu wszystko, co miał! Tak jak ja! Przecież on zrobił normalną ordynarną piramidę finansową! - naszemu rozmówcy bardzo trudno powstrzymać emocje.
On już stracił nadzieję. Zaczyna oswajać się z myślą, że wesela córki nie będzie. - Nie będzie bo jak? On ma wszystkie moje pieniądze! Myślałem, że je wycofam choćby bez tych obiecanych odsetek. A on spokojnie dalej prowadzi ten swój biznes. Zrobił remont, który polega na tym, że zniknął napis Factor. Teraz w porozumieniu z jakimś bankiem sprzedaje samochody. Tam cały plac jest zastawiony samochodami.
Pytamy, czy zwiodła go atrakcyjna oferta. Czy nie powinna od razu wzbudzić czujności? - Przecież na początku wszystko szło dobrze. Wypłacał odsetki przez cały 2015 i 2016 rok. Przyjeżdżałem ostatniego dnia miesiąca i dostawałem pieniądze. Pieniądze były do momentu, w którym o nim napisaliście.
Radomszczanin opowiada, że był już przesłuchiwany przez prokuratora. I powiedział mu, że zawierzył W. jako działaczowi PiS-u. - Chociaż mnie przed nim ostrzegali - przyznaje dzisiaj. - Ale myślałem sobie, że pisowiec, wysoko postawiony, prawa ręka pani poseł Milczanowskiej - pokazuje wycinki z gazet, na zdjęciach Witold W. i poseł Anna Milczanowska. - Przecież to niemożliwe, żeby chciał kogoś oszukać. A jednak… To są ogromne pieniądze. Pewnie miliony. Ja prawie 400, ten starszy facet ponad 500, ktoś 100, ktoś 50 tysięcy. To się w głowie nie mieści!
Radomszczanin poszedł po pomoc do rzecznika praw konsumenta, ten odesłał go do sądu. Poszedł więc do prawnika i założył Witoldowi W. sprawę cywilną. O nadanie klauzuli komorniczej. Ten proces właśnie ruszył. Napisał też do radomszczańskich posłów, Antoniego Macierewicza, ministra sprawiedliwości, prezydenta miasta. I do prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego. Liczy, że ktoś mu pomoże.
W marcu Witold W. przed jedną z sesji sejmiku złożył rezygnację z mandatu. Kiedy Gazeta poprosiła go wtedy o komentarz, odpowiedział, że teraz znowu jest osobą prywatną i wypowiadać się nie musi. O powody rezygnacji W. zapytaliśmy innych. Od jednych usłyszeliśmy, że odszedł z powodu KNF i dochodzenia prokuratury. Od innych, że został grzecznie poproszony, żeby odciął się od partii, bo jeśli nie, to „się do niego dobiorą”. To był polityczny koniec W., który zawsze miał ambicje wejścia do Sejmu. Wiadomo, że w tym roku W. nie będzie musiał składać oświadczenia majątkowego. W ostatnim wpisał pożyczone od ludzi pieniądze. W sumie od 44 osób.
Radomszczanin jest przekonany, że ktoś nad W. rozciągnął parasol ochronny. - Po publikacji w Gazecie jedyną reakcją Antoniego Macierewicza była prośba, by zrezygnował z mandatu radnego sejmiku. A to przecież jego podwładny - mówi. - Co to za reakcja? W biurze poseł Milczanowskiej pracownik zapytał, czy może sobie odbić te dokumenty. Pewnie, że może. Ale z nią mnie nie umówił. A to przecież jej żołnierz, jak to się mówi - tu pada przekleństwo. I komentarz o układzie. - W. to podobno wzorowy katolik. W kościele siedzi zawsze w pierwszej ławce. Ci ludzie z kościoła chyba go wybrali, jak go tam widzieli, bo kto? - milczy przez chwilę, a potem mówi: - Factor to jest brat Amber Gold.
Pytamy na koniec, czy córka ma żal, że wesele odsunęło się na bliżej nieokreśloną przyszłość? - Pewnie, że ma. Przecież to są pieniądze całej rodziny. Po to człowiek pracuje całe życie. Dla dzieci. Córka mnie ostrzegała, żebym mu nie wierzył. Tato, uważaj, mówiła. Teraz wiem, że miała rację.
Dzwonimy do Witolda W. z prośbą o spotkanie. Chcemy, by ustosunkował się do tej relacji i dokumentów. Odbiera telefon. Pytamy o aneksy, zmianę oprocentowania, o to, dlaczego klienci nie otrzymują odsetek. W. odmawia odpowiedzi. Gdy pytamy, dlaczego, odpowiada, że toczy się postępowanie w tej sprawie i do jego zakończenia nie będzie niczego komentował.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

AKTUALNOŚCI

  • Nieświęci Wyklęci [cały tekst] +

      „W nocy z 27 Read More
  • Wpływowi w internecie +

      Podobno żyjemy w czasach, Read More
  • Pomysł na rudery +

      W centrum większość starych Read More
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30
  • 31
  • 32
  • 33
  • 34
  • 35
  • 36
  • 37
  • 38
  • 39
  • 40
  • 41
  • 42
  • 43
  • 44
  • 45
  • 46
  • 47
  • 48
  • 49
  • 50