12 Dec

Zbliżają się Mikołajki i uznałem, że kilka słów na ten temat napiszę. Posłużę się przy tym następującym przykładem analizy, którą tzw. „przeciętny” Kowalski, niebędący faktycznie „reprezentatywnym” Kowalskim (i całe szczęście), często przeprowadza. Po kolei:
1) Ktoś (czyli de facto jakaś partia, w sumie niejedna) obiecuje obniżenie wieku emerytalnego. Kowalski myśli: „dobrze mówią”, „podoba mi się to”.
2) Ktoś (czyli jakaś partia) obiecuje 500+. Kowalski znów myśli: „dobrze mówią” itd.
3) Ktoś (czyli jakaś partia, znów niejedna) obiecuje podwyżkę emerytur (w takiej czy innej formie - bezpośredniej czy też pośredniej, np. obiecuje 13-tą emeryturę). Kowalski znów myśli: „dobrze mówią” itd.
4) Pkt. 1-3 można powtarzać, niemal w nieskończoność. Powyżej to tylko wybrane przykłady. Nie sposób wszystkich zliczyć, wymienić, opisać.
5) Ktoś organizuje marsz anty-imigrancki, bo twierdzi, że „Obcy” pracę naszym zabierają i przez to wynagrodzenia nie rosną tak, jakby bez tej imigracji rosły. Kowalski myśli: „dobrze mówią” itd.
A teraz seria pytań nawiązujących do powyższych punktów:
1. Kto może sfinansować obniżkę wieku emerytalnego? Bo to, że wiąże się ona z kosztami, i to niemałymi, jest oczywiste. Odpowiedź: lud pracujący. Im mniej tego ludu i im więcej emerytów, tym przeciętny pracujący (w tym bohater tejże „opowiastki ekonomicznej”, niejaki Kowalski) musi więcej za tę obniżkę wieku zapłacić. Bezpośrednio - w podatkach lub w składce emerytalnej, albo pośrednio - np. poprzez mniejsze wydatki państwa na służbę zdrowia, czyli trudniejszym dostępem do lekarzy i lekarstw, bo jeśli państwo komuś daje, to temu samemu lub innemu zabiera. Taki oczywisty mechanizm. W ekonomii nie ma „darmowych obiadów”, są za to podatki.
2. Kto może sfinansować program 500+? Patrz odpowiedź na pyt. 1.
3. Kto może sfinansować podwyżkę emerytur? Patrz odpowiedź na pyt. 1.
4. Jak sfinansować inne obietnice polityków? Patrz odpowiedź na pyt. 1.
5. Jak przy danej demografii można zwiększyć podaż siły roboczej, czyli liczbę osób zainteresowanych pracą? Można to uczynić na trzy sposoby. Po pierwsze poprzez podwyższenie wieku emerytalnego (ale to odpada, bo Kowalski cieszy się, że ten wiek obniżono). Po drugie poprzez obniżenie wieku rozpoczęcia aktywności zawodowej, czyli posłanie dzieci do szkoły w wieku 6 lat, by wcześniej ukończyły edukację i w młodszym o rok wieku weszły na rynek pracy (też odpada, bo Kowalski był zapewne przeciwny obowiązkowi szkolnemu od szóstego roku życia). Po trzecie poprzez napływ siły roboczej z zagranicy, czyli imigrantów (to też odpada, bo Kowalski jest przeciwny imigracji zarobkowej do naszego kraju).

Warto też dodać, że rozwiązaniem „na dzisiaj” nie będą również potencjalne efekty programu 500+. Dzieci z „Pokolenia 500+” wejdą na rynek pracy za około 20 lat, a i tak nie wiadomo, ile ich będzie. Trudno dzisiaj bowiem precyzyjnie przewidzieć, jak istotnie program ten poprawi dzietność w Polsce. A deficyt siły roboczej odczuwamy tutaj i teraz. Jakie jest zatem rozwiązanie tego „równania ekonomicznego”? Następujące: X=św. Mikołaj, bo tylko dzięki św. Mikołajowi można to wszystko spiąć finansowo. Jest on brakującym ogniwem w rozwiązaniu problemu polegającego na bezkrytycznym przyjmowaniu za racjonalne i merytorycznie uzasadnione wszystkich pomysłów polityków pod warunkiem, że są one dla nas korzystne. Ale ta korzystność jest pozorna. To często obietnica bez pokrycia. Budżet państwa nie jest bowiem z gumy, bo choć może sprawiać takie wrażenie po stronie wydatków, to już przychody się tak łatwo nie rozciągają.
Pisząc ten tekst nie mam intencji dokonywania oceny programów rządowych, czy bardziej ogólnie polityków. Taka ich praca. Muszą obiecywać, by przetrwać. Trochę takie „promise or perish”, czyli „obiecaj albo giń”. Intencją było pokazanie, jak nielogicznych często ocen tych obietnic i polityków dokonujemy. Ocen ważnych, bo one determinują nasze wybory, w tym te polityczne, a przez to jakość życia w przyszłości. Chcemy wierzyć w bzdury. Dzieci przestają wierzyć w św. Mikołaja pewnie przed 10-tym rokiem życia. Dlaczego w niego wierzą dorośli? Bo skoro popierają wykluczające się finansowo pomysły, muszą w tego św. Mikołaja wierzyć. Innego rozwiązania opisane „równanie ekonomiczne” nie ma. X=św. Mikołaj. Totalna abstrakcja.
A na koniec kilka zdań a propos ostatnich wydarzeń w Radomsku. Demografia krajów europejskich załamuje się. Ludność Europy starzeje się w zastraszającym tempie. By utrzymać rozwój gospodarczy na poziomie, który być może umożliwi sfinansowanie emerytur w najbliższych dziesięcioleciach, kraje będą w coraz większym stopniu konkurować o siłę roboczą, czyli o pracowników. Siła robocza stanie się zasobem deficytowym nie tylko w Polsce, ale w wielu krajach Europy. Import siły roboczej, czyli zwiększanie liczby pracujących poprzez przyjmowanie imigrantów, będzie coraz bardziej powszechny. To, czy imigranci będą zainteresowani pracą w Polsce, zależeć będzie nie tylko od uwarunkowań ekonomicznych (np. poziomu płac), ale również od ich poczucia bezpieczeństwa w naszym kraju, a to znów zależy od naszego nastawienia względem imigrantów. Jednak imigracja, która rodzi określone problemy, jest też ogromną szansą na rozwój gospodarczy. Trzeba będzie znaleźć dobre rozwiązanie w tej materii. Bez niego przegramy, wszyscy. Przy małych zasobach siły roboczej tutaj, w kraju (czyli też w Radomsku), firmy zaczną szukać tych zasobów za granicą. Np. na Ukrainie. O tym nie wolno zapominać. Inne istotne zagrożenie wynikające z braku rąk do pracy to rosnąca inflacja powodowana presją płacową. Firmy tę presję przerzucają na konsumentów. Ceny rosną. Czyli wzrost płac w dużym stopniu ma charakter nominalny, a nie realny. Rośnie oprocentowanie kredytów. Zapomnieliśmy o tym, czym jest wysoka inflacja. A tu wiele wskazuje na to, że ona wraca. Inflacja to nie tylko wzrost cen, to również wzrost oprocentowania kredytów. Hipotecznych i konsumenckich. Jak widać, kij ma dwa końce.

 

Filip Chybalski,
profesor
w Katedrze Zarządzania
Politechniki Łódzkiej

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież